piątek, 26 października 2012

Odc. 32


32.

Stuk. Stuk. Louis uporczywie dobijał się do mojej szyby. Niechętnie otworzyłem drzwi.
- Harry nikt nie wiedział..
- I? – rzuciłem.- W czym ma mi to pomóc..?!
- W niczym, proszę cię tylko żebyś nie był taki narwany. Przez ciebie cierpią niewinni.- powiedział i pokazał na wycierającą z kawy spódnice wysoką kasztanowłosą dziewczynę wyjątkowo niezadowoloną.
Wysiadłem z samochodu i podbiegłem do młodej kobiety.
- Przepraszam, to chyba przeze mnie. Może mogę to pani jakoś wynagrodzić?- zapytałem wskazując na jej ołówkową spódnice. Podszedł do nas Louis.
- Czy naprawdę wyglądam aż tak staro?- odezwała się pochmurnie. Po chwili dopiero zrozumiałem, że nazwałem ją per pani.
- Nie, oczywiście, że nie.. Może mógłbym…
- Co chcesz zrobić, hmm? Muszę wyprać spódnice.. Nic nie możesz na to poradzić. Na przyszłość tylko uważaj jak chodzisz, oky?
 Nie wiedziałem co mam powiedzieć, całkowicie mnie zatkało.
- Może kawę?- zapytał za mnie Louis. Przekląłem w duchu, ponieważ to była moja kwestia.
- Dokładnie. – przytaknąłem.- Jestem pani winny kawę, którą ma pani na swojej spódnicy. I oczywiście zapłacę za pralnie.
- Obejdzie się. Spódnice wrzucę do pralki i będzie jak nowa.. Kawy jednak nie odmówię. Nie z gwiazdą.- dziewczyna popatrzyła na mnie uśmiechając się lekko kpiarsko. Zaśmiałem się.
- Zapraszam.- wskazałem drzwi, a gdy ona się tylko ruszyła otworzyłem je i przytrzymałem.
- Alex jestem.- powiedziała wymijając mnie w drzwiach. Uśmiechnąłem się promiennie, a Louis poklepał mnie po plecach i wepchał się przede mną w drzwiach.
Kupiłem trzy kawy i zaprosiłem Alex do stolika. Louis oczywiście nieodłącznie był koło mnie. Za sobą czułem wzrok pozostałej części naszej paczki. Wiedziałem, że i ona tam była. Z Zaynem. W tej chwili nie chciałem jednak o tym myśleć. Brakowało mi już na to siły i chęci. Sprawa chyba i tak była skończona.
- Czemu nie siedzicie razem?- zapytała Alex patrząc na resztę zespołu. Spuściłem wzrok i czekałem, aż Louis coś wymyśli.
- Nie chcieliśmy cię zawstydzać. Oczywiście, możemy do nich dołączyć.- dziewczyna z uśmiechem pokiwała głową. Wstałem pewnie i gestem ręki wskazałem na stolik jej marzeń. Niepewnie poszedłem za nią. Nie miałem ochoty tam siedzieć.. Sam nie wiedziałem, dlaczego nie powiedziałem Alex prawdy. Może dlatego, że jej nie znałem. Nie wiedziałem do czego jest zdolna, a ja byłem osobą medialną.
- Chłopaki.. I Oliwia to jest Alex.- przedstawił naszą towarzyszkę Lou. Spojrzałem na Oliwie, która posłała mi jeden ze swoich najpaskudniejszych uśmiechów. Wiedziałem doskonale co sobie o mnie myśli. W zasadzie wszystko już miałem gdzieś. Pustka we mnie odżyła. Aktualnie miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Wszystko zyskało nowy wymiar. Jakaś stara część mnie położyła się i stała się bierna. Czułem się jak wrak, który nic nie może zrobić. Mój czas minął. Znów wypadłem z gry.

Już któryś raz tego ranka dzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz kolejny raz. Gemma. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, choć wiedziałem, że tego nie uniknę. Problem tkwił w tym, że nie miałem jej nic do powiedzenia. Zagrała nie czystko i fakt był taki, że to ją o wszystko obwiniałem. Rozłączyłem się i włożyłem telefon do kieszeni.
- Mógłbyś z nią pogadać.- szepnął do mnie Liam.
- Nie wiem o co ci chodzi.- warknąłem.
- Jak chcesz.
- Tak właśnie chcę.
- Nikt tak jak ty nie lubi udawać, że nic się nie stało. – męczył mnie Liam.
- Przestań, wujku dobra rada.
Znów zaczął dzwonić telefon. Spojrzałem na telefon i westchnąłem głęboko. Odebrałem.
- Będę u ciebie za dwadzieścia minut.- wyrzuciłem z siebie na wydechu do telefonu i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się.
- Przepraszam wszystkich, ale jestem umówiony i muszę iść. Do zobaczenia. Miło było cię poznać Alex- uśmiechnąłem się do tajemniczej towarzyszki Harrego i zabrałem swoje rzeczy.
Droga przez miasto o tej porze była naprawdę nieprzyjemna.. Kiedy wreszcie dotarłem pod znajomy adres odetchnąłem z ulgą. Przede mną była ciężka rozmowa, ale wchodziłem tam z lekkim sercem. Dokładnie wiedziałem co i jak chce powiedzieć.
- Wejdź.- rzuciła Gemma oddychając głęboko i otwierając na oścież mi drzwi. Wszedłem bez najmniejszych oporów i rozgościłem się w salonie. Nie chciałem  jednak siadać, czułem się dość niepewnie w pozycji siedzącej, więc stanąłem obok komody i oparłem się o nią łokciem.
- Co masz mi do powiedzenia? –zapytałem oschle.
- Znam cię, Niall. Nieważne co powiem, już podjąłeś decyzje..- powiedziała Ge siadając na kanapie i założyła nogę na nogę.
- Wysłucham cię. Ale masz rację. Nic już raczej mnie nie powstrzyma. Mam dość, Gemma. To koniec. Nie tak miało być. To jak ty nas traktujesz, a raczej traktowałaś, przeraża mnie. Zamiast się zainteresować, podjąć jakieś kroki, ty zajmujesz się wszystkim innym. Pchasz nos w nie swoje sprawy. Na początku myślałem, że robisz to dla nich, dla przyjaciół. Potem, że robisz to tylko i wyłącznie z egoistycznych pobudek, a teraz to już sam nie wiem, co się z tobą dzieje. Strasznie się zmieniłaś.. Rozumiem, że nieudany związek Harrego i Liv, a właściwie próby ich związku na każdego z nas jakoś wpłynęły, ale ty obchodzisz się z nimi jak z jajkiem i chyba sama nie wiesz dlaczego.. Zaniedbałaś nasz związek, odwróciłaś się ode mnie i sam nie wiem, rób co chcesz.. Ja już nic z tobą robić nie chcę. Może Mark cię pocieszy..- skończyłem swoją przemowę i nabrałem powietrza. Czułem się jak ostatni kretyn. Byłem zdenerwowany, aż zacząłem tupać nogą. Sam się dziwiłem, że te wszystkie słowa przeszły mi przez gardło.
- Nie kochasz mnie już?- zapytała Ge opanowana jak nigdy. Z kamienną wręcz twarzą. Zaśmiałem się ponuro.
- Szukasz najsłabszej wymówki jakiej się da.. Mówienie do ciebie to jak walenie grochem o ścianę. Nic tu po mnie.. Może przemyśl sobie moje słowa, albo nie.. To koniec, Ge. Zostańmy przyjaciółmi. – rzuciłem i wyszedłem chwiejąc się na nogach. Gdy tylko wyszedłem z budynku oparłem się o najbliższą ścianę i ukryłem twarz w dłoniach.

