sobota, 15 grudnia 2012

Odc. 36


36.
-Co tutaj robisz? Czy nie powinnaś być..- zapytałem, właściwie nie kończąc. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko kącikami ust.
- Nie mogłam wysiedzieć. – odpowiedziała prawie szeptem. Podeszła do najbliższej ławki i usiadła, a następnie poklepała miejsce obok siebie dając mi wyraźny znak, bym usiadł z nią.
- Czyli nie zaprzeczasz, że twój „pomysł” był to chrzanu? – zapytałem. Oliwia zaśmiała się. Nie był to radosny śmiech. Dawno już u niej takiego nie słyszałem. I nie domagałem się.
-Nie. Nie zaprzeczam, ale nic innego nie potrafiłam wymyśleć. Mark po was zadzwonił i jak stanęliście pod moimi drzwiami to dosłownie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. I bałam się.
- Konfrontacji?- zapytałam obracając głowę i patrząc na nią. Ten pierwszy raz nie byłem zdenerwowany, nie bałem się. Było tak jak kiedyś. Spokojnie. Oddychałem regularnie i łapałem się tylko na tym, że wpatruję się w nią tępo.
- Dokładnie. Co miałam wam powiedzieć? Tobie to już wiesz.. Nie miało znaczenia, ale Zayn..
Przez chwile panowała niespokojna cisza. Co ja jej miałem powiedzieć..? Naprawdę nie miałem żadnego pomysłu. Nie mogłem jej robić wyrzutów, przecież nie byliśmy razem, a nasza cała „ miłość „ opierała się tylko na słowach. Rzadko znajdowała odzwierciedlenie w czynach. To było tylko i wyłącznie toksyczne zauroczenie. Przynajmniej chciałem tak myśleć, a jedyne co mi przeszkadzało to ja sam.
- Szkoda, że nie udało nam się dokończyć rozmowy.. wtedy po imprezie..- odezwałem się.
- Myślisz, że wszystko potoczyło by się inaczej?- zapytała patrząc mi w oczy. Uśmiechnąłem się.
-Miło, by było, nie? Chociaż kto to wie.. Jak kochałaś Zayna to i tak byś z nim była.
- Jak kochasz Alex to i tak byś z nią był..- odgryzła się. Wybuchnąłem śmiechem. Liv popatrzyła na mnie zdezorientowana. Po chwili sama zaczęła się śmiać jakby to wszystko było najlepszym żartem na świecie.
- Znam Alex zaledwie kilka tygodni.. – powiedziałem w końcu.
- To przecież nie ma znaczenia! Nigdy nie miało.
- Tylko raz nie miało. Czemu miałbym kochać Alex.? Jeszcze się dobrze nie wyleczyłem..- powiedziałem i natychmiast ugryzłem się w język. Swobodna atmosfera opadła jak mgła. Zaryzykował i spojrzałem na dziewczynę, o której niedawno śniłem, która była moim marzeniem.
Milczała. I ja postanowiłem się nie odzywać. Miałem nadzieję, że tym razem to ona przerwie cisze. Powiedziała tylko jedno zdanie.
- Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym. *
- Chyba oboje zostaliśmy starci w pył. – podsumowałem.
- Nie można walczyć ze swoim przeznaczeniem.
-Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza.
- Drugim jest śmierć. **
Znów zaczęliśmy się śmiać.
- Co za metafory, wielka gwiazdo? – powiedziała i pchnęła mnie lekko w ramię.
- Nie żartuj z tak poważnych tematów..- zaśmiałem się.
- Nie żartuje. – odpowiedziała jak najbardziej poważnie. – Boję się, Harry.
- Mnie się boisz?- zapytałem .
- Nie. Boję się siebie. Czasem czuję coś czego nie powinnam. Niszczę siebie i ludzi wokół. Nie chcę tego i nie wiem jak walczyć, ze swoją mroczną stroną. – wyznała. Jedyne skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to Fortuna. Liv zawsze miała dwie twarze. I jak mogła z tym walczyć? Może najlepiej było by nie walczyć i poddać się, jak walka nic nie daje?
- Nie walcz.
- Nie mogę. It breaks my heart 'couse I know you're the one for me
Don't you feel sad there never was a story obviously
And never be

