środa, 28 sierpnia 2013

H.

Ciężko się podnieść po tak długiej przerwie. Brak czasu, motywacji. Przepraszam, że tak długo zajmuje mi spełnienie mojej obietnicy, ale jeżeli mam wystartować z czymś nowym, to pragnę, by było to oryginalne, niebanalne, zwariowane, emocjonujące i przede wszystkim moje. Nawet jeśli miało by być o czymś innym niż o chłopakach, to chcę,  by było warto na to czekać. Mam nadzieje, że zobaczymy się niedługo.
Do następnego.;))
H.

środa, 24 kwietnia 2013

Powracający z odległej krainy bełkot H.

Witam wszystkich, którzy jeszcze pamiętają o istnieniu tego bloga i przeczytają mój, jak to zawarłam w tytule, bełkot.
Już mówię o co mi chodzi ( choć sama jeszcze dokładnie tego nie wiem). Po prostu poczułam usilną potrzebę zajęcia ludzi swoją osobą.
Sekretem nie jest, że w tym roku ( dokładnie za dwa tygodnie) zaczynam matury ( aaa!), dlatego też tak stąd znikłam i nigdzie się nie pojawiałam. Przepraszam wszystkich bardzo. Bardzo. Chciałabym to zmienić, ale siedzę nad książkami średnio cały czas. Ale.. jak tylko skończę to całe dopasowywanie się do systemu, czyli matury to wrócę. Już teraz zapowiadam swój wielki powrót. Cieszycie się?
Jeszcze nie wiem co chcę pisać, czy wgl będę coś pisać, ale jedno jest pewne chcę to robić. To jest mój sposób na zwalczanie stresu i wgl. W przyszłości mogę nie mieć szans tego robić, więc dlaczego nie teraz. Popierajmy pisanie! Załóżmy związek i tak dalej. Do sedna. Ja tu wrócę i znajdę czas na czytanie waszych opowiadań. Nawet nie wiecie jak mi jest przykro, kiedy nie mogę znaleźć nawet 10 min, żeby usiąść przed ekranem mojego komputera, który ciągle zasłania jakaś pożyteczna książka. Tak, czy inaczej bez zbędnego użalania się nad sobą stwierdzam, że ludziom, którym zależy na czytaniu moich wypocin dam tę przyjemność, a tym którym nie zależy.. Mam ich gdzieś, w skrócie.
Podsumowując mój bełkot: (Ci, którzy nie chcą czytać całości mogą po prostu przeczytać tę cześć. Będzie szybciej) Wrócę do was z nowymi pomysłami, wypoczęta ( jeżeli naukę można nazwać odpoczynkiem), pełna nowej werwy ( bo kończę szkołę, tarararara) i wgl w całym mym "majestacie". Jednym słowem: początek. Do tego odwiedzę wszystkie wasze blogi i nadrobię. Nie będę szczędziła krytyki i pochwał nie myślcie sobie.. I tak dalej. Rozumiecie o co chodzi..
W takim razie nie rozwlekam się dłużej, zadaje ostanie pytanie i się żegnam.
O czym chcielibyście czytać?
Pozdrawiam i do zobaczenia,
H.

czwartek, 10 stycznia 2013

Odc. 37. Over



37. Over.

Enjoy ;)