Siedziałam jak sparaliżowana na kanapie.. Ciągle do mnie docierały poszczególne słowa wypowiedziane przez chwilą przez oboje z nas. Tak trudno mi było przybierać obojętną i wrogą maskę. Kochałam go. Przynajmniej jakaś moja część.  Tak długo miałam nadzieję, że coś z tego będzie, że jak już wyszło to przestałam się przejmować. Zupełnie irracjonalnie. Teraz rozpadałam się od środka, Każde słowa Nialla było jak jedna mała szpileczka wbijana w moje ciało.. Za darmo zafundował mi akupunkturę.
Wiedziałam, że mój już eks miał rację, ale nie miałam nic na swoją obronę. Wyjaśnienia były zbędne. Może lepiej było kiedy myślał, że nic nie rozumiem, że jestem zadowolona ze swojego zachowania.. Ciągle miałam w głowie mój głupi komentarz.. Ale może on był jedynym wyjściem. Po co miałam walczyć. Harry walczył i jak skończył.. A może właśnie nie walczył? Wątpliwości i niepewność rozrywały mnie od środka.. Ja nie byłam moim bratem, ale z drugiej strony może powinnam się uczyć na jego błędach. Chciało mi się krzyczeć!
Wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju. Miałam nadzieje na wielki happy end, a zepsułam go wszystkim.. Czy to była właściwie moje wina.. Któż to wiedział. Pewnie tak.
 Nie miałam nawet pojęcia ile tak chodziłam w tą i z powrotem.. Dobrze, że nie wydeptałam w dywanie ścieżki. Z transu wybudził mnie trzask drzwi. Do pokoju wtoczył się Harry.
Usiadł na kanapie i schował ręce w dłoni.
- Co się stało?- zapytałam dopadając go w dwóch susach. Przysiadłam obok, zapominając o naszej całej kłótni.
- Oliwia jest z Zaynem- usłyszałam i zrobiło mi się słabo. Tak chciało przeznaczenie, czy ja się do tego przyczyniłam.? Czy gdyby Harry dokończył z nią rozmowę, teraz byłby szczęśliwy?
- Ale..- zaczęłam. Harrs mi przerwał.
- Nie ma ale. To koniec. Koniec rozumiesz!- podniósł głowę i zobaczyłam w jego oczach łzy. Nie płakał, on rzadko płakał, ale był na skraju. Zaczęłam się o niego bać.
- To jest nas dwoje.-  rzuciłam. Posłał mi pytające spojrzenie.- Niall mnie rzucił. To koniec i nie ma żadnego ale.- powtórzyłam jego słowa..
Harry chwilę się we mnie wpatrywał. Obojgu nam brakowało jakichkolwiek słów.
- Może jesteśmy przeklęci?- przerwał ciszę Harry.
- Może.. A może po prostu nie umiemy walczyć o szczęście. I ty i ja. Może czas się pogodzić z tym co się dzieje i szukać gdzie indziej?- zapytałam, ale odpowiedziała mi cisza mącona tylko cichym tykaniem zegara.

***

Nic nie jest przesądzone. Pamiętajcie.;)) 
W końcówkach zwykle dzieje się najwięcej, czy i tym razem tak bd? jeszcze tylko kilka rozdziałów.

Co do komentarzy.. No comment. reszcie dziękuję i przepraszam, za zaniedbanie z mojej strony, ale ten rok jest strasznie zakręcony..; xd Poprawię się;))

http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/-Ankieta zamknięta.. wszystkim, którzy oddali na to opowiadanie swój głos bardzo dziękuję.; )

Pozdrawiam.!
~H.

środa, 17 października 2012

Odc. 31


31.