You will never know
I will never show
What I feel What I need from you no
You will never know
I will never show
What I feel What I need from you

With every smile comes my reality irony
You won't find out what's been killing me
Can't you see me
Can't you see***
Siedziałem i słuchałem jak recytuje słowa znanej mi piosenki. „Nie bądź smutny, najwyraźniej nigdy nie było tej historii.” Szkopuł w ty, że to się wydarzyło, a Oliwia właśnie mi komunikowała, że tylko ja stoję na drodze do tego, by ona nie raniła innych. Tylko ja. Jeżeli to oznaczało to o czym myślałem.. Moje serce urosło i zaczęło bić w nienaturalnym rytmie. Uśmiechnąłem się.
- Nie walcz. – powtórzyłem. Obróciłem się, przysunąłem i popatrzyłem w oczy, zawstydzonej dziewczynie. – Wiem, czemu niszczysz ludzi obok siebie..  Gdyby nie ja, gdyby nie ta cała historia, nic by się nie działo. Ale kochać to niszczyć. Zniszczmy się nawzajem. Oszczędźmy tych biednych ludzi..
- O czym ty mówisz, Harry?- zapytała. Poczułem jakby wielki młot uderzył mnie w sam czubek głowy. Najwyraźniej na opak zinterpretowałem jej słowa.
- Przepraszam. Nie powinienem był.. Chyba mi powoli odbija. – Oliwia się zaśmiała.
- Jesteś całkiem jak kiedyś, Harry. Kochaj mnie! Po prostu mnie kochaj. To jest klucz.
Wykrzyknęła, wstała i jak gdyby nic… odeszła.

Sama nie rozumiałam co się działo. Co właściwie powiedziałam? Zaśmiałam się na głos, aż zaczęli za mną obracać się ludzie. Teraz nic ode mnie nie zależało i czułam się z tym świetnie. Wydusiłam z siebie całe napięcie. Powinno to wszystko skończyć się wcześniej, ale teraz też jest dobrze. Odpuściłam. A najlepsze było to, że teraz moje wnętrzności nie skręcały się już w niekontrolowanym tańcu śmierci. Byłam wolna i na jakiś swój sposób szczęśliwa. A co zrobiłam, by tak było? Powiedziałam kilka słów, zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. Czy opanowałam swoje życie? Może, choć nie do końca. Na pewno w pewnym stopniu. Teraz byłam już pewna czego chcę. Jak każdy człowiek na świecie pragnęłam tylko jednego: szczęścia. A kto mi je mógł dać? Ktoś kto mnie będzie kochał. Naprawdę kochał. Ktoś kogo ja będę kochać z całego serca, całej duszy. Czy znalazłam takiego mężczyznę? Nie. Znalazłam chłopca, chłopczyka, który sam się zagubił. Nie mogłam czekać aż dorośnie, bo ile to może trwać przy takim stylu życia.
Ja chciałam tylko dążyć. I będę. Odnajdę swoje szczęście, które jest dążeniem. Co nam daje złapanie króliczka? Lepiej go przecież gonić., To gonitwa pcha nasze życie do przodu i daje nam troszkę radości. Chociaż troszkę. Przecież nie można być obłędnie szczęśliwym, bo można zwariować. A żadne nieszczęście nie jest warte tego, by porywać się na własną szansę. Ja się porwałam i jak to się skończyło? Nijak. Nic nie było tego wszystkiego warte. Żadne wyrzeczenia. Tak naprawdę, po tym wszystkim co przeszłam, nie zyskałam nic, co było by cokolwiek warte. Tylko krótkie, przelotne historie tkwiące jak drzazga w pamięci.
Teraz nie miałam już nic do stracenia. Musiałam iść naprzód i zostawić przeszłość za sobą. Nie sama. Czemu miałam z wszystkiego rezygnować? Przecież to droga jest najlepsza. A samotna droga jest wyboista. Chciałam dążyć do swoich celów w szczęściu i z moimi przyjaciółmi. Jeśli wiecie co mam na myśli? Co…
Może to tylko sen? Czy to się w ogóle zdarzyło? A może jestem zwariowaną pisarką bez szans na przyszłość? Sama się gubię co jest rzeczywistością. Kim ja jestem? Czemu wszyscy spodziewają się czegoś wielkiego, spektakularnego zakończenia? A może ja nie chce...? Oczywiście, jeśli to prawda..
I odpływam w ciemność…Czy to stan umysłu? Omdlałam? A może umieram?
Jedno jest pewne. Ja go kocham. Tylko, że to tylko słowa.
*
Oliwia znów popadała w lekki obłęd, ale czy była chora? Raczej nie. Była wyzwolona. Takie już są te jedyne, specyficzne osoby z niecodzienną osobowością. Uległe, niepochamowane i często zagubione oraz niezrozumiane. Liv jednak próbowała, przez cały czas próbowała. A Harry? Tego nie mogę wam powiedzieć. Nawet narrator nie zawsze ma czelność zaglądać w duszę bohaterów. Szczególnie kiedy ci walczą z samymi sobą. Jedno jest pewne. Harry ma problem i nikt mu w nim nie pomoże. Czasem nawet braterstwo na niewiele się zdaje, a przyjaźń okazuje się delikatna jak mgiełka, której nie da się pochwycić. I człowiek zostaje sam na pustyni własnych myśli, by podjąć tą ostateczną decyzję, najlepszą. W którą stronę pójdzie Harry? Tylko on zna na to pytanie odpowiedź.
 ***
*Przewodnie hasło całego bloga. Właśnie tak ono brzmi, więc gratuluję wszystkim, którzy zerknęli do 14 odcinka i je odkryli. A jeszcze bardziej gratuluje tym, którzy po prostu wiedzieli.;)) 
Hasło to cytat z książki Cassandry Clare z pochodzący z trylogii "Dary anioła"
** Klasycznie:  Andrzej Sapkowski - "Miecz przeznaczenia". W gruncie rzeczy nie wydaje mi się, żeby Harry to znał, ale tutaj wszytko jest możliwe.
*** Imany- "You will never know"
Przedostatni odcinek, wyszedł mi raczej słabo, ale.. Napisany jest dla tych niewielu, którzy czytają. Miło z waszej strony. Przez niską ilość komentarzy musieliście tak długo, jak na mnie czekać. Mam nadzieję, że tym razem lepiej się sprawicie. W końcu kiedy jak nie teraz. Już niedługo KONIEC!