Czy moje życie jest dramatyczne? A może to po prostu jakaś psychodeliczna komedia? Chyba, że to już koniec scenariusza. Zdążyłam przeczytać ostatnia kartkę. Nie. Przecież żyję i cały czas piszę nowe zdania.. Linijka po linijce. Swoją drogą nie wysilam się ostatnimi czasy. To też jakiś sposób na życie. Pozwolić, by los przejął kontrolę. Każdy dzień był taki sam.. Kiedy w końcu przeznaczenie zatoczy koło i pokaże mi swoje drugie oblicze, będę gotowa. Teraz już tak..
Czemu nachodzą mnie takie myśli? Czemu tutaj? Nie mam pojęcia. Może to przez ostatnie wydarzenia, bezsenne noce i wahania. A może… Nie, na pewno nie. Staczam się. Robię się jakimś pseudofilozofem, tracę na wartości, a mimo to ludzie wciąż do mnie lgną nie widząc mojej duszy. To przecież ona jest kluczem. Pokochaj duszę, a dostaniesz ciało. Proste.
I znów uciekam myślami. Jak często się można na tym łapać. Do skutku, oczywiście.
Czuję ciepły dotyk na mojej dłoni. Delikatny. Doskonale wiem skąd pochodzi. Nie chcę jednak się obrócić i spojrzeć na źródło. Próbuję się uwolnić. Wyrafinowanie i sprytnie zabieram rękę, tak by nie urazić siedzącego obok chłopaka. Wiem dokładnie czego chciał. Słyszę szept i obracam się machinalnie.
- Musimy pogadać. – szepcze Dan. W zamyśleniu kiwam głową tak jakbym nie do końca zdawała sobie sprawę ze znaczenia tych słów. Doskonale wiem jak będzie przebiegała ta rozmowa. Przeprowadzałam ją w ostatnich tygodniach chyba z milion razy. Nie bałam się.
Wykład się skończył. Wstałam z miejsca i kroczyłam prosto do wyjścia. To były dzisiaj moje ostatnie zajęcia. Dan mnie dogonił i złapał za dłoń, bym nie miała wyboru i musiała stanąć. Obróciłam się twarzą do niego i w milczeniu patrzyłam na jego skupioną minę, która dodawała mu powagi i jakiejś dziwacznej wyrazistości.
- Liv, musimy porozmawiać. – po raz drugi wypowiedział te słowa. Po raz drugi skinęłam głową. Wyszłam, a chłopak poszedł za mną. Znał mnie i wiedział, że tym razem dotarło.
Zaprowadziłam go do niewielkiej kawiarni na rogu. Często się tam spotykaliśmy. Na początku tylko „służbowo” , w sprawach związanych z wykładami, czy szeroko pojętymi studiami. Później jako przyjaciele. Teraz jako… zagubieni.
Usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku i zamówiłam wodę. Rozparłam się wygodnie na krześle i obserwowałam zdenerwowanie mojego rozmówcy, uśmiechając się kącikiem ust.
- Słucham. – rzuciłam.
- Liv, nie katuj mnie więcej. Podejmij decyzję.
- Nie mam czego podejmować. Czego ty ode mnie chcesz, Dan?- zapytałam opierając się na łokciach.
- Odpowiedzi. Wiesz jakie jest pytanie.
- Przypomnij mi, bo za rzadko je słyszę. – zironizowałam. Miałam ochotę jakoś go odwieść od tego całego pomysłu. Lubiłam go, ale powoli działał mi na nerwy.
- Czemu nie możesz mnie pokochać?- zapytał z wyraźnym niedowierzaniem pomieszanym ze zrezygnowaniem. Pokręciłam głowa z uśmiechem igrającym na ustach.
- Nie jestem w stanie kochać.
- Już to słyszałem. Wiesz, co nie wierze ci. To przez niego prawda? On się nie zdecyduje na żaden ruch. – powiedział mi kpiąco. Wzruszyłam ramionami.
-Już  to słyszałam.- Rzuciłam na stolik pięć funtów, wstałam i wyszłam. Po chwili chłopak już był za mną.
- Liv.!
Nawet się nie obróciłam. Przecież ile można dać się przepraszać za niestosowność. Widocznie Dan bardzo chciał obrócić w pył naszą przyjaźń. Zresztą jak większość moich przyjaciół.

Trzasnęłam drzwiami i weszłam do domu. Gemma siedziała w miękkim, puchowym fotelu wyglądającym jak duża poduszka i oglądała serial skubiąc chałwę. Na kanapie siedział Louis, jego dziewczyna El i Harry.
- Jak zajęcia? – zapytała Gemma nawet się nie obracając.
-Zajęcia w porządku.- odpowiedziałam wykrzywiając się. Ge znała mnie tak długo, że nawet nie musiała zerkać na moją minę. Z samego tonu głosu wywnioskowała, że coś jest nie tak. Odwiesiłam kurtkę na wieszak i weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę pod ściana i usiadłam koło Gemmy opierając głowę na jej kolanach.
- Dali wam chyba wycisk, bo marnie wyglądasz.. – rzuciła Eleaonor. Pokręciłam głową..
- Albo.. – zawahała się Ge.- Znów rozmawiałaś z Danem.
- Daj spokój. – powiedziałam. Poczułam na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych.
- O co chodzi? – zapytał Lou.
- O to samo co zawsze.. – odparłam.
- Chyba muszę z nim pogadać. – odezwał się Harry.
- Nic nie zmienisz dzięki. – rzuciłam, skubiąc chałwowego batona Gemmy.
- To co może to zmienić?- wtrąciła El.
- Nic. I tylko jedno, czego brak.
- To znaczy?
- Heroizmu. – odpowiedziałam jak najbardziej poważnie. Nie chciałam się obracać , gdy zatopiły się we mnie zielone tęczówki. Znów poczułam pustkę i samotność. Jak długo jeszcze?