Zapukałam do drzwi. Była piąta rano. Byłam bardzo zmęczona, ale nie odczuwałam tego tak bardzo. Wrzała we mnie adrenalina, kiedy czekałam na ten przełomowy moment. Aż drzwi się otworzą. Zawiasy drgnęły, przede mną ukazał się chłopak, którego chciałam ujrzeć. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, a i on trzymał język za zębami. Między nami piętrzyła się cisza.. Nie chciałam jej przerywać.  Nachyliłam się i pocałowałam Zayna. Oddał pocałunek i wciągnął mnie do środka zamykając drzwi nogą.
Z każdą kolejną sekundą nasze ciała coraz bardziej się ze sobą stapiały, a pocałunki stawały się coraz gorętsze. Wkładałam w to całą siebie, chciałam by Zayn poczuł mój ból, moją niepewność i by mi pomógł. Nie miałam pojęcia, dlaczego to robię, ale wiedziałam, że czynię dobrze. Chciałam się oczyścić, a on mi mógł pomóc. A ja mogłam pomóc jemu.. w jakiś sposób.
Zayn wylądował na łóżku bez koszulki. Badałam każdy skrawek jego torsu jednocześnie ściągając z siebie ubranie. Czy to był właśnie ten moment.? Tak, właśnie ten.
W jednej chwili Zayn się ode mnie odsunął i spojrzał mi w oczy.
- Czy ty naprawdę tego chcesz? - zapytał.
- Jak nigdy.- odpowiedziałam.
- No właśnie. Nigdy nie chciałaś.. Myślę, Liv, że nie jesteś do końca pewna, a ja nie chcę cię wykorzystać... Jestem twoim.. przyjacielem.
- Chcę, Zayn. Bardziej bałabym się  na twoim miejscu, że to ja cię wykorzystam. Nie chcę, żebyś był tylko moim przyjacielem..- powiedziałam i pogłaskałam go po policzku.
- A co z Harrym? Czyżbyś zakończyła tą smutną telenowele o tragicznej miłości?
- Nie chcę teraz rozmawiać o Harrym. Zdradźmy ich, Zayn. Bądź po mojej stronie, a dostaniesz wszystko o czym marzysz..- powiedziałam rozpinając mu rozporek..
- Nie bierz mnie pod włos, Liv.- powiedział, ale nie uczynił żadnego gestu.- Będziesz żałować, a nie powinienem do tego dopuścić.
- Ty jeden nie ograniczaj mnie. Pozwól mi popełniać własne błędy. Popełniaj je ze mną, bądź bad. Pozbądź się tej etyki..- ciągnęłam całując go w pępek i schodząc niżej. Był strasznie sexy.. czy stawiałam go pod presją..? Oczywiście.
Zayn przyciągnął moją twarz do swojej i złożył na moich ustach  namiętny pocałunek.
- Popełniajmy błędy razem.- szepnął i zatopił ręce w moich włosach.
Było gorąco, aż za gorąco.. Zayn był świetny, a ja bawiłam się wspaniale.. Konsekwencje..? Konsekwencje były doskonale mi znane i wiedziałam jak się do nich ustosunkować. Brakowało mi tylko jednego do pełni.
Nasze ciała stopiły się w jedność i w tej samej chwili opadliśmy na poduszki spełnieni.

Co ja robiłem, do cholery?! tak, zawsze o tym marzyłem, ale czy to naprawdę właściwy moment? A może właśnie tak, może pokazałem Oliwi coś o co mi właściwie nie chodziło? Może. Nie chciałem jej wykorzystywać, ale była tak bardzo przekonująca. Teraz za to męczyły mnie wyrzuty sumienia, czy jak zasnę to Oliwia będzie na swoim miejscu, czy zniknie i wywinie mi numer jak Harremu? Czy ja jestem na tyle głupi, by się tak dać? oczywiście, przecież to nie moja decyzja. Jedyne co mi pozostało to czekać do rana. Spojrzałem na leżącą obok dziewczynę, która właśnie zasypiała i odgarnąłem jej włosy z twarzy. Tyle razy chciałem by się to wydarzyło, ale jakoś tak inaczej. Może w innych okolicznościach. Długo wmawiałem sobie, że Oliwia to tylko moja przyjaciółka i traktuje ją bratersko, ale nic z tego nie wyszło. Wszystkie uczucia mimo, że mocno tłumione co jakiś czas dawały o sobie znać. A ja chciałem po prostu, żeby była szczęśliwa nawet jeśli miałaby być z Harrym. Objąłem dziewczynę i udałem się do krainy snu, który właśnie się spełnił.
Rano, gdy tylko przetarłem oczy nie mogłem uwierzyć, że to było naprawdę. Był tylko jeden sposób by się przekonać. Zerknąłem obok. Ona tam była. Spała jak aniołek obok mnie. Na moje usta wypłynął uśmiech. Cmoknąłem ją lekko w policzek. Oliwia obróciła się w moją stronę i otworzyła oczy.
- Dzień dobry.- wyszeptała. Uśmiechnąłem się do niej i odpowiedziałem. Widziałem, że była speszona, ale chyba nie bardziej niż ja. Oddała pocałunek..
- Śniadanie?- zapytałem.. Tym razem to ona się uśmiechnęła.
- To już jesteśmy na tym etapie?- zaśmiała się lekko i pokiwała głową. Wciągnąłem spodnie i wstałem.*-
- Pierwsza zajmuje łazienkę..!- krzyknęła Oliwia i zerwała się ściągając ze sobą prześcieradło. Zaśmiałem się i ruszyłem w strony kuchni.'
- Chyba, że chciałbyś do mnie dołączyć..- usłyszałem za sobą i obróciłem się z szelmowskim uśmiechem na ustach. Takiego poranka sie nie spodziewałem.

Zapukałem do pokoju siostry. Nikt nie odpowiedział, więc wszedłem. Gemma siedziała skulona na łóżku. Oczy miała podkrążone i czerwone, siedziała w tym samym stroju, w którym była na imprezie. Mogłem się tylko domyślać, że nie spała całą noc.
- Przyszedłem się tylko zapytać czy nie miałaś się wyprowadzać.?-zapytałem.
- wyrzucasz mnie?- wyrzuciła z siebie ze łzami w oczach Ge.
- Pewnie, że nie, ale..- odpowiedziałem szorstko.
- Wszytko spieprzyłam, prawda?- padło pytanie i przez krótką chwilę zawisło w powietrzu.
- Właściwie tak.
- Mogę mimo wszytko jeszcze u ciebie pomieszkać? - zapytała. - Niall.. Chyba wczoraj się rozstaliśmy.
- Możesz tu mieszkać ile tylko chcesz, ale wybacz jak będę dla ciebie opryskliwy. Wczoraj.. - westchnąłem - wczoraj mogło wyglądać inaczej.- powiedziałem i zamknąłem drzwi. Stałem chwile pod pokojem siostry i doskonale słyszałem jej płacz, ale nie mogłem się zmusić by tam wejść. Przeszkodziła mi w najważniejszej rzeczy ostatnich lat.. Miałem do niej żal. Co więcej nie wiedziałem czy teraz jeszcze będzie mnie stać na rozmowę z Oliwią. Zacisnąłem pięści i zszedłem na dół. Chwyciłem leżącą na fotelu bluzę i kluczyki do samochodu.
Kilka minut później stałem pod domem ojca Oliwi. Wiedziałem, że jak jej ojciec mnie zobaczy to dostanie małpiego rozumu, ale chciałem zaryzykować. Wysiadłem z auta zatrzaskując drzwi i leniwie podszedłem do drzwi, by nacisnąć dzwonek. Już nie było odwrotu. W progu ujrzałem jej macochę. Patrzyła na mnie z przerażeniem jakby zobaczyła ducha.
- Zastałem Oliwię?- zapytałem jak przystało na dobrze wychowanego człowieka.
- Harry, tak? Oliwia wyszła przed piątą rano mówiąc, że idzie zakończyć sprawę. Myślałam, że poszła do ciebie..
- Najwyraźniej się rozmyśliła.- mruknąłem sam do siebie.- Dziękuję pani.
Nie czekając nawet na odpowiedź zbiegłem po schodach i wsiadłem do samochodu. Objąłem rękoma kierownice, ale nie mogłem się zmusić, by odpalić silnik. Dobrze wiedziałem, gdzie poszła Oliwia. A raczej miałem takie przeczucie. Czy byłem tylko wystarczająco silny, by tam jechać. By stanąć z nią oko w oko. To było wątpliwe.
Zapaliłem silnik i pojechałem sam nie wiedząc dokąd. Klucząc po mieście odebrałem wiadomość od Louisa.

