sobota, 15 grudnia 2012

Odc. 36


36.
-Co tutaj robisz? Czy nie powinnaś być..- zapytałem, właściwie nie kończąc. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko kącikami ust.
- Nie mogłam wysiedzieć. – odpowiedziała prawie szeptem. Podeszła do najbliższej ławki i usiadła, a następnie poklepała miejsce obok siebie dając mi wyraźny znak, bym usiadł z nią.
- Czyli nie zaprzeczasz, że twój „pomysł” był to chrzanu? – zapytałem. Oliwia zaśmiała się. Nie był to radosny śmiech. Dawno już u niej takiego nie słyszałem. I nie domagałem się.
-Nie. Nie zaprzeczam, ale nic innego nie potrafiłam wymyśleć. Mark po was zadzwonił i jak stanęliście pod moimi drzwiami to dosłownie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. I bałam się.
- Konfrontacji?- zapytałam obracając głowę i patrząc na nią. Ten pierwszy raz nie byłem zdenerwowany, nie bałem się. Było tak jak kiedyś. Spokojnie. Oddychałem regularnie i łapałem się tylko na tym, że wpatruję się w nią tępo.
- Dokładnie. Co miałam wam powiedzieć? Tobie to już wiesz.. Nie miało znaczenia, ale Zayn..
Przez chwile panowała niespokojna cisza. Co ja jej miałem powiedzieć..? Naprawdę nie miałem żadnego pomysłu. Nie mogłem jej robić wyrzutów, przecież nie byliśmy razem, a nasza cała „ miłość „ opierała się tylko na słowach. Rzadko znajdowała odzwierciedlenie w czynach. To było tylko i wyłącznie toksyczne zauroczenie. Przynajmniej chciałem tak myśleć, a jedyne co mi przeszkadzało to ja sam.
- Szkoda, że nie udało nam się dokończyć rozmowy.. wtedy po imprezie..- odezwałem się.
- Myślisz, że wszystko potoczyło by się inaczej?- zapytała patrząc mi w oczy. Uśmiechnąłem się.
-Miło, by było, nie? Chociaż kto to wie.. Jak kochałaś Zayna to i tak byś z nim była.
- Jak kochasz Alex to i tak byś z nią był..- odgryzła się. Wybuchnąłem śmiechem. Liv popatrzyła na mnie zdezorientowana. Po chwili sama zaczęła się śmiać jakby to wszystko było najlepszym żartem na świecie.
- Znam Alex zaledwie kilka tygodni.. – powiedziałem w końcu.
- To przecież nie ma znaczenia! Nigdy nie miało.
- Tylko raz nie miało. Czemu miałbym kochać Alex.? Jeszcze się dobrze nie wyleczyłem..- powiedziałem i natychmiast ugryzłem się w język. Swobodna atmosfera opadła jak mgła. Zaryzykował i spojrzałem na dziewczynę, o której niedawno śniłem, która była moim marzeniem.
Milczała. I ja postanowiłem się nie odzywać. Miałem nadzieję, że tym razem to ona przerwie cisze. Powiedziała tylko jedno zdanie.
- Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym. *
- Chyba oboje zostaliśmy starci w pył. – podsumowałem.
- Nie można walczyć ze swoim przeznaczeniem.
-Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza.
- Drugim jest śmierć. **
Znów zaczęliśmy się śmiać.
- Co za metafory, wielka gwiazdo? – powiedziała i pchnęła mnie lekko w ramię.
- Nie żartuj z tak poważnych tematów..- zaśmiałem się.
- Nie żartuje. – odpowiedziała jak najbardziej poważnie. – Boję się, Harry.
- Mnie się boisz?- zapytałem .
- Nie. Boję się siebie. Czasem czuję coś czego nie powinnam. Niszczę siebie i ludzi wokół. Nie chcę tego i nie wiem jak walczyć, ze swoją mroczną stroną. – wyznała. Jedyne skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to Fortuna. Liv zawsze miała dwie twarze. I jak mogła z tym walczyć? Może najlepiej było by nie walczyć i poddać się, jak walka nic nie daje?
- Nie walcz.
- Nie mogę. It breaks my heart 'couse I know you're the one for me
Don't you feel sad there never was a story obviously
And never be

You will never know
I will never show
What I feel What I need from you no
You will never know
I will never show
What I feel What I need from you

With every smile comes my reality irony
You won't find out what's been killing me
Can't you see me
Can't you see***
Siedziałem i słuchałem jak recytuje słowa znanej mi piosenki. „Nie bądź smutny, najwyraźniej nigdy nie było tej historii.” Szkopuł w ty, że to się wydarzyło, a Oliwia właśnie mi komunikowała, że tylko ja stoję na drodze do tego, by ona nie raniła innych. Tylko ja. Jeżeli to oznaczało to o czym myślałem.. Moje serce urosło i zaczęło bić w nienaturalnym rytmie. Uśmiechnąłem się.
- Nie walcz. – powtórzyłem. Obróciłem się, przysunąłem i popatrzyłem w oczy, zawstydzonej dziewczynie. – Wiem, czemu niszczysz ludzi obok siebie..  Gdyby nie ja, gdyby nie ta cała historia, nic by się nie działo. Ale kochać to niszczyć. Zniszczmy się nawzajem. Oszczędźmy tych biednych ludzi..
- O czym ty mówisz, Harry?- zapytała. Poczułem jakby wielki młot uderzył mnie w sam czubek głowy. Najwyraźniej na opak zinterpretowałem jej słowa.
- Przepraszam. Nie powinienem był.. Chyba mi powoli odbija. – Oliwia się zaśmiała.
- Jesteś całkiem jak kiedyś, Harry. Kochaj mnie! Po prostu mnie kochaj. To jest klucz.
Wykrzyknęła, wstała i jak gdyby nic… odeszła.