Pozdrawiam, dziękuję za komentarze i proszę o więcej;))
~H.

niedziela, 2 grudnia 2012

Odc. 35


35.
Moja sytuacja: określana mianem beznadziejnej. Stałam w korytarzu. Naprzeciwko mnie o ścianę opierała się Gemma, jakby miała za chwilę zemdleć, a Mark wychylał się zdziwiony z salonu. Stałam podpierając boki z wiedzą, że na korytarzu stoi pięciu chłopaków, w tym mój były, trzech przyjaciół i miłość mojego życia, która ma inną. Zaczęłam się śmiać ze swojej bezradności.
- Może to jest dobry moment, Liv?
- Czyli przyznajesz się, że to ty powysyłałaś im te głupie smsy?
- NIE! Wiesz, ze nigdy bym tego nie zrobiła!
- Na pewno.. Ostatnio lubiłaś się wtrącać.
- Myślałam, że już mamy to za sobą.! Poza tym dla mnie to też nie jest komfortowa sytuacja, wiesz?
- Dajcie spokój dziewczyny!- interweniował czujący w powietrzu kłótnie, Mark. – To ja, oky?
- Jak?- zapytałam na wpół przytomna. Miałam ochotę wyjść i nie wracać. Mój własny brat…
- Twoja komórka od dwóch dni leży u mnie na biurku. Przepraszam, ale tak nie można..
- No właśnie Mark.. Tak nie można…- obróciłam się do niego placami i otworzyłam drzwi z uśmiechem.
- Wejdźcie. – powiedziałam.. Trzeba to wszystko jakoś doprowadzić do porządku.