Za godzinę w naszym Starbucksie. Poranna kawa? Będą wszyscy uprzedzam... Przyjedź.

Od razu skręciłem w ulice prowadzącą do baru i kilka minut później wchodziłem do kawiarni. Jak zwykle otoczył mnie tłum ludzi. Nie przeszkadzało mi to. Rozdałem kilka autografów i zrobiłem sobie kilka zdjęć z fanami.. Czasem owszem było to męczące, ale kochałem moich fanów i zawsze byłem dla nich, choć czasem zdarzało mi się przed nimi uciekać.
Podeszła obsługa i zaprowadziła mnie do stolika w kącie prosząc ludzi, by nikt mnie nie niepokoił. Zwyczajna procedura.. Akurat dzisiaj nie miałem nic przeciwko 'niepokojeniu mnie' co wprost powiedziałem obsłudze. Aczkolwiek wiadomo, wszystko z umiarem. Tak, więc przez bitą godzinę rozmawiałem z fankami. Wyrwało mnie to trochę z rzeczywistości i poprawiło humor. Czasem tego potrzebowałem.
- Chyba wszystkim tu już dałeś autograf, co?- zapytał Louis klepiąc mnie po plecach.
- Nudziło mi się. - odpowiedziałem leniwie.
- To po co przychodziłeś tak wcześnie?
- Żeby uszczęśliwić fanów, nie mogę?
- Taa.. Pokłóciłeś się z Ge?- Louis zawsze czytał mi w myślach i tym razem się nie pomylił.
- Można tak powiedzieć..
- Gemma nie przyjdzie, nie wiem dlaczego...- powiedział Lou patrząc na mnie wymownie.
- Nie patrz tak na mnie, to jej sprawy, a ja nie zamierzam się mieszać.- odpowiedziałem opryskliwie, a Louis podniósł obie ręce. W tej sytuacji zastał nas Liam.
- Już atakujesz Lou?- zapytał Liaś rozwalając sie na krześle.
- Zabawny jesteś, koteczku. On mnie kocha..- zaśmiał się lekko Louis. Popatrzyłem na niego z lekkim uśmiechem i przejechałem mu dłonią po policzku.
- Jasne skarbie.
- Ale wy jesteście gejowscy.- rzucił Niall, który właśnie się pojawił.
- A i tak mamy problemy z laskami.- odparł zbyt wesoło Lou.
- Whatever. Nie teraz. Zamówił mi ktoś kawę i śniadanie..
- Jasne wszyscy. - zironizowałem. Niall przekrzywił głowę.
- Co?- wyszeptał.
- Mówiłem, że..- zacząłem, ale zauważyłem, że Niall w ogóle na mnie nie patrzy. Obróciłem się i otworzyłem ze zdziwienia usta.
-  Chyba muszę iść. - powiedziałem i wyminąłem trzymających się za ręce Oliwie i Zayna, którzy nie zdążyli się jeszcze nawet przywitać.
- Harry!- krzyknął za mną Louis, ale ja się nie obróciłem. Wypadłem na zewnątrz potrącając jakąś dziewczynę i wpadłem do własnego samochodu. Ukryłem twarz w dłoniach. To był cios poniżej pasa. Nie wiedziałem tylko kto mnie bardziej zranił. Oliwia czy Zayn.
 ***

Zaskoczeni? Może chociaż troszkę?

No.. Teraz sobie ponarzekam na malejącą liczbę komentarzy...Narzekam. 
Tym co skomentowali dziękuję, odwdzięczę się;))

Poza tym, jeszcze trzy sprawy: Po pierwsze koniec.. Przewidywany był na 33, 34 odcinek, ale zdaje mi się, że bd ich z 36, zobaczę jak mi wyjdzie.. Na razie jestem na etapie 34 i kończę wątki.; )

Po drugie hasełko opowiadania.. : Cytat z książki w jednym z rozdziałów..Kolejna podpowiedź : Odzwierciedla fabułę i mówi o jakichś związkach między ludzkich z opinią., czy może wnioskiem..Wiem nie jest to łatwe, ale może ma ktoś już jakiś pomysł?

Po trzecie: Na http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/ trwa konkurs, w którym można na mnie głosować. Numer 11.. Za wszystkie głosy dziękuję i tak nie wygram, ale może choć troszkę mnie zmotywujecie, bo ostatnio cierpię na chorobliwy brak weny i czasu..;c

Za zaniedbania i takie tam bardzo, ale to bardzo przepraszam.. Przypominać mi się.! Czasem po prostu nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć, za co jeszcze raz bardzo przepraszam.

Proszę o komentarze z waszymi drogocennymi opiniami i zapraszam do głosowania! Zaznaczam, ze rozumiem wasz bark czasu, ale proszę o tą drogocenną minutkę.; )
Pozdrawiam.!
~H.

wtorek, 9 października 2012

Odc. 30



30.