Sama nie rozumiałam co się działo. Co właściwie powiedziałam? Zaśmiałam się na głos, aż zaczęli za mną obracać się ludzie. Teraz nic ode mnie nie zależało i czułam się z tym świetnie. Wydusiłam z siebie całe napięcie. Powinno to wszystko skończyć się wcześniej, ale teraz też jest dobrze. Odpuściłam. A najlepsze było to, że teraz moje wnętrzności nie skręcały się już w niekontrolowanym tańcu śmierci. Byłam wolna i na jakiś swój sposób szczęśliwa. A co zrobiłam, by tak było? Powiedziałam kilka słów, zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. Czy opanowałam swoje życie? Może, choć nie do końca. Na pewno w pewnym stopniu. Teraz byłam już pewna czego chcę. Jak każdy człowiek na świecie pragnęłam tylko jednego: szczęścia. A kto mi je mógł dać? Ktoś kto mnie będzie kochał. Naprawdę kochał. Ktoś kogo ja będę kochać z całego serca, całej duszy. Czy znalazłam takiego mężczyznę? Nie. Znalazłam chłopca, chłopczyka, który sam się zagubił. Nie mogłam czekać aż dorośnie, bo ile to może trwać przy takim stylu życia.
Ja chciałam tylko dążyć. I będę. Odnajdę swoje szczęście, które jest dążeniem. Co nam daje złapanie króliczka? Lepiej go przecież gonić., To gonitwa pcha nasze życie do przodu i daje nam troszkę radości. Chociaż troszkę. Przecież nie można być obłędnie szczęśliwym, bo można zwariować. A żadne nieszczęście nie jest warte tego, by porywać się na własną szansę. Ja się porwałam i jak to się skończyło? Nijak. Nic nie było tego wszystkiego warte. Żadne wyrzeczenia. Tak naprawdę, po tym wszystkim co przeszłam, nie zyskałam nic, co było by cokolwiek warte. Tylko krótkie, przelotne historie tkwiące jak drzazga w pamięci.
Teraz nie miałam już nic do stracenia. Musiałam iść naprzód i zostawić przeszłość za sobą. Nie sama. Czemu miałam z wszystkiego rezygnować? Przecież to droga jest najlepsza. A samotna droga jest wyboista. Chciałam dążyć do swoich celów w szczęściu i z moimi przyjaciółmi. Jeśli wiecie co mam na myśli? Co…
Może to tylko sen? Czy to się w ogóle zdarzyło? A może jestem zwariowaną pisarką bez szans na przyszłość? Sama się gubię co jest rzeczywistością. Kim ja jestem? Czemu wszyscy spodziewają się czegoś wielkiego, spektakularnego zakończenia? A może ja nie chce...? Oczywiście, jeśli to prawda..
I odpływam w ciemność…Czy to stan umysłu? Omdlałam? A może umieram?
Jedno jest pewne. Ja go kocham. Tylko, że to tylko słowa.
*
Oliwia znów popadała w lekki obłęd, ale czy była chora? Raczej nie. Była wyzwolona. Takie już są te jedyne, specyficzne osoby z niecodzienną osobowością. Uległe, niepochamowane i często zagubione oraz niezrozumiane. Liv jednak próbowała, przez cały czas próbowała. A Harry? Tego nie mogę wam powiedzieć. Nawet narrator nie zawsze ma czelność zaglądać w duszę bohaterów. Szczególnie kiedy ci walczą z samymi sobą. Jedno jest pewne. Harry ma problem i nikt mu w nim nie pomoże. Czasem nawet braterstwo na niewiele się zdaje, a przyjaźń okazuje się delikatna jak mgiełka, której nie da się pochwycić. I człowiek zostaje sam na pustyni własnych myśli, by podjąć tą ostateczną decyzję, najlepszą. W którą stronę pójdzie Harry? Tylko on zna na to pytanie odpowiedź.
 ***
*Przewodnie hasło całego bloga. Właśnie tak ono brzmi, więc gratuluję wszystkim, którzy zerknęli do 14 odcinka i je odkryli. A jeszcze bardziej gratuluje tym, którzy po prostu wiedzieli.;)) 
Hasło to cytat z książki Cassandry Clare z pochodzący z trylogii "Dary anioła"
** Klasycznie:  Andrzej Sapkowski - "Miecz przeznaczenia". W gruncie rzeczy nie wydaje mi się, żeby Harry to znał, ale tutaj wszytko jest możliwe.
*** Imany- "You will never know"
Przedostatni odcinek, wyszedł mi raczej słabo, ale.. Napisany jest dla tych niewielu, którzy czytają. Miło z waszej strony. Przez niską ilość komentarzy musieliście tak długo, jak na mnie czekać. Mam nadzieję, że tym razem lepiej się sprawicie. W końcu kiedy jak nie teraz. Już niedługo KONIEC!

Pozdrawiam, dziękuję za komentarze i proszę o więcej;))
~H.

niedziela, 2 grudnia 2012

Odc. 35


35.
Moja sytuacja: określana mianem beznadziejnej. Stałam w korytarzu. Naprzeciwko mnie o ścianę opierała się Gemma, jakby miała za chwilę zemdleć, a Mark wychylał się zdziwiony z salonu. Stałam podpierając boki z wiedzą, że na korytarzu stoi pięciu chłopaków, w tym mój były, trzech przyjaciół i miłość mojego życia, która ma inną. Zaczęłam się śmiać ze swojej bezradności.
- Może to jest dobry moment, Liv?
- Czyli przyznajesz się, że to ty powysyłałaś im te głupie smsy?
- NIE! Wiesz, ze nigdy bym tego nie zrobiła!
- Na pewno.. Ostatnio lubiłaś się wtrącać.
- Myślałam, że już mamy to za sobą.! Poza tym dla mnie to też nie jest komfortowa sytuacja, wiesz?
- Dajcie spokój dziewczyny!- interweniował czujący w powietrzu kłótnie, Mark. – To ja, oky?
- Jak?- zapytałam na wpół przytomna. Miałam ochotę wyjść i nie wracać. Mój własny brat…
- Twoja komórka od dwóch dni leży u mnie na biurku. Przepraszam, ale tak nie można..
- No właśnie Mark.. Tak nie można…- obróciłam się do niego placami i otworzyłam drzwi z uśmiechem.
- Wejdźcie. – powiedziałam.. Trzeba to wszystko jakoś doprowadzić do porządku.