Gdy coś tracisz uzmysławiasz sobie jak bardzo ci tego brakuje. Czujesz pustkę, której nic nie może załatać. Nie wiem już ile razy to czułem z powodu dziewczyny. Wiele. Już się chyba przyzwyczaiłem do tego uczucia. Nie wiem ile czasu już minęło.. Chyba coś koło dwóch lat.
Wszyscy ode mnie czegoś oczekiwali. Czegoś na co w ogóle nie miałem ochoty. Chcieli, bym wreszcie zaczął działać. A ja nie mogłem.. Nie mogłem dopóki nie byłem pewny. A nie byłem. Miałem mętlik w głowie.
Liv znów wyjechała. Niedaleko, bo tylko do Szkocji na praktyki, a daleko. Zwykle, gdy wyjeżdżała, czy jakkolwiek znikała czułem niepokój. Wiedziałem, że nic jej się nie może stać, a jednak. W tych chwilach, gdy jej obok nie było dałbym się za nią zabić. Tęskniłem jak szalony.. Kręciłem się nie mogąc sobie znaleźć miejsca, myślałem o niej dniami, śniłem nocami.. Przysięgałem sobie, że dam nam szansę, że będę o nią walczył.. I wtedy ona wracała.. Cały niepokój opadał, a obietnice spływały po mnie. Nie dotrzymywałem samemu sobie słowa. Czułem się bezpiecznie.. Przecież ona zawsze koło mnie była, po co miałbym się wysilać, trudzić? Nienawidziłem siebie za to, ale kiedy ona była w pobliżu nic się nie działo.. Chyba jestem jakiś dziwny. A może po prostu za dużo przeszliśmy. Chciałem zakończyć to jakoś z klasą, ale nie potrafiłem.. Ciągnęło się to nasze marne romansidło i nic nie było w stanie mnie ruszyć. Nawet uganiający się za nią chłopak, był dla mnie niczym. Przecież ona go nie chciała.
Codzienne przepychanki słowne wprowadzały mnie w znakomity nastrój i tylko jedno mnie martwiło. Wyraz jej oczu. Olewający wszystko, nieobecny i smutny.. Ciągle czekający. Wiedziałem, że na darmo i czułem się jak ostatni drań. Byłem nim. Nie chciałem się angażować. Dlaczego? Bo to boli, a ja i tak wszystko miałem.
Myślałem tak do dnia, gdy Liv wróciła z miesięcznych praktyk. Tuż przed świętami.
Bardziej niż siebie, i swojej postawy nienawidziłem tego, że mogę ją stracić. Wcześniej nic na to nie wskazywało, więc żyłem sobie w swoim samolubnym kokonie, ale tym razem mój świat zaczął się chwiać. Gdy zobaczyłem ją z Nim. Normalnie bym się nie przejął, przecież ona i tak zawsze wracała.. Ja byłem miłością jej życia. Tym razem jednak Liv wpatrywała się w niego jak w obrazek. Wyglądała na szczęśliwą. Znikł ten wyraz zagubienia, a mnie się chciało krzyczeć!
Kim ja byłem! Draniem, ostatnią szują.! Dotkliwa prawda uderzyła mnie z całej siły w brzuch rozrywając narządy od środka. Zalała mnie fala szkarłatnego przerażenia. Stałem jak głupek i patrzyłem z boku, jak moja ostoja nie ma zamiaru wracać. Patrzyłem jak Oliwia świetnie się bawi w jego towarzystwie. A nawet nie znałem jego imienia. Poczułem do siebie wstręt. Powinienem się cieszyć, że jest szczęśliwa, ale czemu ze mną nie była? Ach, przecież nigdy nie byliśmy razem. To co się działo przekraczało moje zdolności pojmowania. Zrozumienie stanowiło jakiś bardzo wysoki mur, za którym czekały dwa uzbrojone w ostre zęby rottweilery. Miałem ochotę położyć się i umrzeć. Byłem takim ignorantem!

- Ale z ciebie dupa wołowa, wiesz?!- krzyknęła do mnie Gemma.
- Wiem. – odpowiedziałem, ale ona jakby nie usłyszała.
- Jesteś po prostu żałosny! Rzygać mi się chcę jak na ciebie patrzę, marna imitacjo faceta! Samolubny gnoju.! Jak mogłeś to zrobić!? Na twoim miejscu błagałabym o wybaczenie liżąc jej buty!
I po co wszystko..? Dlaczego? Może dlatego, że w końcu nie wytrzymałem i pokazałem heroizm, na który wszyscy czekali. Tylko, że nie w tym momencie.