- Niall, gdzie jest Harry? – zapytałam mojego chłopaka. Niall wzruszył ramionami.
- Mark?- zwróciłam się do mojego eks.
- Zdaje się, że wybiegł po tej całej scenie. Za nim Liam i Oliwia.- wyjaśnił sytuacje Mark. Zestresowałam się.
- Liv? Naprawdę? – załamana usiadłam i ukryłam głowę w dłoniach.
- Spokojnie Ge. Teraz sobie wreszcie wszystko wyjaśnią.- powiedział Zayn ocierając nos.
- Zayn, o czym ty mówisz.. ?! wyjaśnią?! To ty doprowadziłeś do tej całej sytuacji..! Oni się pozabijają.!
- Owszem, ja. Może o to chodziło..? – wydukał mulat. Zdziwiłam się. Zresztą nie tylko ja. Wszyscy przy stoliku zamarli.
- O co chodziło, żeby się pozabijali?- zapytał trzeźwo Louis.
- Nie, cymbały. Żeby Harry zareagował, żeby pokazał co naprawdę czuje, pogadał z nią.. Nie widzicie tego..- wszyscy patrzyliśmy na Zayna w osłupieniu. W tej chwili do klubu wpadł Liam.
- Gdzie Liv?- zapytał Mark podnosząc się z kanapy.
- Jak ją ostatnio widziałem to biegła zabić Harrego.
Niall się zaczął śmiać.
- Chyba w to nie wierzycie. Wierzycie? No nie.
- Nie zamierzam sprawdzać. Wole się przekonać. To mój brat.
- I moja siostra.- poparł mnie Mark i już stał.
- Gemma nie rób tego. Oni chcę być sami, muszą być sami.- zaprotestował Niall.
- Nie, Niall. Ty nic nie rozumiesz, ciągle jesteś przeciwny. – powiedziałam zbierając swoje rzeczy.
- Może o to chodzi.. żeby nie wpieprzać się z butami w czyjeś życie!
- Nic nie rozumiesz..- szepnęłam.
- Masz racje. Jestem głupkiem. Idź jeśli chcesz, ale pamiętaj, że cię ostrzegałem.. Kochanie.- ostatnie słowo powiedział jakby wypluwał truciznę.

Wpadliśmy z Markiem dokładnie w tej samej chwili w jakąś uliczkę, którą wcześniej wskazał nam Liam. W uliczce panowała cisza. Ktoś chciał się odezwać, ale ja z Markiem nie umiałam być delikatna. Zachowywaliśmy się jakby goniło nas tornado. Obie głowy, i jasna, i ciemna, obróciły się w naszym kierunku.
 - Nie potrzebuje niańki, Mark. – odezwała się Oliwia. Mark stał nieporuszony. Przez chwilę.
- A może jednak? Chodź idziemy do domu.- powiedział Mark, a Liv gwałtownie wstała. Czuło się w powietrzu napiętą atmosferę buntu. Harry leniwie podążył w jej ślady.
- Co to ma być..?! Zmówiliście się przeciwko nam? Już nie wiem o co wam chodzi.. Gemma, może ty mi powiedz, hm? Raz chcesz, żebym pogadała z Harrym, teraz nam przeszkadzasz.. Ogarnijcie się wreszcie!- krzyknęła Oliwia. Mark dalej stał niewzruszony. Zaczęłam się zastanawiać czy nic mu nie jest, stał nieporuszony zamiast ustosunkować się do słów Oliwi. Sama nie wiedziałam czego chciałam. Z jednej strony związek mojej przyjaciółki z moim bratem był mi na rękę, jednak z drugiej.. Chciałam by oboje byli szczęśliwi, a oni przez siebie tylko cierpieli.. A i tym razem zrobiłam chyba coś nie tak..
- Idziemy do domu, Liv.- powiedział z konsekwencją Mark.
-Wiecie, co? Odwalcie się wszyscy ode mnie. Wszyscy.- wysyczała Oliwia patrząc na każdego z nas po kolei i zatrzymując wzrok na Harrym. Następnie ruszyła gwałtownie i wyprzedziła Marka szturchając go w lewe ramię. On nawet się nie odezwał, popatrzył tylko na mnie i odszedł bez słowa.
 - Czemu mi to zrobiłaś, Ge?- zapytał się mnie Harry.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy. Szłam tu z przekonaniem, że Oliwia chce cię zabić, za tą scenę, ale myślę, że rozmowa jest dla was gorsza. Wy tylko ranicie siebie nawzajem.- odparłam lekko. Harry zmierzył mnie wzrokiem i pokręcił głową.
- Może ja sam ocenię co jest dla mnie dobre? Ta rozmowa mi się należała. Należała, słyszysz!- dramatycznie zmienił się nastrój. Harry krzyknął i uderzył ręką w ścianę.
- To tylko rozmowa. Ostateczne rozliczenie… Może byś już przestała zachowywać się jak moja matka, a zaczęła jak moja siostra i nie wypychała się w moje życie?!! Dziękuję!- Harry obszedł mnie szerokim łukiem i więcej go nie widziałam. Załamana oparłam się o ścianę. Czy on naprawdę tak myślał? Czy ja naprawdę się aż tak zmieniłam.? Nawet jeśli, to wszystko przez niego.. To on mnie do tego zmusił swoją depresją i nie powinien mieć do mnie o to pretensji. Żadnych pretensji.

Wróciłam do domu. Ostatnio mieszkałam z Harrym i miałam się przeprowadzać do Nialla. Weszłam do salonu. Światło było zgaszone, ale na kanapie ktoś siedział. Poznałam go bez problemu.
- Czemu siedzisz po ciemku, Niall?- zapytałam wchodząc i chciałam włączyć światło, ale Niall gwałtownie zaprotestował. Spasowałam więc i przysiadłam się do niego na kanapę.
- Miałeś racje.- powiedziałam. Niall milczał.- Jesteś na mnie zły?
- Nie. – odparł, ale do końca mu nie uwierzyłam. Czy możliwe, żebym zrobiła mu krzywdę?
- Na pewno..?- upewniłam się.
- Co chcesz, żebym powiedział. Tak.?
Oparłam się o jego ramię, ale Niall lekko się odsunął.
- Czyli jesteś na mnie zły.- stwierdziłam.
- Dziwisz mi się? Ostatnio zachowujesz się jakoś dziwnie. Sam nie wiem. Ranisz wszystkich, Ge.. Nie widzisz tego.. Może powinnaś trochę przystopować i wreszcie zając się swoimi sprawami..
- Moje sprawy utrzymywane są w jak najlepszym porządku.- warknęłam.
- O popatrz właśnie się rozsypały.- Niall podniósł się z kanapy i chciał wyjść, ale zdążył jeszcze obrócić się w progu.- Chyba, że mnie nie zaliczasz do „ swoich spraw”.
W pokoju zrobiło się sennie. I tylko trzask drzwi zagłuszył narastającą cisze.