- Między każdym z nas jest jakieś napięcie.. No prawie każdym, Liam.- ubiegłam podnoszącego ręce, w geście protestu, Liama. – Ja jednak nie wiem jak to wszystko pozbierać, wyjaśnić, dlatego mam jedną propozycję.
Może i moja przemowa była beznadziejna, ale byłam w gruncie rzeczy z niej dumna. Dlaczego? Ponieważ powiedziałam wszystko co chciałam. Liam siedział wpatrzony we mnie z zaciekawieniem, Gemma była zdziwiona, Mark jakoś dziwnie zaskoczony. Zayn siedział naburmuszony i widziałam, że zraniony. Jak tylko na niego patrzyłam kroiło mi się serce. Nie chciałam go tak zawieść. Louis spoglądał co chwile to na mnie to na Nialla, to na Harrego.. Wyglądało to tak jakby nie mógł na niczym nawet na chwilę skupić wzroku. Niall patrzyła na Gemme jak w obrazek i zerkał raz po raz na Marka z obrzydzeniem. I Harry.. Bałam się na niego patrzeć, ale gdy tylko mój wzrok zbłądził widziałam, jak siedzi niezainteresowany sytuacją. Patrzył w sufit jakby obserwował chmury, lekko zamyślony i skupiony. Zrobiło mi się smutno. Kolejny cios.
Odetchnęłam głęboko.
- Cofnijmy czas.- zaproponowałam. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.- Jakby to wszystko się nie zdarzyło.. Cofamy się.. Nie ma nas Zayn, Niall nie jesteś z Gemmą, nie rozmawiam z Harrym zero wyrzutów, nie ma ostatniej naszej imprezy. Zapomnijcie o Emmie i moim psychiatryku, Harry nie pije, jest pogodny, nikt się nim nie zajmuje..- wymieniałam kolejne zdarzenia i patrzyłam jak każdy walczył z sobą w duchu. -  Ge nie jesteś w tajemnym związku z Niallem, nie próbuje popełnić samobójstwa, Liam nie daje mi złotych rad, Louis nie przyprowadza pijanego Harrego, nie śpię w salonie z Zaynem, nie zamykacie mnie w domku dla gości z Harrym, nie ma tej całej wojny, nie idę na spacer z Zaynem, Harry nie rzuca butelką, nie wpychamy się do basenu.. Nigdy się ze sobą nie przespaliśmy, Harry. Gemma właśnie niedawno zerwała z Markiem. Są ferie dwa lata temu. Poznajemy się. Mamy białe, czyste karty.
Zaśmiałam się..
- Czujecie to.. Ulgę. Nic się nie zdarzyło..!- wykrzyknęłam. Przez chwilę panowała kompletna cisza, a po minucie każdy po kolei wybuchał..
- Jestem za.- powiedział Liam.- To będzie takie świeże.. I nie będzie niedopowiedzeń.
- To się nigdy nie uda..- zaprotestował Zayn.- Jak mam wszystko zapomnieć. Tak się nie da.. Może właśnie o te niedopowiedzenia chodzi.? Trzeba sobie wszystko wyjaśnić. Moim zdaniem to właśnie jest sposób, by wszystko odkręcić. Poza tym ja bym bardzo chciał wiedzieć, dlaczego nie odzywałaś się do mnie dwa tygodnie..
- I wszystko zepsułeś.- wtrącił Louis.
Harry podniósł się i zaczął kierować do wyjścia.
- Znów wymiękasz?!- krzyknęłam za nim. Obrócił się. – Tylko to potrafisz. Wyjść!
- Wiedziałem, że o to chodzi!- wykrzyknął Zayn.- Czemu się nami bawisz, Liv? Jak możesz uważać, ze wszystko będzie tak jak kiedyś?
-Liv.- odezwał się Niall. – Myślę, ze twój pomysł jest dobry, aczkolwiek ma wady. Myślę, że ja mogę zapomnieć, Gemma może zapomnieć, Mark, przecież to było nic.. Liam i Lou chcą zapomnieć, a wy… Powinnaś bardziej się postarać. To wasza trójka, a właściwie dwójka była źródłem, uruchomiła ciąg przyczynowo skutkowy. Wybieraj..
- Nie mam z czego wybierać.. – powiedziałam wzruszając ramionami.- Nie jestem Bogiem, jak widać, nie mogę cofnąć czasu. Czym to skutkuje? Nie mam czego wybierać.. Oboje mnie nienawidzicie.- zwróciłam się do siedzącego na fotelu Zayna i stojącego w drzwiach Harrego. – Siebie też nienawidzicie. To jest chyba najgorsze.. i wiecie co jeszcze…? Ja nie chciałam się bawić żadnym z was. Przepraszam za wszystko. Harry..- popatrzyłam w zielone tęczówki przy których zawsze miękły mi kolana.
- Jesteś wspaniałym chłopakiem i zasługujesz na kogoś lepszego.. Zresztą ty to już wiesz. Przepraszam za uciekanie, brak wyjaśnień i całą tą sytuację. Mam nadzieje, że to już za nami. Nie kochasz mnie, ja nie kocham ciebie. Przepraszam i wybacz..
- Mam nadzieje, że wiesz co robisz, maleńka. – odezwał się Harry. Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnął się. Może i był to jakiś wymuszony uśmiech, ale mimo wszystko. Odwróciłam się do Zayna.
- Ty Zayn jesteś delikatny, czuły, opiekuńczy. Nie mogłam trafić lepiej..
- Mogłaś..- chrząknął szczerząc się do mnie Harry. Szybko doszedł do siebie. Pokręciłam głową.
- Nie mogłam. Jednak. Myślałam, że to coś więcej, ale czuje się jakby chodziła z bratem.. Zrozum ja tak nie umiem.. Kocham cię jak Marka, czy Karola. I tylko tak. Wybacz, wiem,  że postąpiłam dziecinnie.
Zayn chwilę siedział w milczeniu..
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie długo gniewać, siostro. Napijmy się..!
Gorzka atmosfera opadła. Chociaż na moment.
Zastanawiałam się chwilę, czy wszystko naprawdę można naprawić w jednym momencie, przez jedną rozmowę. I do jakich doszłam wniosków? Że nie. Wszystko było dobrze, owszem. Tylko, że z wierzchu. Mój plan był słaby i sama to czułam. Wszystko było pokręcone. Czułam jak świat wiruje mi przed oczami, a najgorsze było to, że musiałam się z tym wszystkim zmierzyć. Zatrzymać tą rozpędzoną rzeczywistość, która wyrzucała poza to wszystko. I nic mi nie pomagało. Izolacja była złym pomysłem, nic nie rozwiązywała. „Czyste karty”? Kłóciły się z moim sumieniem. A rozmowa bolała. Została tylko sztuczność i ten cały fałszywy stosunek, który nazywaliśmy przyjaźnią. Postanowiłam się napić.
Skupiłam swoje myśli na towarzystwie przy stole. Temat był dość osobliwy.. Dlaczego poruszali go przy mnie? Ach tak, znów byliśmy przyjaciółmi.. To dlaczego to tak bolało?
- No przyznaj się, zatopiłeś czy nie?- darł się Zayn do Harrego.
- Jesteście ohydni!- krzyknęła Gemma. Chłopcy wybuchli śmiechem.
- Cnotka, patrzcie ją..- zadrwił Louis. Gemma udała oburzenie. – Zapytał inaczej… Harry, czy przeżyłeś rozkoszną noc ze swoją nową koleżanką..?
- Jesteś paskudny i bezczelny.. Nie chce tego słyszeć!- wykrzyknęła Ge. Teatralnie zakryła uszy.
- Mussiiszzzz..- wysyczał Lou rzucając się na nią. Zaczęły się dzikie przepychanki.. Aż krzyknęłam, gdy na mnie wpadli. Skutkowało to tym, że Louis sobie o mnie przypomniał. Usiadł i nalał mi kieliszka.
- Twoje zdrowie, Liv. – powiedział i na raz wypiliśmy rozgrzewający płyn. Ściągnęłam sweterek.
- Szykuje nam się striptizz.- poruszał brwiami Lou.- Chodźmy do sypialni…
- Zbereźnik. Rączką, rączką.
- I to.. A!- oburzył się Louis. Wreszcie wrócił do tematu Harrego.- To jak z kasztanowłosą?
- Ge ma rację, jesteś chory..
- Czyli coś było!
Harry się tylko uśmiechnął ukazując te swoje cudowne dołeczki. Popatrzyła na niego smutno i wymusiłam uśmiech. Chciałam stamtąd wyjść, ale byliśmy przyjaciółmi.

Co ja im miałem powiedzieć? To wszystko było takie niezręczne. Cała ta sytuacja. Samo siedzenie w tym pokoju było jakieś takie.. Nie wiedziałem nawet jak to nazwać. Gotowałem się w środku. Siedziałem jak ten ostatni jeleń i musiałem udawać, że wszystko jest okey. Tak jakbyśmy nie mogli rozstać się wszyscy w zgodzie. Tylko, że tego też nie chciałem. Wiedziałem, że będę cierpiał.
I po co to wszystko było? Te wielkie słowa o miłości, ta tragedia, niespokojne noce, płacz, paląca tęsknota i pożądanie. Po co jak na końcu i tak mieliśmy udawać szczęśliwą rodzinę, choć w gruncie rzeczy wszyscy się nienawidzili. Odejść się nie dało i zostać nie było jak. Musiałem stąd wyjść. Inaczej mógłbym zwariować.
- Koteczki.- rzuciłem.- Muszę wyjść na razie. Widzimy się niedługo.
Wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia. Czułem jak śledzą mnie wszystkie oczy.
- Dobrze wiemy gdzie idziesz, Harrs. – wykrzyknął w moją stronę Lou. Uśmiechnąłem się sztucznie. Oh jakby wiedział.
- Powodzenia!- krzyknął Niall nim zamknąłem drzwi nawet się nie obracając.