*
Czy już tu kończy się rola narratora? Czy można tu zakończyć? Może czas powiedzieć „żegnajcie, reszta zależy od was”. A może zaglądnąć dalej, choć zakończenie może rozczarowywać? Jedno jest pewne… To jeszcze nie jest koniec tej historii…

*
Heroizm. Jak sobie go wyobrażałam? Jako wielki, wręcz spektakularny czyn, który wyjaśnił by pewne sprawy. Tego się jednak nie spodziewałam.. Miało do niego dojść wyzwalając mnie z własnej podświadomości, a nie w momencie, kiedy wszystko szło po mojej myśli. Do tej pory jak wspominałam dzień, w którym zostałam wepchnięta razem z moim chłopakiem do basenu to ciarki mnie przechodziły. Nosz kurde! Ja już to przechodziłam! Harry zrobił znów głupotę, przez którą musiałam zakończyć swój niedługi i rozwijający się związek. Na szczęście nie przywiązałam się zanadto do Matta. Musiałam to jakoś przeboleć. Drugi tydzień jedzenia lodów pomógł. Właściwie nawet nie byłam zła, że Matt odszedł.. Przez jakiś czas moje myśli zajmowała bardziej postawa Harrego, która niewątpliwie wprawiała mnie w zakłopotanie. A co gorsza miał on dzisiaj przyjść i właśnie dzwonił do drzwi.
Kameralna impreza, kilku znajomych, dużo napojów wyskokowych. Godzina druga w nocy, a ja nie byłam pijana. Jakoś nie miałam ochoty, choć wszyscy we mnie wmuszali. Musiałam się im jakoś urwać. Przemknęłam cicho naszym wąskim korytarzem prowadzącym do kuchni i pierwsze co zrobiłam po wejściu do kuchni to wpadłam na Harrego. Zaklęłam w duchu machinalnie się cofając.
- Nie uciekaj, matko.. – wyjąkał Harry opierając się o blat.
- Nie mam zamiaru. I wątpię, żebyś traktował mnie jak matkę - parsknęłam i podeszłam do blatu, by podkreślić swoje słowa. Nie mogłam ot tak koło niego stać. Wzięłam do ręki najbliżej stojący dzbanek z sokiem i nienajczystszą szklankę.
- Dalej się na mnie gniewasz?- zapytał.
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie gniewać. Po prostu zaskoczyłeś mnie. A z Mattem i tak nic wielkiego nas nie łączyło…
- Wyglądało jakby jednak..
- Nie, to tylko zwykłe zauroczenie..- wydusiłam i napiłam się soku. Po co ja mu to mówiłam?
- Masz ochotę na ciasto.? Chodź pogadamy..- zaproponował Harry.
Nie wiem czemu ja głupia się zgodziłam. Historia lubi zataczać koło. W jednej chwili stoimy rozmawiając w kuchni, a w drugiej turlamy w namiętności po łóżku rozgniatając ciastko i dysząc ciężko. Nie miałam nawet chwili na zastanowienie. Zawładnęły mną żądze, które już raz poznałam. A mimo to nie umiałam się przed nimi obronić.. Czułam na sobie jego dotyk. Jego oddech. Jego dłonie błądzące ślepo po moim spragnionym jego dotyku ciele.. Wiłam się w spazmach rozkoszy jak kotka i nic na to nie mogłam poradzić. Jedno było jasne. A ja za wszelką cenę nie chciałam się do tego przyznać. Opadliśmy na miękkie poduszki wyrównując oddech. Wtedy dopiero przypomniała mi się ta sama scena! Przecież ja już to przeżyłam… I znów dałam się wciągnąć. A jak zakończy się tak samo..? Teraz jednak sytuacja była inna, ale czy aż tak bardzo. Dopadły mnie zmartwienia, z którymi nie miałam siły walczyć. Niechętnie i dyskretnie zerknęłam w stronę Harrego. Ze strachem. Bałam się, że znów nic mnie nie powie, obróci się, a ja dalej będę czekała jak głupek na jego wyznanie. Ile można, przecież to już tyle czasu.
Harry jednak się nie obrócił. Leżał wpatrzony we mnie ze świecącymi oczami. Nie burzyłam tej chwili. Czekałam.
- Już dawno powinienem się na to zdecydować. Jak można być tak głupim człowiekiem i mieć tak irracjonalne obawy?- zapytał mnie. Nie miałam pojęcia o czym on mówi. Chyba to dostrzegł.
- Kocham cię i wiesz co? Teraz się nie boję do tego przyznać. Kochać to niszczyć…
- A być kochanym to zostać zniszczonym..- wychrypiałam…
- Może ta część historii już za nami?
- A jeśli nie?
- Nie bój się. Już nigdy cię nie skrzywdzę..- pogładził mnie delikatnie po nagim ramieniu.- Teraz wszystko będzie dobrze..
Najgorsze, a może najlepsze było to, że mu uwierzyłam. Tak po prostu, bez zastanowienia i żadnych racjonalnych argumentów. Czyżby miłość, o której tyle razy głośno mówiłam?