- Między każdym z nas jest jakieś napięcie.. No prawie każdym, Liam.- ubiegłam podnoszącego ręce, w geście protestu, Liama. – Ja jednak nie wiem jak to wszystko pozbierać, wyjaśnić, dlatego mam jedną propozycję.
Może i moja przemowa była beznadziejna, ale byłam w gruncie rzeczy z niej dumna. Dlaczego? Ponieważ powiedziałam wszystko co chciałam. Liam siedział wpatrzony we mnie z zaciekawieniem, Gemma była zdziwiona, Mark jakoś dziwnie zaskoczony. Zayn siedział naburmuszony i widziałam, że zraniony. Jak tylko na niego patrzyłam kroiło mi się serce. Nie chciałam go tak zawieść. Louis spoglądał co chwile to na mnie to na Nialla, to na Harrego.. Wyglądało to tak jakby nie mógł na niczym nawet na chwilę skupić wzroku. Niall patrzyła na Gemme jak w obrazek i zerkał raz po raz na Marka z obrzydzeniem. I Harry.. Bałam się na niego patrzeć, ale gdy tylko mój wzrok zbłądził widziałam, jak siedzi niezainteresowany sytuacją. Patrzył w sufit jakby obserwował chmury, lekko zamyślony i skupiony. Zrobiło mi się smutno. Kolejny cios.
Odetchnęłam głęboko.
- Cofnijmy czas.- zaproponowałam. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.- Jakby to wszystko się nie zdarzyło.. Cofamy się.. Nie ma nas Zayn, Niall nie jesteś z Gemmą, nie rozmawiam z Harrym zero wyrzutów, nie ma ostatniej naszej imprezy. Zapomnijcie o Emmie i moim psychiatryku, Harry nie pije, jest pogodny, nikt się nim nie zajmuje..- wymieniałam kolejne zdarzenia i patrzyłam jak każdy walczył z sobą w duchu. -  Ge nie jesteś w tajemnym związku z Niallem, nie próbuje popełnić samobójstwa, Liam nie daje mi złotych rad, Louis nie przyprowadza pijanego Harrego, nie śpię w salonie z Zaynem, nie zamykacie mnie w domku dla gości z Harrym, nie ma tej całej wojny, nie idę na spacer z Zaynem, Harry nie rzuca butelką, nie wpychamy się do basenu.. Nigdy się ze sobą nie przespaliśmy, Harry. Gemma właśnie niedawno zerwała z Markiem. Są ferie dwa lata temu. Poznajemy się. Mamy białe, czyste karty.
Zaśmiałam się..
- Czujecie to.. Ulgę. Nic się nie zdarzyło..!- wykrzyknęłam. Przez chwilę panowała kompletna cisza, a po minucie każdy po kolei wybuchał..
- Jestem za.- powiedział Liam.- To będzie takie świeże.. I nie będzie niedopowiedzeń.
- To się nigdy nie uda..- zaprotestował Zayn.- Jak mam wszystko zapomnieć. Tak się nie da.. Może właśnie o te niedopowiedzenia chodzi.? Trzeba sobie wszystko wyjaśnić. Moim zdaniem to właśnie jest sposób, by wszystko odkręcić. Poza tym ja bym bardzo chciał wiedzieć, dlaczego nie odzywałaś się do mnie dwa tygodnie..
- I wszystko zepsułeś.- wtrącił Louis.
Harry podniósł się i zaczął kierować do wyjścia.
- Znów wymiękasz?!- krzyknęłam za nim. Obrócił się. – Tylko to potrafisz. Wyjść!
- Wiedziałem, że o to chodzi!- wykrzyknął Zayn.- Czemu się nami bawisz, Liv? Jak możesz uważać, ze wszystko będzie tak jak kiedyś?
-Liv.- odezwał się Niall. – Myślę, ze twój pomysł jest dobry, aczkolwiek ma wady. Myślę, że ja mogę zapomnieć, Gemma może zapomnieć, Mark, przecież to było nic.. Liam i Lou chcą zapomnieć, a wy… Powinnaś bardziej się postarać. To wasza trójka, a właściwie dwójka była źródłem, uruchomiła ciąg przyczynowo skutkowy. Wybieraj..
- Nie mam z czego wybierać.. – powiedziałam wzruszając ramionami.- Nie jestem Bogiem, jak widać, nie mogę cofnąć czasu. Czym to skutkuje? Nie mam czego wybierać.. Oboje mnie nienawidzicie.- zwróciłam się do siedzącego na fotelu Zayna i stojącego w drzwiach Harrego. – Siebie też nienawidzicie. To jest chyba najgorsze.. i wiecie co jeszcze…? Ja nie chciałam się bawić żadnym z was. Przepraszam za wszystko. Harry..- popatrzyłam w zielone tęczówki przy których zawsze miękły mi kolana.
- Jesteś wspaniałym chłopakiem i zasługujesz na kogoś lepszego.. Zresztą ty to już wiesz. Przepraszam za uciekanie, brak wyjaśnień i całą tą sytuację. Mam nadzieje, że to już za nami. Nie kochasz mnie, ja nie kocham ciebie. Przepraszam i wybacz..
- Mam nadzieje, że wiesz co robisz, maleńka. – odezwał się Harry. Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnął się. Może i był to jakiś wymuszony uśmiech, ale mimo wszystko. Odwróciłam się do Zayna.
- Ty Zayn jesteś delikatny, czuły, opiekuńczy. Nie mogłam trafić lepiej..
- Mogłaś..- chrząknął szczerząc się do mnie Harry. Szybko doszedł do siebie. Pokręciłam głową.
- Nie mogłam. Jednak. Myślałam, że to coś więcej, ale czuje się jakby chodziła z bratem.. Zrozum ja tak nie umiem.. Kocham cię jak Marka, czy Karola. I tylko tak. Wybacz, wiem,  że postąpiłam dziecinnie.
Zayn chwilę siedział w milczeniu..
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie długo gniewać, siostro. Napijmy się..!
Gorzka atmosfera opadła. Chociaż na moment.
Zastanawiałam się chwilę, czy wszystko naprawdę można naprawić w jednym momencie, przez jedną rozmowę. I do jakich doszłam wniosków? Że nie. Wszystko było dobrze, owszem. Tylko, że z wierzchu. Mój plan był słaby i sama to czułam. Wszystko było pokręcone. Czułam jak świat wiruje mi przed oczami, a najgorsze było to, że musiałam się z tym wszystkim zmierzyć. Zatrzymać tą rozpędzoną rzeczywistość, która wyrzucała poza to wszystko. I nic mi nie pomagało. Izolacja była złym pomysłem, nic nie rozwiązywała. „Czyste karty”? Kłóciły się z moim sumieniem. A rozmowa bolała. Została tylko sztuczność i ten cały fałszywy stosunek, który nazywaliśmy przyjaźnią. Postanowiłam się napić.
Skupiłam swoje myśli na towarzystwie przy stole. Temat był dość osobliwy.. Dlaczego poruszali go przy mnie? Ach tak, znów byliśmy przyjaciółmi.. To dlaczego to tak bolało?
- No przyznaj się, zatopiłeś czy nie?- darł się Zayn do Harrego.
- Jesteście ohydni!- krzyknęła Gemma. Chłopcy wybuchli śmiechem.
- Cnotka, patrzcie ją..- zadrwił Louis. Gemma udała oburzenie. – Zapytał inaczej… Harry, czy przeżyłeś rozkoszną noc ze swoją nową koleżanką..?
- Jesteś paskudny i bezczelny.. Nie chce tego słyszeć!- wykrzyknęła Ge. Teatralnie zakryła uszy.
- Mussiiszzzz..- wysyczał Lou rzucając się na nią. Zaczęły się dzikie przepychanki.. Aż krzyknęłam, gdy na mnie wpadli. Skutkowało to tym, że Louis sobie o mnie przypomniał. Usiadł i nalał mi kieliszka.
- Twoje zdrowie, Liv. – powiedział i na raz wypiliśmy rozgrzewający płyn. Ściągnęłam sweterek.
- Szykuje nam się striptizz.- poruszał brwiami Lou.- Chodźmy do sypialni…
- Zbereźnik. Rączką, rączką.
- I to.. A!- oburzył się Louis. Wreszcie wrócił do tematu Harrego.- To jak z kasztanowłosą?
- Ge ma rację, jesteś chory..
- Czyli coś było!
Harry się tylko uśmiechnął ukazując te swoje cudowne dołeczki. Popatrzyła na niego smutno i wymusiłam uśmiech. Chciałam stamtąd wyjść, ale byliśmy przyjaciółmi.