Była ładna pogoda, jak na tę porę roku. Słońce właśnie zachodziło. Niestety zimny wiatr smagający lekko po twarzy nie nastrajał na długie spacery. Niestety nie miałem dokąd iść. Nie chciałem siedzieć sam w domu, zamknięty w czterech ścianach. Chciałem przestrzeni. Tego mi brakowało. Tyle czasu. Musiałem pomyśleć. Cofnąć się. Może właśnie na to był czas? Tylko po co? Co zyskam? Może właśnie odwrotnie.. Może czas iść na przód? Zaśmiałem się. Chyba każdego kiedyś nachodzą te myśli. Wszyscy psychologowie mówią „ Idź do przodu. Nie patrz za siebie” . Niestety ja nie widziałem przed sobą przyszłości. Dla mnie ona po prostu nie istniała.
Wszystko to co kiedyś kochałem przepadło. I było tylko jedno pytanie: Czy byłem w stanie znów pokochać?. Czy potrafiłem się zaangażować? Czy chciałem?
Wszystko było takie niejednoznaczne. Potrzebowałem bodźca, który właśnie szedł przede mną.
- Harry.
Uśmiechnąłem się do stojącej przede mną dziewczyny. 

*** 
Witam!
Wreszcie znalazłam czas, by coś dodać. Ostatnie tygodnie były szczególnie dla mnie wyczerpujące, więc przepraszam za wszystko. 
\Co do Liebster Arwards. Dziękuję bardzo za wszystkie nominacje jakie dostałam. Miałam zamiar na to wszytko odpowiedzieć, ale po prostu brak mi czasu. Przepraszam. Zresztą wątpię, jakoby każdy czekał na moje odpowiedzi.Gdyby ktoś chciał mi zadać jakiekolwiek pytanie to zawsze możecie to zrobić na moim gg: 43297053.
W zabawie raczej udziału nie wezmę, choć może.. Jak mi się uda to na pewno odpowiem na wszytko.; )

Odcinek. Moim zdaniem jest beznadziejny. Chyba was troszkę rozczarowuje tą końcówką. Przepraszam, moja wena gdzieś wyparowała. Może to właśnie przez ten brak czasu i życie w pośpiechu nie mogę się właściwie nastroić. Jeszcze DWA! Myślę, że dwa starczą, by to wszystko zakończyć. Przykro mi. 
Na wszystkie pytania dotyczące odcinka i Liebster odpowiadam na gg. 

Co do mojej zagadki.:) Odpowiedź możecie znaleźć w odcinku 14, tak mi się wydaje. W Holmes Chapel , w momencie zgody.; )) Mówi o uczuciach. Mam nadzieje, że sobie poradzicie. Na odpowiedzi czekam na gg, ewentualnie w komentarzach. Ktoś zgadnie? Odpowiedź padnie już w następnym odcinku!

O czymś zapomniałam?  Jak tak to piszcie.; )) Za niedociągnięcia, niedoskonałości i ignorancję przepraszam. 
Pozdrawiam.!
~H.

wtorek, 13 listopada 2012

Odc. 34


Enjoy!
34.

Zapukałam do drzwi.. Nikt nie otwierał. Zapukałam ponownie. I jeszcze raz. Zaczęłam naciskać dzwonek. Byłam strasznie zdeterminowana. Bałam się kto mi otworzy, ale musiałam zaryzykować. Miałam jednak szczęście.
- Oliwia?!- zdziwiła się Gemma.
- Musimy pogadać.- powiedziałam i wpadłam do mieszkania Harrego. Miałam nadzieję, ze drugiego lokatora nie ma, że jest jeszcze na próbie..
- Co się stało?- zapytała..
- jeszcze się pytasz.? Wszystko się stało. Wszystko co najgorsze. Rozpadła się nasza przyjaźń. Nasza, chłopaków, wszystkich. Mam dość, to koniec, trzeba to naprawić. Zakończyć przyzwoicie..
Nie udawaj głupiej, Ge. Wiesz o co mi chodzi. Wybaczam ci. Wybaczam ci wszystko. Chcę, żeby było jak kiedyś. Wiem, że będzie ciężko, ale to jest możliwe. Możliwe..
- Liv.- wyszeptała Ge.
- Nic nie mów. Przytul mnie, lamo..- wpadłyśmy sobie w objęcia i tkwiłyśmy tak przez dłuższą chwilę. Nie obeszło się oczywiście bez łez.
- Jak zamierzasz wszystko naprawić..?
- Bez niedomówień.- powiedziałam.

-Nie wchodź tam!
-Nie otwieraj drzwi!
- Otworzył!- krzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy się panicznie śmiać, gdy jakiś cień zżerał jednego z głównych bohaterów jakiegoś psychodelicznego horroru.
-Jesteś naprawdę głupia. – powiedziała Gemma i rzuciła we mnie popcornem.
- Taki już mój urok…- uśmiechnęłam się przesadnie.  W tej chwili zadzwonił telefon Ge.
- Nie dadzą mi żyć..- westchnęła i odebrała.- Co jest Harry?- usłyszałam.
- Nie mogę oglądam film.. Nie, nie wpadniesz.. Daj spokój. Jutro. Z Alex? Nie, raczej nie. A rób co chcesz… po co właściwie dzwonisz, braciszku? Hm? No właśnie, tak myślałam..- słuchałam jak Gemma rozmawia z bratem i rozłącza się bez słowa pożegnania..
- On jest jakiś nienormalny.. Nic nie rozumie…- wyrzuciła Gemma wymachując rękami.
- Jak ma rozumieć, jak my same jeszcze nie rozumiemy?- Ge zaczęła się śmiać, a ja poszłam w jej ślady.
- Trzeba urządzić parapetówę. – powiedziała chwytając stojącą na ławie butelkę piwa.
- No to trwa, mało ci.. I tak nikt nas nie znajdzie! Miejsce ninja.
- A może już czas?
- Ale na co? Masz jakąś idee?- zapytałam.
- Nie, dajmy sobie może jeszcze czas, Liv.- zaśmiałam się.
Już dwa tygodnie mieszkałam z Gemmą w niedrogim, wynajmowanym przez nas mieszkaniu na obrzeżach Londynu. A najśmieszniejsze było to, że nikt nie wiedział gdzie mieszkamy. To było jakieś takie dziecinne, ale świetnie się przy tym bawiłyśmy. Dwa tygodnie temu, gdy stwierdziłyśmy, że trzeba wszystko naprawić, nie miałyśmy tak naprawdę żadnego pomysłu, ani narzędzi, żeby to zrobić. Zamieszkałyśmy razem, a jedynymi osobami jakie znały nasz adres to był mój ojciec i Marie. No i Mark analogicznie, ale choć ostatnio troszkę mnie zawiódł to nadal mu ufałam. Nawet Harry nie dostał od nas żadnych informacji, choć tak bardzo chciał je wyciągnąć od Ge. Na przykład przed chwilą. Mój ojciec, mimo, że wiedział gdzie jesteśmy to prędzej, by skoczył z okna niż wyjawił to któremuś z 1D, a zwłaszcza Harremu.
Właśnie taką miałyśmy z Ge umową. Chowamy się i myślimy jak wszystko doprowadzić do względnego porządku co nam dość opornie szło. Ja do Zayna nie odzywałam się już dwa tygodnie, a telefon miałam cały czas wyłączony. Bałam się, że złapie mnie na ulicy, czy na zajęciach, ale Londyn to naprawdę duże miasto.. A może mu nie zależało.. Nie ważne. Nie chciałam się na razie z nim widzieć.. Chyba się już domyślił, że to koniec. A najgorsze było to, że czułam z tego powodu jakaś ulgę. Było mi naprawdę dobrze..
Harry spotykał się z inną dziewczyną.. Przynajmniej tak mi się zdawało i było to dla mnie strasznym ciosem, ale czy ja nie postępowałam tak samo. Nic już na to nie mogłam poradzić, nie chciałam drugi raz trafić do Kanady, więc dałam sobie spokój z chłopakami. Samej naprawdę było mi dobrze.. I w głębi serca znów bałam się konfrontacji.. Chyba nikt nie miał tyle talentu do mieszania co ja.