*
„Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu.”**
Tragiczna miłość, obleczona delikatnym powiewem zainteresowania. Miłość mająca dobre i złe strony. Sprawiająca, że każdy twój ruch ma skończyć się porażką i sam musisz wniknąć w tajemnice człowieczeństwa, by poznać odpowiedź na to jak nie zwariować. Jak znaleźć trzeci szlak. Ja, słynny Harry S. przez dwa lata próbowałem przeniknąć przez wszystkie mury, by zobaczyć tylko to, że moja miłość wcale nie jest tragiczna. Że nie musi skończyć się źle, a przyczyną mojego myślenia jestem ja sam. Moje wszystkie zmysły mówiły, że każda decyzja skończy się jej agonia, a tak naprawdę niepodjęte decyzje przyczyniały się do jej powolnego obumierania w sobie. Niestety to nie romantyczna miłość i poznanie natury nie wchodziło w grę. Pewne było jednak, że ta próba mogła kosztować mnie życie.
Łatwiej było po prostu zdać się na instynkt. Na własne id, które doprowadziło mnie do zaspokojenia żądz, które pomogły mi podjąć oczywistą decyzję. Ja ją kochałem! Tak bardzo, że serce mi pękało. I mimo, że to nie czasu wielkich, metafizycznych uczuć to ja się tak właśnie czułem. Jakby ona była mi przeznaczona. I miałem nadzieję, że nie przytrafi mi się historia Kapuletich i Montekich, a niebo nie będzie nam nigdy współczuć jak u Norwida.
„I gwiazdę zrzuca ze szczytu”. Oby niebo nigdy nad naszym losem nie płakało. Przecież ja nie jestem taki..  Nie jestem..?  Czego można spodziewać się po romantyku??

A! I jak to się skończyło? Ha. Historia kołem się toczy.

*******

** Cyprian Kamil Norwid "W Weronie"

Co ja mam powiedzieć? To już koniec. I brak mi słów. Naprawdę. 
Mam nadzieję, że było warto czekać, choć ja sama zadowolona nie jestem. Może to troszkę chaotyczne, ale takie ma być.. Wytrącające.;) 

Po tych wielu chwilach z tym opowiadaniem, z tymi bohaterami trudno mi napisać ostanie zdanie, ale wiadomo,że będę musiała to zrobić. Mam nadzieję, że jakoś ze mną przeżyliście i hm. gratuluje wam, że tyle ze mną wytrwaliście ( ja sama  mam problemy z wytrwaniem z samą sobą.;x) .
Chyba przyszła pora na podziękowania, prawda? Tak, więc dziękuję:
Wszystkim! I składam wam najlepsze, zaległe życzenia świąteczne i noworoczne. 
Dlaczego wszystkim? Ponieważ uważam, że wszyscy jesteście wyjątkowi i nie bez udziału w tym opowiadaniu. Osoby, które są ze mną od początku ( ja wiem które to są i one raczej też) zasługują na szczególnie wielkie Dziękuję;*. Nie będę się do nikogo zwracać osobiście, uważam, że każdy się przyczynił do niejakiego sukcesu tego opowiadania, a poza tym nie chciałabym nikogo pominąć. Mam nadzieję, że nikogo tym nie uraziłam. 
Kilka z was ( wiecie o kim mowa) bywało tu zawsze. Dziewczyny! Macie ode mnie wielkiego buziaka, za to, że dawałyście mi siłę do walki z klawiaturą. szczególne, że ja czasem byłam po prostu okropna w stosunku do was. Proszę o wybaczenia.
Teraz kiedy skończyłam moją opowieść, będę starała się w miarę możliwości regularnie pojawiać się na waszych blogach. Nic mnie nie zatrzyma..! A jeżeli to proszę o powiadomienie na gg.

Ostatni raz tutaj podaje moje gygy, na które zawsze możecie pisać w różnych sprawach. Jestem chętna każdego wysłuchać, po prostu porozmawiać, przyjąć krytykę, a nawet pomóc w razie potrzeby. Do napisania! 
GG: 43297053 
Może się jeszcze kiedyś spotkamy na jakiejś stronie ^^


I jedna prośba: Czy każdy mógłby zostawić choćby jeden krótki komentarz? Chciałabym zobaczyć ile was dotrwało do końca.;)
Ostatni raz pozdrawiam.!
~H.