Miękkie poduszki wyhamowały upadek. Wcisnęłam nos w puchową poduchę i zaszlochałam. Poczułam na ramieniu dłoń.
- Idź stąd, Mark. Idź!- ryknęłam. Materac skrzypnął, a potem trzasnęły drzwi. Zostałam sama. Powoli wracały wszystkie sceny dzisiejszego wieczoru. Pocałunek z Zaynem i rozmowa z Harrym przerwana przez Ge i Marka. Marka, który uważałam, ze jest dla mnie, a wystarczyło, że pojawiła się Gemma i już pobiegł za nią. Gemma też zachowywała się dwojako. Nie rozumiałam. Wszyscy wtykali nos w sprawy na linii Harry – ja. A my chcieliśmy tylko porozmawiać. Wytłumaczyć sobie wszystko i  rozstać się z klasą. Może nawet nie rozstać, a pożegnać.
Usłyszałam jak ktoś wszedł.
-Mark idź stąd, do cholery. Mówiłam ci coś!- podniosłam się gwałtownie i popatrzyłam na Marie.
- List zniknął. I chyba wiem gdzie jest.- powiedziała. Opadłam z powrotem na poduszki.
- Wzięłam go. Spotkałam się z gemmą. I możesz to powiedzieć tacie. To moje życie, a wszyscy chcą robić wszystko za mnie. Jestem sfrustrowana i zła, nie pozwolili mi nawet na rozmowę. Mogłam się domyśleć, że już nikt nie będzie mnie traktował normalnie.
- W co ty grasz, kochanie? Oczywiście, że będziemy cię traktować normalnie. I nie powiem twojemu ojcu. Sama to zrobisz jak będziesz chciała. – powiedziała Marie i przysiadła koło mnie.
- Dwadzieścia kilka lat temu poznałam pewnego chłopaka. Juan się nazywał. Był naprawdę przystojny, inteligentny i słodki. Zakochałam się bez pamięci i nawet nie wiedziałam kiedy. Byłam z nim dwa tygodnie, kiedy moja mama powiedziała, że się wyprowadzamy, i że muszę rzucić Juana. Nie chciałam się zgodzić, ale byłam młoda. Matka była moim autorytetem. Postanowiła, więc poszłam do Juana i powiedziałam mu, że to koniec, że nigdy więcej się nie spotkamy, ale będę pisała. Obraził się, krzyczał, że go oszukałam, że wiedziałam o tym od dawna. Próbowałam mu wszystko wyjaśnić, a kiedy się uspokoił powiedział, że do mnie napisze jak mu wyśle adres. Następnego dnia wyjechałam..
Podniosłam wzrok. Marie opowiadała historię z pozoru tak zbliżoną do mojej.
- I co?
- Nigdy do niego nie napisałam. Od mnie nie znalazł.. Miałam ogromny żal do matki, że zabroniła mi wysyłać do niego cokolwiek. To był koniec. Dwa lata później wyprowadziłam się z domu. Wróciłam do starego miasta i spotkałam Juana na ulicy. Przez przypadek. Nawet nie wiesz jakie było moje wielkie zaskoczenie.. Juan chciał wyjaśnień. Powiedziałam mu, że to przez moją matkę. Uwierzył, znał ją. Kolejna noc była wspaniała. Dziewięć miesięcy później urodził się Mark, a sześć lat później Annie. To była najgorsze siedem lat mojego życia. Właściwie osiem. Przez niewłaściwy wybór. Nie miałam kiedy nawet zastanowić się nad moją decyzję. Potraktowałam to jak zakazany owoc, który wreszcie wpadł w moje ręce. Do tej pory żal do matki o to, że spieprzyła mi życie minął, bo kocham Marka i Annie.
Pokiwałam głową.
- Nie wiesz o co mi chodzi, prawda?- zaprzeczyłam.- ja się nie pcham w życie dzieci, ani moich, ani Waldka. Chcę, żebyście podejmowali własne decyzje i popełniali własne błędy, bo potem możecie mieć żal, za złe ukierunkowanie. To czy porozmawiasz z Harrym, Gemmą czy kimkolwiek innym, to czy wrócisz do Harrego, czy może opuścisz go na zawsze to tylko i wyłącznie twoja decyzja. Słyszysz? Jeszcze nie jest za późno..
- Za późno na co?- zapytałam, kiedy Marie chwytała za klamkę.
- A co chcesz zrobić?
***

Miał być później, ale jest teraz.. Tadam.; xd 
I jak wam się podoba..? Znów trochę poprzekręcałam, ale spokojnie to jeszcze nie koniec mojego maczania paluszków w tej historii.;)

Dziękuję za tą niewielką liczbę komentarzy.. Szczególnie dziewczynom, które zawsze tu są..Te co piszą, wiedząc co to znaczy dla autorki.; )

http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/ Bardzo proszę o głosy jak tylko bd można głosować.;)) Z góry dziękuję.; )

A i mam dla was małą zagadkę. jako, że blog niedługo dobiegnie końca, a przewiduje jeszcze jakieś kilka odcinków, to macie czas na zastanowienie do końca. 
Zobaczymy kto uważnie czytał i potrafi wyciągać wnioski.. Czy ktokolwiek zgadnie, domyśli się etc.
A oto pytanie:
Jakie jest główne hasło bloga? ( oczywiście nie jest to tytuł) Wskazówką jest to, że hasło odnosi się do tkanej przeze mnie historii, po drugie pojawiło się w jednym z odcinków.. Po trzecie jest to cytat z jednej z moich ulubionych książek i jest tu nieoznaczony.. ;)) macie jakieś pomysły.. Kolejne wskazówki wkrótce. Odpowiedź i tak na końcu! Powodzenia.;))
Można się konsultować, pytać i pogadać ze mną na gg 43297053 .