-Dostałeś?- zapytała mnie zwalając się na kanapę Louis. Na chwilę straciłem koncentrację i nie miałem pojęcia o co właściwe chodzi, ale szybko załapałem.
- Tak, Lou. – odpowiedziałem wpatrzony w telewizor.
- I? Niall?- obróciłem się twarzą do niego..
- Jeszcze nie wiem..

Przystanąłem wczytując się w treść SMSa i zmarszczyłem brwi.
- Harry? Stało się coś?- usłyszałem szept Alex i poczułem jej dodającą otuchy dłoń na ramieniu.
- Chyba nie.- odpowiedziałem wahając się.- Ale chyba z naszych dzisiejszych planów nici.
-Czy to ona?- zapytałam ta wspaniała dziewczyna o kasztanowych włosach.
- Też. –odrzekłem.
- Sam sobie jesteś winny. Rób jak chcesz.. Idź.- powiedziała jakby wiedząc o co chodzi. Nie miałem nawet ochoty za nią krzyczeć. Patrzyłem chwilę na plecy dziewczyny, z którą ostatnio się umawiałem, by po chwili jeszcze kilka razy przeczytać SMSa.

-Nie wierzę..- usłyszałem szept Zayna.
- Idź. Przekonaj się..
- Liam! To nie jest takie proste.
- Ależ tak. Pójdę z tobą.

- Mark! Co ty tutaj robisz?!- krzyknęłam na widok przyszywanego brata.
- Przyszedłem na parapetówkę.- odpowiedział wymachując butelką wina. – Powinno by być ci wstyd, że sam muszę się wpraszać. Oczekiwałem zaproszenia tydzień temu, a nie dostałem go wcale.
- Przepraszam..- jęknęłam wciągając Marka do środka.- Raczej nie oblewałyśmy naszego nowego mieszkania w większym gronie. I nie będziemy.
- Czemu?- zapytał i sam sobie odpowiedział. – Wiem czemu. Boisz się. I wracamy do punktu wyjścia. Znów się boisz..
- To wszystko jest strasznie zagmatwane. Nie ważne, jak już tu jesteś to chodź. Opijemy nasze lokum.
Weszliśmy do salonu. Gemma podniosła na nas wzrok, nie zatrzymując go na dłużej na żadnym z nas. Popatrzyła na trzymaną przez Marka butelkę.
- Za co pijemy?- zapytała
- Za was. Za mieszkanie. Za lepsze życie.
- Czyli uświnimy się jak świnie. – podsunęła Gemma odbierając mi butelkę.
- Dawno tego nie robiliśmy.. I myślę, że dziś też będzie z umiarem.
Zaśmiałam się.
- Ty nie myśl, tylko siadaj.
Mark spoczął na wyciągnięcie ramion od Gemmy. Widziałam, że między nimi tworzy się jakaś niewidzialna bariera, ale już się przyzwyczaiłam. Przynajmniej zachowywali się nienagannie. Bez zbędnych wyrzutów, czy czegokolwiek. Jak zwykli długoletni przyjaciele, którym coś kiedyś nie wyszło. Zazdrościłam im tego, ale z drugiej strony może to właśnie było ich przekleństwem.?
Usłyszałam dzwonek do drzwi zanim jeszcze dobrze usiadłam. Popatrzyłam na Marka z wyrzutem. Czego zapomniał, że Marie aż tutaj się fatygowała?
Poszłam otworzyć, a gdy tylko drzwi się uchyliły stanęłam skamieniała.
- Co wy tu robicie? Skąd macie adres?- zapytałam stojących za drzwiami Zayna i Liama.
- Ty nam go wysłałaś. Podobno robisz parapetówkę. – odpowiedział Liam pokazując trzymaną w rękach półlitrówkę.
- Co?!- wykrzyknęłam. Za moimi plecami pojawiła się Gemma i Mark.
- Kto jeszcze wie?- zapytała Ge jakby przeczuwając.
- Nic wam nie wysyłałam. Poza tym mój telefon jest wyłączony i leży w sypialni…
Nie zdążyłam dokończyć zdania, gdy za plecami moich gości pojawiły się jeszcze trzy postacie.
- Chyba sobie jaja robicie..- wyszeptałam i zamknęłam drzwi.

*** 
Brak zaskoczenia? Może, ale pamiętajcie, że doprowadzamy to do końca.. ;)) 
Jak bd wyglądało ich naprawa wszystkiego? A może rozpęta się III wojna światowa? Co myślicie, jak to się skończy biorąc pod uwagę ich charaktery i zachowania, w niektórych sytuacjach..? Piszcie..;))

I zagadka, co ja wam już powiedziałam..? Cytat, tak. Emocje, uczucia? Tak. Teraz coś bardziej.. Cytat pojawia się w odcinkach, gdy wszyscy są zdrowi.. Jeśli nie macie pojęcia co do cytatu, nie czytaliście książki to szukajcie sentencji, lub po prostu ładnej wypowiedzi.. W następnym ostatnia podpowiedź.. Powiem, kto to mówi.; )) 

Pozdrawiam. 
Proszę o linki w komentarzach.. KOMENTARZACH, czyli bez spamu, gdzie mam zajrzeć. 
~H.

niedziela, 4 listopada 2012

Odc. 33


33.