sobota, 15 grudnia 2012

Odc. 36


36.
-Co tutaj robisz? Czy nie powinnaś być..- zapytałem, właściwie nie kończąc. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko kącikami ust.
- Nie mogłam wysiedzieć. – odpowiedziała prawie szeptem. Podeszła do najbliższej ławki i usiadła, a następnie poklepała miejsce obok siebie dając mi wyraźny znak, bym usiadł z nią.
- Czyli nie zaprzeczasz, że twój „pomysł” był to chrzanu? – zapytałem. Oliwia zaśmiała się. Nie był to radosny śmiech. Dawno już u niej takiego nie słyszałem. I nie domagałem się.
-Nie. Nie zaprzeczam, ale nic innego nie potrafiłam wymyśleć. Mark po was zadzwonił i jak stanęliście pod moimi drzwiami to dosłownie zamarłam. Nie wiedziałam co mam robić. I bałam się.
- Konfrontacji?- zapytałam obracając głowę i patrząc na nią. Ten pierwszy raz nie byłem zdenerwowany, nie bałem się. Było tak jak kiedyś. Spokojnie. Oddychałem regularnie i łapałem się tylko na tym, że wpatruję się w nią tępo.
- Dokładnie. Co miałam wam powiedzieć? Tobie to już wiesz.. Nie miało znaczenia, ale Zayn..
Przez chwile panowała niespokojna cisza. Co ja jej miałem powiedzieć..? Naprawdę nie miałem żadnego pomysłu. Nie mogłem jej robić wyrzutów, przecież nie byliśmy razem, a nasza cała „ miłość „ opierała się tylko na słowach. Rzadko znajdowała odzwierciedlenie w czynach. To było tylko i wyłącznie toksyczne zauroczenie. Przynajmniej chciałem tak myśleć, a jedyne co mi przeszkadzało to ja sam.
- Szkoda, że nie udało nam się dokończyć rozmowy.. wtedy po imprezie..- odezwałem się.
- Myślisz, że wszystko potoczyło by się inaczej?- zapytała patrząc mi w oczy. Uśmiechnąłem się.
-Miło, by było, nie? Chociaż kto to wie.. Jak kochałaś Zayna to i tak byś z nim była.
- Jak kochasz Alex to i tak byś z nią był..- odgryzła się. Wybuchnąłem śmiechem. Liv popatrzyła na mnie zdezorientowana. Po chwili sama zaczęła się śmiać jakby to wszystko było najlepszym żartem na świecie.
- Znam Alex zaledwie kilka tygodni.. – powiedziałem w końcu.
- To przecież nie ma znaczenia! Nigdy nie miało.
- Tylko raz nie miało. Czemu miałbym kochać Alex.? Jeszcze się dobrze nie wyleczyłem..- powiedziałem i natychmiast ugryzłem się w język. Swobodna atmosfera opadła jak mgła. Zaryzykował i spojrzałem na dziewczynę, o której niedawno śniłem, która była moim marzeniem.
Milczała. I ja postanowiłem się nie odzywać. Miałem nadzieję, że tym razem to ona przerwie cisze. Powiedziała tylko jedno zdanie.
- Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym. *
- Chyba oboje zostaliśmy starci w pył. – podsumowałem.
- Nie można walczyć ze swoim przeznaczeniem.
-Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza.
- Drugim jest śmierć. **
Znów zaczęliśmy się śmiać.
- Co za metafory, wielka gwiazdo? – powiedziała i pchnęła mnie lekko w ramię.
- Nie żartuj z tak poważnych tematów..- zaśmiałem się.
- Nie żartuje. – odpowiedziała jak najbardziej poważnie. – Boję się, Harry.
- Mnie się boisz?- zapytałem .
- Nie. Boję się siebie. Czasem czuję coś czego nie powinnam. Niszczę siebie i ludzi wokół. Nie chcę tego i nie wiem jak walczyć, ze swoją mroczną stroną. – wyznała. Jedyne skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to Fortuna. Liv zawsze miała dwie twarze. I jak mogła z tym walczyć? Może najlepiej było by nie walczyć i poddać się, jak walka nic nie daje?
- Nie walcz.
- Nie mogę. It breaks my heart 'couse I know you're the one for me
Don't you feel sad there never was a story obviously
And never be

You will never know
I will never show
What I feel What I need from you no
You will never know
I will never show
What I feel What I need from you