Co ja im miałem powiedzieć? To wszystko było takie niezręczne. Cała ta sytuacja. Samo siedzenie w tym pokoju było jakieś takie.. Nie wiedziałem nawet jak to nazwać. Gotowałem się w środku. Siedziałem jak ten ostatni jeleń i musiałem udawać, że wszystko jest okey. Tak jakbyśmy nie mogli rozstać się wszyscy w zgodzie. Tylko, że tego też nie chciałem. Wiedziałem, że będę cierpiał.
I po co to wszystko było? Te wielkie słowa o miłości, ta tragedia, niespokojne noce, płacz, paląca tęsknota i pożądanie. Po co jak na końcu i tak mieliśmy udawać szczęśliwą rodzinę, choć w gruncie rzeczy wszyscy się nienawidzili. Odejść się nie dało i zostać nie było jak. Musiałem stąd wyjść. Inaczej mógłbym zwariować.
- Koteczki.- rzuciłem.- Muszę wyjść na razie. Widzimy się niedługo.
Wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia. Czułem jak śledzą mnie wszystkie oczy.
- Dobrze wiemy gdzie idziesz, Harrs. – wykrzyknął w moją stronę Lou. Uśmiechnąłem się sztucznie. Oh jakby wiedział.
- Powodzenia!- krzyknął Niall nim zamknąłem drzwi nawet się nie obracając.