Wpadłam do domu zdyszana po porannym joggingu.. Wbiegłam do kuchni i chwyciłam butelkę z wodą wypijając wszystko do dna.
- Bieganie.. uff.- rzucił wchodzący do kuchni Mark. Po tonie jego głosu mogłam się zorientować, że sport nie jest tym co lubi.
- To rozładowuje.- powiedziałam i poszłam do pokoju, by wziąć prysznic i się przebrać. Tego co zastałam na dole po pobieżnej kosmetyce, nigdy miałam nie zapomnieć. W moim własnym salonie siedziała dziewczyna, którą bardzo dobrze znałam.
- Oliwia, ktoś do ciebie.- powiedział mój ojciec, który niedawno wrócił do domu stojąc koło kanapy. Z jego miny nie mogłam wywnioskować czy był zadowolony czy wręcz przeciwnie. Tym razem nie zdradzał żadnych emocji. Nie tak jak wtedy, kiedy dowiedział się, że odnowiłam kontakt z OneDi i do tego jestem z Zaynem. Nie miał jednak nic do powiedzenia na temat mojego związku z Zaynem. Były tylko dwa wyjścia, albo wszystko akceptował, bo to moje życie, albo się wyprowadzałam. Podjął tą pierwszą opcję.
- Emma?!- krzyknęłam rzucając się w ramiona przyjaciółki.- Co ty tu robisz, piękna?
- Wyszłam!
- O matko! Strasznie się cieszę.. Chodź idziemy na miasto. Pogadamy na spokojnie.
Kilka minut później siedziałyśmy pod oknem w pechowej dla mnie kawiarni. Na szczęście ja nie wierzyłam w przesądy ani przeznaczenie.. A może wierzyłam?
- Co się z tobą działo po moim wyjściu?- zapytałam mieszając swoją kawę.
- To samo co zawsze.. Tylko teraz bardziej się starałam. Może życie nie jest jednak aż tak bezsensowne.? Zresztą lepiej mów co u ciebie?!- zakrzyknęła lekko. Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiele. Naprawdę wiele..
- No to mów!
- Wznowiłam kontakty z Gemmą i całym One Direction..
- Liv..
- Nic nie mów. To było dobre, przekonałam się.. Wcale nie zmarnowałam terapii. Teraz jestem szczęśliwa..
- Ale nie do końca?- popatrzyła na mnie Emma jakby czuła, że troszkę zatajam prawdę.
- Nie jestem z Harry. – uprzedziłam.
- Wcale tego nie sugeruje. Zresztą dobrze.. Moim zdaniem w ogóle nie powinnaś się z nimi spotykać.
- Nie martw się o mnie aż tak. Z Gemmą ostatnio mam słabszy kontakt.. Z Harrym nie mam wcale i nie zamierzam, chyba sobie znalazł inna laskę.. Tylko z Zaynem się widuje..- powiedziałam, a Emma zrobiła dziubek wyrażający jej zniesmaczenie.
- Co za różnica ten czy inny? Dałabyś sobie spokój z tą całą bandą.. Teraz masz mnie.- zakomunikowała. Zdziwiłam się.
- Jak to.?
- Wynajęłam mieszkanie w Londynie. Znalazłam też prace..
- O matko, to fantastycznie! Ale mimo wszystko.. Nie bądź jak Gemma, proszę o wsparcie, a nie o nachalne wtykanie palców między drzwi.
Emma się tylko uśmiechnęła.

- No chodź ze mną- nalegał Zayn.
- Wiesz, że to nie jest dobry pomysł.. W obecnej sytuacji..- wyjąkałam..- Może lepiej zadzwonię do Emmy na pewno będzie chciała się, ze mną wybrać do jakiegoś kina czy coś.
- Daj spokój, maleńka. Nie chcesz ze mną spędzić trochę czasu.
Westchnęłam. Miałam naprawdę duże obiekcje. Ostatnio sytuacja między mną, a zespołem 1D była napięta. Zayn też narzekał, że się od niego odsuwają. Sam miał trudno, a co dopiero ze mną. Nie chciałam, żeby przeze mnie miał przykrości. No i jeszcze moje egoistycznie pobudki. Nie chciałam znów stanąć oko w oko z Harrym i jego nową laską, którą swoją drogą szybko się pocieszył. Byłam na niego naprawdę zła, choć zrobiłam to samo tylko w możliwie najgorszy sposób. Wszystko było inaczej niż chciałam. Było mi z Zaynem naprawdę dobrze, ale ciągle bałam się, że to nie to, że zaraz coś się skończy lub coś innego zaskoczy. Życie w tym ciągłym strachu stawiało barierę do mojego szczęścia.
- No dobrze, ale nie chcę żebyś źle się czuł..
- Z tobą? Nigdy. Chodź. Nic się nie stanie, przecież jesteśmy przyjaciółmi.. wszyscy.
- Ostatnio mam co do tego wątpliwości..- rzuciłam cicho. Zayn udał, że nie słyszy i z uśmiechem na ustach pociągnął mnie za rękę.
Po kilku minutach otwieraliśmy drzwi, za którymi znajdowało się całe One Direction. Mało kto miał takie szczęście, żeby oglądać ich próby.
- Siema,Liv.- podbiegł do mnie Liam i przybił mi piatkę. Chyba on jeden tylko nie był na mnie zły za tą całą sytuację. Gdy tylko weszłam do Sali poczułam na sobie wielki ciężar. Ratowałam się sztucznymi uśmiechami.
Chłopcy weszli na scenę. Był to dla mnie kulminacyjny moment. Siedziałam sama w praktycznie pustej Sali, nie licząc menadżera i zespołu i czułam jakby to co śpiewali przepływało swobodnie obok nie zatrzymując się na mnie nawet na moment. Wiedziałam, ze Zayn śpiewa tylko do mnie. Patrzy na mnie i myśli o mnie. Był taki prawdziwy. Taki jedyny prawdziwy.
Niall był nieobecny , a ja wiedziałam czym jest to spowodowane, choć tak dawno nie rozmawiałam z Ge. Louis ciągle spoglądał to na Harrego to na Niall i ze zmartwienia marszczył brwi. Tylko Liam był w jako takim humorze, albo nic po sobie nie pokazywał. W powietrzu można było wyczuć jakieś niezdrowe napięcie pomiędzy kiedyś wspaniałymi przyjaciółmi., Dzisiaj łączyła ich tylko praca. Harry spojrzał na mnie, a w oczach miał coś czego nie umiałam nazwać. Dotarło do mnie w jednej chwili, że to wszystko ja zepsułam. To ja byłam jedną wielką winną. Zepsułam tą braterską więź przez głupią grę i samolubstwo, zabiłam priorytety Gemmy. Byłam czarna owcą nie godną tej znajomości.
Nie zastanawiałam się długo. Wstałam i w jednej chwili wybiegłam ze studia. Przed budynkiem wyciągnęłam telefon i nie zatrzymując się nawet zadzwoniłam do Emmy.
- Musimy się spotkać. Proszę.. Teraz.
- Gdzie.?
Gdy tylko się rozłączyłam, wyłączyłam telefon na głucho. Wiedziałam, że Zayn się będzie do mnie dobijał.