With every smile comes my reality irony
You won't find out what's been killing me
Can't you see me
Can't you see***
Siedziałem i słuchałem jak recytuje słowa znanej mi piosenki. „Nie bądź smutny, najwyraźniej nigdy nie było tej historii.” Szkopuł w ty, że to się wydarzyło, a Oliwia właśnie mi komunikowała, że tylko ja stoję na drodze do tego, by ona nie raniła innych. Tylko ja. Jeżeli to oznaczało to o czym myślałem.. Moje serce urosło i zaczęło bić w nienaturalnym rytmie. Uśmiechnąłem się.
- Nie walcz. – powtórzyłem. Obróciłem się, przysunąłem i popatrzyłem w oczy, zawstydzonej dziewczynie. – Wiem, czemu niszczysz ludzi obok siebie..  Gdyby nie ja, gdyby nie ta cała historia, nic by się nie działo. Ale kochać to niszczyć. Zniszczmy się nawzajem. Oszczędźmy tych biednych ludzi..
- O czym ty mówisz, Harry?- zapytała. Poczułem jakby wielki młot uderzył mnie w sam czubek głowy. Najwyraźniej na opak zinterpretowałem jej słowa.
- Przepraszam. Nie powinienem był.. Chyba mi powoli odbija. – Oliwia się zaśmiała.
- Jesteś całkiem jak kiedyś, Harry. Kochaj mnie! Po prostu mnie kochaj. To jest klucz.
Wykrzyknęła, wstała i jak gdyby nic… odeszła.

Sama nie rozumiałam co się działo. Co właściwie powiedziałam? Zaśmiałam się na głos, aż zaczęli za mną obracać się ludzie. Teraz nic ode mnie nie zależało i czułam się z tym świetnie. Wydusiłam z siebie całe napięcie. Powinno to wszystko skończyć się wcześniej, ale teraz też jest dobrze. Odpuściłam. A najlepsze było to, że teraz moje wnętrzności nie skręcały się już w niekontrolowanym tańcu śmierci. Byłam wolna i na jakiś swój sposób szczęśliwa. A co zrobiłam, by tak było? Powiedziałam kilka słów, zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. Czy opanowałam swoje życie? Może, choć nie do końca. Na pewno w pewnym stopniu. Teraz byłam już pewna czego chcę. Jak każdy człowiek na świecie pragnęłam tylko jednego: szczęścia. A kto mi je mógł dać? Ktoś kto mnie będzie kochał. Naprawdę kochał. Ktoś kogo ja będę kochać z całego serca, całej duszy. Czy znalazłam takiego mężczyznę? Nie. Znalazłam chłopca, chłopczyka, który sam się zagubił. Nie mogłam czekać aż dorośnie, bo ile to może trwać przy takim stylu życia.
Ja chciałam tylko dążyć. I będę. Odnajdę swoje szczęście, które jest dążeniem. Co nam daje złapanie króliczka? Lepiej go przecież gonić., To gonitwa pcha nasze życie do przodu i daje nam troszkę radości. Chociaż troszkę. Przecież nie można być obłędnie szczęśliwym, bo można zwariować. A żadne nieszczęście nie jest warte tego, by porywać się na własną szansę. Ja się porwałam i jak to się skończyło? Nijak. Nic nie było tego wszystkiego warte. Żadne wyrzeczenia. Tak naprawdę, po tym wszystkim co przeszłam, nie zyskałam nic, co było by cokolwiek warte. Tylko krótkie, przelotne historie tkwiące jak drzazga w pamięci.
Teraz nie miałam już nic do stracenia. Musiałam iść naprzód i zostawić przeszłość za sobą. Nie sama. Czemu miałam z wszystkiego rezygnować? Przecież to droga jest najlepsza. A samotna droga jest wyboista. Chciałam dążyć do swoich celów w szczęściu i z moimi przyjaciółmi. Jeśli wiecie co mam na myśli? Co…
Może to tylko sen? Czy to się w ogóle zdarzyło? A może jestem zwariowaną pisarką bez szans na przyszłość? Sama się gubię co jest rzeczywistością. Kim ja jestem? Czemu wszyscy spodziewają się czegoś wielkiego, spektakularnego zakończenia? A może ja nie chce...? Oczywiście, jeśli to prawda..
I odpływam w ciemność…Czy to stan umysłu? Omdlałam? A może umieram?
Jedno jest pewne. Ja go kocham. Tylko, że to tylko słowa.
*
Oliwia znów popadała w lekki obłęd, ale czy była chora? Raczej nie. Była wyzwolona. Takie już są te jedyne, specyficzne osoby z niecodzienną osobowością. Uległe, niepochamowane i często zagubione oraz niezrozumiane. Liv jednak próbowała, przez cały czas próbowała. A Harry? Tego nie mogę wam powiedzieć. Nawet narrator nie zawsze ma czelność zaglądać w duszę bohaterów. Szczególnie kiedy ci walczą z samymi sobą. Jedno jest pewne. Harry ma problem i nikt mu w nim nie pomoże. Czasem nawet braterstwo na niewiele się zdaje, a przyjaźń okazuje się delikatna jak mgiełka, której nie da się pochwycić. I człowiek zostaje sam na pustyni własnych myśli, by podjąć tą ostateczną decyzję, najlepszą. W którą stronę pójdzie Harry? Tylko on zna na to pytanie odpowiedź.
 ***
*Przewodnie hasło całego bloga. Właśnie tak ono brzmi, więc gratuluję wszystkim, którzy zerknęli do 14 odcinka i je odkryli. A jeszcze bardziej gratuluje tym, którzy po prostu wiedzieli.;)) 
Hasło to cytat z książki Cassandry Clare z pochodzący z trylogii "Dary anioła"
** Klasycznie:  Andrzej Sapkowski - "Miecz przeznaczenia". W gruncie rzeczy nie wydaje mi się, żeby Harry to znał, ale tutaj wszytko jest możliwe.
*** Imany- "You will never know"
Przedostatni odcinek, wyszedł mi raczej słabo, ale.. Napisany jest dla tych niewielu, którzy czytają. Miło z waszej strony. Przez niską ilość komentarzy musieliście tak długo, jak na mnie czekać. Mam nadzieję, że tym razem lepiej się sprawicie. W końcu kiedy jak nie teraz. Już niedługo KONIEC!