Pozdrawiam i zapraszam do zabawy; )) Mhaha..; xd
~H.

czwartek, 4 października 2012

Odc.29


29.
Rozpadałem się. Każdego pieprzonego dnia było mnie coraz mniej, a w tej chwili znikałem całkiem. Mary była słabym pocieszeniem. Moje serce było poszatkowane i zapewne nie do sklejenia. Przez nikogo. Dziewczyna tańcząca ze mną usilnie szukała moich ust. Obłapiała mnie, a ja nie reagowałem. Kawałek przede mną mój przyjaciel całował dziewczynę moich marzeń, dziewczynę, którą kochałem. A on o tym wiedział... Ja za to nie miałem pojęcia co mam robić. Mogłem się na niej odegrać, ale nie miałem ochoty na przypadkowy seks. Teraz pragnąłem tylko Liv.
- Harry, gdzie się podziewa wielka, rozochocona gwiazda?- zapytała Mary głaszcząc mnie po policzku.
- Wróciła do gry.- odpowiedziałem i pchnąłem Mary w tłum. Lekko. Dziewczyna popatrzyła na mnie zszokowana. Ja się już nią nie przejmowałem. Ruszyłem przez tłum, by dopaść mojego przyjaciela i oderwać go od Oliwi. Powinienem uszanować jej decyzję. I szanowałem. Co nie znaczyło, że akceptowałem jego wybór. Przecież był moim przyjacielem.
Zayn popatrzyła na mnie. I to było jedyne co zobaczyłem, jego smutne spojrzenie, zanim dostał w twarz. Osunął się na ziemie łapiąc się za twarz. A ja bez słowa odszedłem. Z pięści kapała mi krew, ale nie przejmowałem się tym. Na Sali zrobił się gwar. Ludzie zaczęli schodzić z parkietu, a obsługa już leciała z wiadrem by posprzątać pojedyncze krople krwi, która niepotrzebnie się między nami przelała. Słyszałem jak Mary biegnie za mną krzycząc moje imię. Ale do czasu.
Wypadłem na zewnątrz. Pod klubem stało kilka osób palących papierosy. Miasto nie było uśpione, ciągle się ktoś kręcił, a ja chciałem być sam. Nie mogłem sobie znaleźć kąta. Byłem za bardzo rozpoznawalny, by cierpieć przy ludziach. Wszedłem w jakiś zaułek i kucnąłem pod ścianą. Teraz dopiero zdałem sobie sprawę, jak wielki ból sprawił mi mój przyjaciel. Nie miałem ochoty żyć, a co dopiero jeszcze kiedykolwiek widzieć się z nimi, z moimi „przyjaciółmi”.
Usłyszałem szmer. Gwałtownie obróciłem głowę w stronę wyjścia z ciemniej uliczki. Na rogu przystanęła postać. Przez światła ulicy byłem zupełnie oślepiony, więc widziałem jedynie sylwetkę osoby stojącej kilka metrów ode mnie. Od razu poznałem tę aparycję, ten sposób bycia.
- Czego chcesz, Liam? I jak mnie znalazłeś?- rzuciłem. Chłopak podszedł do mnie i już w pełni mogłem zobaczyć jego twarz.
- Wystarczyło iść za tobą, Harrs. – nic więcej nie powiedział. Usiadł tylko koło mnie i oparł się o ścianę. Nie naciskał. Nie wiedziałem kiedy słowa same zaczęły wypływać z moich ust.
- Nie wiem, co on sobie myślał… Że już wszystko skończone.? Mój kumpel właśnie wbił mi nóż w plecy..
- Ale czego się spodziewałeś? Zayn lubi Oliwię, wszyscy to wiemy, a ty odkąd wróciła wahałeś się.. Momentami w ogóle ją odrzucałeś.. Nie wiadomo co Liv powiedziała Zaynowi. Teraz on poczuł się silny, a to ty mogłeś walczyć.
-Kurde, Liam! Gdyby to było takie proste.. Co ja miałem zrobić, nie wiesz? Ja nie mam pojęcia. Gdzieś tam jest Emily, chociaż teraz już nawet nie wiem, przestała dzwonić. Nie wiem co Oliwia do mnie czuje, ale  jak nie zauważyłeś nie chce mieć ze mną nic wspólnego, więc jak mogę walczyć. Wszystko stracone. Pogodziłem się z tym, przynajmniej jakaś moją część. Nie rozumiem tylko czemu Zayn mi to zrobił, jak mam mu teraz patrzeć w oczy?- wyrzuciłem z siebie cały żal, wszystkie moje troski.
- Skąd wiesz, że Liv nie chce z tobą rozmawiać? Mogłeś dzisiaj próbować, a ty zacząłeś jakąś dziwną grę..
- Nie ja zacząłem, tylko ona dając mi i teraz, i wcześniej jasno do zrozumienia, że mam się trzymać daleko. Wiem, że zrobiłem jej wielką krzywdę, ale czasem przestaje sobie zdawać sprawę jak to zrobiłem. Czemu ona tak zareagowała, na co..? Już sam nie wiem co się dzieje. Mamy do siebie nawzajem pretensje, między nami pojawiają się ogromne niedomówienia i sądzę, że nasza dalsza wspólna przyszłość nie ma sensu. Jak mielibyśmy razem żyć, co? Wszystko by się między nami piętrzyło i zawsze już bylibyśmy nieszczęśliwi. Już rok temu był koniec. Teraz myślę, że już nie ma o co walczyć. Trzeba się poddać, stłumić to wszystko i żyć dalej.
- Nawet jeśli serce nie chce… Dlaczego chcesz krzywdzić kogoś innego..? Harry to co mówisz, a to co robisz jest ze sobą całkowicie sprzeczne..- powiedział Liam patrząc przed siebie.
- Wiem, ale nie umiem czasem nad sobą zapanować co jeszcze bardziej mnie rozstraja. Chyba znajdę Mary..
- Jeśli tego chcesz.. Postaw sobie tylko jedno pytanie: Jeśli ty nie możesz być szczęśliwy z Oliwią, czemu nie pozwolisz, by Zayn, twój kumpel, był z nią szczęśliwy?- zapytał. Wstał i odszedł zostawiając mnie z mętlikiem tak jak to tylko Liam potrafi.