Po kwadransie byłam w parku i przytulałam Emme.
- Skończ to. Mówiłam ci. Skończ to. Oni mają na ciebie zły wpływ, słoneczko.
- Ja nie wiem.. Nie wiem.. Rozwaliłam ich relacje. Rozbiłam przyjaźń. Ja wszystko niszczę. – szlochałam.
- Nie prawda. To ich wina.. Niszczą sami siebie.. każdy z nich postępuje nie tak jak powinien, a przecież to było takie proste.. Sami sobie życzyli tego, żebyś im skomplikowała. Mają za swoje.. Nie płacz nie przejmuj się. Masz mnie..
- Ale jak długo, jak długo Emma. Ty też masz swoje życie.. Nie możesz być wiecznie przy mnie. Dopiero wyszłaś nie chcesz się ustatkować, znaleźć kogoś, zacząć żyć na nowo?
- Moje życie to ty, i nie wyobrażam sobie go bez ciebie. Kocham cię, Liv. Powiedziałaś, że zawsze ze mną będziesz..- powiedziała Emma, a ja zaczęłam się bać. Naprawdę bać. I słusznie. W tej chwili Emma mnie pocałowała. Byłam tak zaskoczona, że przez pierwsze sekundy stałam jak kamień i nie mogłam się ruszyć.
- Co ty wyprawiasz?!- krzyknęłam odpychając ją mocno, gdy tylko odzyskałam sprawność.
- Nie mów, ze tego nie chcesz..?
-Nie chcę! Kocham cię jak siostrę, a nie jak… To jest chore..!
- Co jest chore? Możemy być razem naprawdę szczęśliwe.. Faceci nie dadzą ci tyle szczęścia..- powiedziała chwytając mnie za rękę. Wyrwałam się gwałtownie.
-AA! Emma co ty wyprawiasz?! To po to było to wszystko? Odsuwanie mnie od przyjaciół..
- Oni cię niszczą, myszko..! Nie daj się, ja ci nigdy tego nie zrobię!
- Przestań! Przestań! To brzmi jak jakiś żart, pieprzony komizm.. Daj sobie spokój! Ja kocham..
- No właśnie kogo kochasz?- syknęła moja była przyjaciółka..- Kogo?! No! Zayna, czy Harrego? Sama nie wiesz co?! – wybuchła głośnym śmiechem.- To twoja ostatnia szansa! Wybieraj! Albo idź, ale wtedy więcej do mnie nie wracaj z płaczem!
- Jesteś szalona..- wyszeptałam.
- Nie na darmo byłam zamknięta w psychiatryku…- zaśmiała się..
- wyjedź stąd.. Wyjedź jak najszybciej..- powiedziałam i zaczęłam biec przed siebie zostawiając Emme daleko w tyle.. wpadłam w najbliższe krzaki i zwymiotowałam. Usiadłam na chłodnej ziemi i zaczęłam płakać. To wszystko mnie przerażało i przytłaczało.. Miałam dość.. Nie wiedziałam jak sobie mam poradzić.. Musiałam wszystko naprawić, wziąć się w garść. Wstałam i włączyłam telefon. To był ten czas, kiedy trzeba sobie wszystko uświadomić i zacząć naprawiać własne błędy.
 ***

Pozdrawiam, H.

piątek, 26 października 2012

Odc. 32


32.

Stuk. Stuk. Louis uporczywie dobijał się do mojej szyby. Niechętnie otworzyłem drzwi.
- Harry nikt nie wiedział..
- I? – rzuciłem.- W czym ma mi to pomóc..?!
- W niczym, proszę cię tylko żebyś nie był taki narwany. Przez ciebie cierpią niewinni.- powiedział i pokazał na wycierającą z kawy spódnice wysoką kasztanowłosą dziewczynę wyjątkowo niezadowoloną.
Wysiadłem z samochodu i podbiegłem do młodej kobiety.
- Przepraszam, to chyba przeze mnie. Może mogę to pani jakoś wynagrodzić?- zapytałem wskazując na jej ołówkową spódnice. Podszedł do nas Louis.
- Czy naprawdę wyglądam aż tak staro?- odezwała się pochmurnie. Po chwili dopiero zrozumiałem, że nazwałem ją per pani.
- Nie, oczywiście, że nie.. Może mógłbym…
- Co chcesz zrobić, hmm? Muszę wyprać spódnice.. Nic nie możesz na to poradzić. Na przyszłość tylko uważaj jak chodzisz, oky?
 Nie wiedziałem co mam powiedzieć, całkowicie mnie zatkało.
- Może kawę?- zapytał za mnie Louis. Przekląłem w duchu, ponieważ to była moja kwestia.
- Dokładnie. – przytaknąłem.- Jestem pani winny kawę, którą ma pani na swojej spódnicy. I oczywiście zapłacę za pralnie.
- Obejdzie się. Spódnice wrzucę do pralki i będzie jak nowa.. Kawy jednak nie odmówię. Nie z gwiazdą.- dziewczyna popatrzyła na mnie uśmiechając się lekko kpiarsko. Zaśmiałem się.
- Zapraszam.- wskazałem drzwi, a gdy ona się tylko ruszyła otworzyłem je i przytrzymałem.
- Alex jestem.- powiedziała wymijając mnie w drzwiach. Uśmiechnąłem się promiennie, a Louis poklepał mnie po plecach i wepchał się przede mną w drzwiach.
Kupiłem trzy kawy i zaprosiłem Alex do stolika. Louis oczywiście nieodłącznie był koło mnie. Za sobą czułem wzrok pozostałej części naszej paczki. Wiedziałem, że i ona tam była. Z Zaynem. W tej chwili nie chciałem jednak o tym myśleć. Brakowało mi już na to siły i chęci. Sprawa chyba i tak była skończona.
- Czemu nie siedzicie razem?- zapytała Alex patrząc na resztę zespołu. Spuściłem wzrok i czekałem, aż Louis coś wymyśli.
- Nie chcieliśmy cię zawstydzać. Oczywiście, możemy do nich dołączyć.- dziewczyna z uśmiechem pokiwała głową. Wstałem pewnie i gestem ręki wskazałem na stolik jej marzeń. Niepewnie poszedłem za nią. Nie miałem ochoty tam siedzieć.. Sam nie wiedziałem, dlaczego nie powiedziałem Alex prawdy. Może dlatego, że jej nie znałem. Nie wiedziałem do czego jest zdolna, a ja byłem osobą medialną.
- Chłopaki.. I Oliwia to jest Alex.- przedstawił naszą towarzyszkę Lou. Spojrzałem na Oliwie, która posłała mi jeden ze swoich najpaskudniejszych uśmiechów. Wiedziałem doskonale co sobie o mnie myśli. W zasadzie wszystko już miałem gdzieś. Pustka we mnie odżyła. Aktualnie miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Wszystko zyskało nowy wymiar. Jakaś stara część mnie położyła się i stała się bierna. Czułem się jak wrak, który nic nie może zrobić. Mój czas minął. Znów wypadłem z gry.