Była ładna pogoda, jak na tę porę roku. Słońce właśnie zachodziło. Niestety zimny wiatr smagający lekko po twarzy nie nastrajał na długie spacery. Niestety nie miałem dokąd iść. Nie chciałem siedzieć sam w domu, zamknięty w czterech ścianach. Chciałem przestrzeni. Tego mi brakowało. Tyle czasu. Musiałem pomyśleć. Cofnąć się. Może właśnie na to był czas? Tylko po co? Co zyskam? Może właśnie odwrotnie.. Może czas iść na przód? Zaśmiałem się. Chyba każdego kiedyś nachodzą te myśli. Wszyscy psychologowie mówią „ Idź do przodu. Nie patrz za siebie” . Niestety ja nie widziałem przed sobą przyszłości. Dla mnie ona po prostu nie istniała.
Wszystko to co kiedyś kochałem przepadło. I było tylko jedno pytanie: Czy byłem w stanie znów pokochać?. Czy potrafiłem się zaangażować? Czy chciałem?
Wszystko było takie niejednoznaczne. Potrzebowałem bodźca, który właśnie szedł przede mną.
- Harry.
Uśmiechnąłem się do stojącej przede mną dziewczyny. 

*** 
Witam!
Wreszcie znalazłam czas, by coś dodać. Ostatnie tygodnie były szczególnie dla mnie wyczerpujące, więc przepraszam za wszystko. 
\Co do Liebster Arwards. Dziękuję bardzo za wszystkie nominacje jakie dostałam. Miałam zamiar na to wszytko odpowiedzieć, ale po prostu brak mi czasu. Przepraszam. Zresztą wątpię, jakoby każdy czekał na moje odpowiedzi.Gdyby ktoś chciał mi zadać jakiekolwiek pytanie to zawsze możecie to zrobić na moim gg: 43297053.
W zabawie raczej udziału nie wezmę, choć może.. Jak mi się uda to na pewno odpowiem na wszytko.; )

Odcinek. Moim zdaniem jest beznadziejny. Chyba was troszkę rozczarowuje tą końcówką. Przepraszam, moja wena gdzieś wyparowała. Może to właśnie przez ten brak czasu i życie w pośpiechu nie mogę się właściwie nastroić. Jeszcze DWA! Myślę, że dwa starczą, by to wszystko zakończyć. Przykro mi. 
Na wszystkie pytania dotyczące odcinka i Liebster odpowiadam na gg. 

Co do mojej zagadki.:) Odpowiedź możecie znaleźć w odcinku 14, tak mi się wydaje. W Holmes Chapel , w momencie zgody.; )) Mówi o uczuciach. Mam nadzieje, że sobie poradzicie. Na odpowiedzi czekam na gg, ewentualnie w komentarzach. Ktoś zgadnie? Odpowiedź padnie już w następnym odcinku!

O czymś zapomniałam?  Jak tak to piszcie.; )) Za niedociągnięcia, niedoskonałości i ignorancję przepraszam. 
Pozdrawiam.!
~H.