- Zayn, nic ci nie jest..?- zapytałam spanikowana łapiąc go za ramię. Zayn pokiwał głową i otarł krew z nosa.
- Jak ja go złapie…! Nie wiem, co mu strzeliło do głowy..?! Na pewno wszystko oky?
Zayn usiadł w naszej loży.
- Daj spokój, Liv. – powiedział. Byłam oburzona. I jednocześnie.. Sama nie wiedziałam co myśleć. Wszystko było jak we śnie. Pocałunek  Zayna i wściekły Harry, wybiegający Liam. Tak jakby to wszystko nie działo się naprawdę. Co Harry chciał tym udowodnić? Po co to wszystko? Czemu nas tak krzywdził?
-Nie dam spokoju! On nie powinien się tak zachowywać! To moje pieprzone życie i robię co chce! Ja jego laski nie biję!! – byłam naprawdę zdenerwowana. Ciśnienie podniosło mi się maksymalnie. Krzyknęłam i wybiegłam z klubu.
Zobaczyłam idącego w kierunku klubu Liama.
- Gdzie jest ta mała menda?!- krzyknęłam wzburzona.
- Liv, spokojnie. Może nie powinnaś..- Liam się zawahał.
- Nie powinnam?! A właśnie, że powinnam.. Nie obchodzi mnie, że On sobie tego nie życzy. Mów, Liam..!
Chłopak westchnął.
- Pierwsza w prawo.- wydukał. Uśmiechnęłam się perfidnie i popędziłam przed siebie w drodze ściągając szpilki, by nie krępowały mi ruchów jakbym miała zabić Harrego.
Skręciłam w prawo i stanęłam w cieniu opuszczonej uliczki. Z mroku bił jakiś tajemniczy chłód. Gdy tylko oczy mi się przyzwyczaiły do ciemności, a nos zaakceptował wydobywający się z tego miejsca smród kociego moczu dostrzegłam postać skuloną pod ścianą. Wyglądał naprawdę mizernie. Jakby przytłaczał go niewidoczny ciężar. Moja chęć zabicia go gołymi rękami zgasła w oku mgnienia. Zrobiło mi się go szkoda, a jednocześnie opanował mnie strach. Zaczęły mi się trząść ręce, serce zrobiło kilka fikołków, a w brzuchu zaroiło się od motyli. Do oczu napłynęły mi łzy i nie umiałam tego wytłumaczyć. Zrobiłam kilka kroków do przodu i osunęłam się po ścianie metr od Harrego. Wyprostowałam nogi i położyłam buty obok. Objęłam się rękami chcąc ochronić się przed chłodem nocy.
-Cały rok spędziłam w psychiatryku. – wyszeptałam ze wstydem. – To są całe moje wyjaśnienia. Zwariowałam, Harry.
Przez chwilę panowała cisza, która ciągnęła się z każdą minutą. Wreszcie Harry się odezwał.
- Przeze mnie. Co ja ci takiego zrobiłem, Liv?- zapytał. Przełknęłam ślinę i starałam się opanować drżenie rąk.
- Odrzuciłeś mnie. Nie chciałeś słuchać. Nie znałeś mnie i nie wiedziałeś do czego jestem zdolna, a byłam zdolna zrobić naprawdę wiele, by odciąć się od nieznajomego.. Uczucia, które do ciebie żywiłam nie miały prawa w ogóle wystąpić, a gdy już się z nimi pogodziłam… Gdy dowiedziałam się, że mam szanse ty mnie odrzuciłeś.. Zostawiłeś na ulicy jak psa.
- Ale wróciłem, czyż nie? Przeprosiłem.
- Wtedy już było za późno, Harry. Decyzja zapadła.
- Czemu więc mi tego nie powiedziałaś?- zapytał w końcu patrząc na mnie. Poczułam na sobie jego wzrok, ale nie obróciłam się.
- Nie mogło mi to przejść przez gardło. I mogłam marzyć, mogłam być szczęśliwa przez jeden wieczór. Przepraszam, już wtedy miałam ze sobą problemy.
- Możemy więc to wszystko tłumaczyć twoją chorobą?
- Nie. Nie możemy. Ja cię naprawdę kochałam, Harry. Dopiero później zwariowałam.- tym razem nasze oczy się spotkały.
- Kochałam..?
- Kochałam. Teraz nie wiem co czuję. Tyle czasu kazali mi zapomnieć.. Nie wiesz jak to jest. Nie przeżyłeś tego..- wyrzuciłam mu. Harry przysunął się o połowę długości.
- Nie przeżyłem.. Ale też nie miałem łatwo..
- Słyszałam..- wtrąciłam.
- Co słyszałaś? Że piłem.. Zresztą pewnie słyszałaś prawdę. Ale niecałą. Czy ktoś ci powiedział, że żyłem w przekonaniu, że to ty mnie odrzuciłaś? Że uciekłaś z obietnicami, że mnie nigdy nie zostawisz? Że nie mogłem sobie poradzić.. Piłem i szukałem.. Szukałem ciebie, szukałem cząstki ciebie tam gdzie cię nie było.. Wszystkie były takie same i takie inne. Żadną nie byłaś ty. Żadna nie wzbudziła we mnie tego czegoś.. To jak szukanie igły w stogu siana. Do tego po pijaku. Zrobiłaś ze mnie wrak człowieka, który pozbierał się tylko dzięki przyjaciołom.
- Też nie miałeś kolorowo.- stwierdziłam..
- Mówisz jakbyś mówiła o trudnych pytaniach na egzaminie. A to tak nie wyglądało. Było gorzej. A teraz… Wróciłaś i zburzyłaś mój świat. Cały, ledwo odbudowany.
- Czyli? Harry ja nic nie rozumiem.. Powoli się gubię. Co jest w tej szczelinie pomiędzy nami..? Co mamy robić?- zapytałam patrząc w jego zielone tęczówki.
- Porozmawiać i rozwiać niedomówienia.

**

Co myślicie? Będzie coś z tego? Rozmowa się odbędzie? Co z Zaynem? Czy Oliwa trochę przejrzy na oczy, a może znów się zmieni? Czego możemy się spodziewać? Może to nie będzie aż takie proste i ktoś w tym pomacza paluszki? Hmm.?

Dziękuję za komentarze i błagam o jeszcze!!

Co jeszcze...? Biorę udział w konkursie na blog miesiąca października na http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/
Od 9.10 można głosować, chyba.. Zagłosujecie?

Pozdrawiam.!
~H.