Już któryś raz tego ranka dzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz kolejny raz. Gemma. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, choć wiedziałem, że tego nie uniknę. Problem tkwił w tym, że nie miałem jej nic do powiedzenia. Zagrała nie czystko i fakt był taki, że to ją o wszystko obwiniałem. Rozłączyłem się i włożyłem telefon do kieszeni.
- Mógłbyś z nią pogadać.- szepnął do mnie Liam.
- Nie wiem o co ci chodzi.- warknąłem.
- Jak chcesz.
- Tak właśnie chcę.
- Nikt tak jak ty nie lubi udawać, że nic się nie stało. – męczył mnie Liam.
- Przestań, wujku dobra rada.
Znów zaczął dzwonić telefon. Spojrzałem na telefon i westchnąłem głęboko. Odebrałem.
- Będę u ciebie za dwadzieścia minut.- wyrzuciłem z siebie na wydechu do telefonu i nie czekając na odpowiedź rozłączyłem się.
- Przepraszam wszystkich, ale jestem umówiony i muszę iść. Do zobaczenia. Miło było cię poznać Alex- uśmiechnąłem się do tajemniczej towarzyszki Harrego i zabrałem swoje rzeczy.
Droga przez miasto o tej porze była naprawdę nieprzyjemna.. Kiedy wreszcie dotarłem pod znajomy adres odetchnąłem z ulgą. Przede mną była ciężka rozmowa, ale wchodziłem tam z lekkim sercem. Dokładnie wiedziałem co i jak chce powiedzieć.
- Wejdź.- rzuciła Gemma oddychając głęboko i otwierając na oścież mi drzwi. Wszedłem bez najmniejszych oporów i rozgościłem się w salonie. Nie chciałem  jednak siadać, czułem się dość niepewnie w pozycji siedzącej, więc stanąłem obok komody i oparłem się o nią łokciem.
- Co masz mi do powiedzenia? –zapytałem oschle.
- Znam cię, Niall. Nieważne co powiem, już podjąłeś decyzje..- powiedziała Ge siadając na kanapie i założyła nogę na nogę.
- Wysłucham cię. Ale masz rację. Nic już raczej mnie nie powstrzyma. Mam dość, Gemma. To koniec. Nie tak miało być. To jak ty nas traktujesz, a raczej traktowałaś, przeraża mnie. Zamiast się zainteresować, podjąć jakieś kroki, ty zajmujesz się wszystkim innym. Pchasz nos w nie swoje sprawy. Na początku myślałem, że robisz to dla nich, dla przyjaciół. Potem, że robisz to tylko i wyłącznie z egoistycznych pobudek, a teraz to już sam nie wiem, co się z tobą dzieje. Strasznie się zmieniłaś.. Rozumiem, że nieudany związek Harrego i Liv, a właściwie próby ich związku na każdego z nas jakoś wpłynęły, ale ty obchodzisz się z nimi jak z jajkiem i chyba sama nie wiesz dlaczego.. Zaniedbałaś nasz związek, odwróciłaś się ode mnie i sam nie wiem, rób co chcesz.. Ja już nic z tobą robić nie chcę. Może Mark cię pocieszy..- skończyłem swoją przemowę i nabrałem powietrza. Czułem się jak ostatni kretyn. Byłem zdenerwowany, aż zacząłem tupać nogą. Sam się dziwiłem, że te wszystkie słowa przeszły mi przez gardło.
- Nie kochasz mnie już?- zapytała Ge opanowana jak nigdy. Z kamienną wręcz twarzą. Zaśmiałem się ponuro.
- Szukasz najsłabszej wymówki jakiej się da.. Mówienie do ciebie to jak walenie grochem o ścianę. Nic tu po mnie.. Może przemyśl sobie moje słowa, albo nie.. To koniec, Ge. Zostańmy przyjaciółmi. – rzuciłem i wyszedłem chwiejąc się na nogach. Gdy tylko wyszedłem z budynku oparłem się o najbliższą ścianę i ukryłem twarz w dłoniach.

Siedziałam jak sparaliżowana na kanapie.. Ciągle do mnie docierały poszczególne słowa wypowiedziane przez chwilą przez oboje z nas. Tak trudno mi było przybierać obojętną i wrogą maskę. Kochałam go. Przynajmniej jakaś moja część.  Tak długo miałam nadzieję, że coś z tego będzie, że jak już wyszło to przestałam się przejmować. Zupełnie irracjonalnie. Teraz rozpadałam się od środka, Każde słowa Nialla było jak jedna mała szpileczka wbijana w moje ciało.. Za darmo zafundował mi akupunkturę.
Wiedziałam, że mój już eks miał rację, ale nie miałam nic na swoją obronę. Wyjaśnienia były zbędne. Może lepiej było kiedy myślał, że nic nie rozumiem, że jestem zadowolona ze swojego zachowania.. Ciągle miałam w głowie mój głupi komentarz.. Ale może on był jedynym wyjściem. Po co miałam walczyć. Harry walczył i jak skończył.. A może właśnie nie walczył? Wątpliwości i niepewność rozrywały mnie od środka.. Ja nie byłam moim bratem, ale z drugiej strony może powinnam się uczyć na jego błędach. Chciało mi się krzyczeć!
Wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju. Miałam nadzieje na wielki happy end, a zepsułam go wszystkim.. Czy to była właściwie moje wina.. Któż to wiedział. Pewnie tak.
 Nie miałam nawet pojęcia ile tak chodziłam w tą i z powrotem.. Dobrze, że nie wydeptałam w dywanie ścieżki. Z transu wybudził mnie trzask drzwi. Do pokoju wtoczył się Harry.
Usiadł na kanapie i schował ręce w dłoni.
- Co się stało?- zapytałam dopadając go w dwóch susach. Przysiadłam obok, zapominając o naszej całej kłótni.
- Oliwia jest z Zaynem- usłyszałam i zrobiło mi się słabo. Tak chciało przeznaczenie, czy ja się do tego przyczyniłam.? Czy gdyby Harry dokończył z nią rozmowę, teraz byłby szczęśliwy?
- Ale..- zaczęłam. Harrs mi przerwał.
- Nie ma ale. To koniec. Koniec rozumiesz!- podniósł głowę i zobaczyłam w jego oczach łzy. Nie płakał, on rzadko płakał, ale był na skraju. Zaczęłam się o niego bać.
- To jest nas dwoje.-  rzuciłam. Posłał mi pytające spojrzenie.- Niall mnie rzucił. To koniec i nie ma żadnego ale.- powtórzyłam jego słowa..
Harry chwilę się we mnie wpatrywał. Obojgu nam brakowało jakichkolwiek słów.
- Może jesteśmy przeklęci?- przerwał ciszę Harry.
- Może.. A może po prostu nie umiemy walczyć o szczęście. I ty i ja. Może czas się pogodzić z tym co się dzieje i szukać gdzie indziej?- zapytałam, ale odpowiedziała mi cisza mącona tylko cichym tykaniem zegara.

***

Nic nie jest przesądzone. Pamiętajcie.;)) 
W końcówkach zwykle dzieje się najwięcej, czy i tym razem tak bd? jeszcze tylko kilka rozdziałów.

Co do komentarzy.. No comment. reszcie dziękuję i przepraszam, za zaniedbanie z mojej strony, ale ten rok jest strasznie zakręcony..; xd Poprawię się;))

http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/-Ankieta zamknięta.. wszystkim, którzy oddali na to opowiadanie swój głos bardzo dziękuję.; )

Pozdrawiam.!
~H.