Pozdrawiam, dziękuję za komentarze i proszę o więcej;))
~H.

niedziela, 2 grudnia 2012

Odc. 35


35.
Moja sytuacja: określana mianem beznadziejnej. Stałam w korytarzu. Naprzeciwko mnie o ścianę opierała się Gemma, jakby miała za chwilę zemdleć, a Mark wychylał się zdziwiony z salonu. Stałam podpierając boki z wiedzą, że na korytarzu stoi pięciu chłopaków, w tym mój były, trzech przyjaciół i miłość mojego życia, która ma inną. Zaczęłam się śmiać ze swojej bezradności.
- Może to jest dobry moment, Liv?
- Czyli przyznajesz się, że to ty powysyłałaś im te głupie smsy?
- NIE! Wiesz, ze nigdy bym tego nie zrobiła!
- Na pewno.. Ostatnio lubiłaś się wtrącać.
- Myślałam, że już mamy to za sobą.! Poza tym dla mnie to też nie jest komfortowa sytuacja, wiesz?
- Dajcie spokój dziewczyny!- interweniował czujący w powietrzu kłótnie, Mark. – To ja, oky?
- Jak?- zapytałam na wpół przytomna. Miałam ochotę wyjść i nie wracać. Mój własny brat…
- Twoja komórka od dwóch dni leży u mnie na biurku. Przepraszam, ale tak nie można..
- No właśnie Mark.. Tak nie można…- obróciłam się do niego placami i otworzyłam drzwi z uśmiechem.
- Wejdźcie. – powiedziałam.. Trzeba to wszystko jakoś doprowadzić do porządku.

- Między każdym z nas jest jakieś napięcie.. No prawie każdym, Liam.- ubiegłam podnoszącego ręce, w geście protestu, Liama. – Ja jednak nie wiem jak to wszystko pozbierać, wyjaśnić, dlatego mam jedną propozycję.
Może i moja przemowa była beznadziejna, ale byłam w gruncie rzeczy z niej dumna. Dlaczego? Ponieważ powiedziałam wszystko co chciałam. Liam siedział wpatrzony we mnie z zaciekawieniem, Gemma była zdziwiona, Mark jakoś dziwnie zaskoczony. Zayn siedział naburmuszony i widziałam, że zraniony. Jak tylko na niego patrzyłam kroiło mi się serce. Nie chciałam go tak zawieść. Louis spoglądał co chwile to na mnie to na Nialla, to na Harrego.. Wyglądało to tak jakby nie mógł na niczym nawet na chwilę skupić wzroku. Niall patrzyła na Gemme jak w obrazek i zerkał raz po raz na Marka z obrzydzeniem. I Harry.. Bałam się na niego patrzeć, ale gdy tylko mój wzrok zbłądził widziałam, jak siedzi niezainteresowany sytuacją. Patrzył w sufit jakby obserwował chmury, lekko zamyślony i skupiony. Zrobiło mi się smutno. Kolejny cios.
Odetchnęłam głęboko.
- Cofnijmy czas.- zaproponowałam. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.- Jakby to wszystko się nie zdarzyło.. Cofamy się.. Nie ma nas Zayn, Niall nie jesteś z Gemmą, nie rozmawiam z Harrym zero wyrzutów, nie ma ostatniej naszej imprezy. Zapomnijcie o Emmie i moim psychiatryku, Harry nie pije, jest pogodny, nikt się nim nie zajmuje..- wymieniałam kolejne zdarzenia i patrzyłam jak każdy walczył z sobą w duchu. -  Ge nie jesteś w tajemnym związku z Niallem, nie próbuje popełnić samobójstwa, Liam nie daje mi złotych rad, Louis nie przyprowadza pijanego Harrego, nie śpię w salonie z Zaynem, nie zamykacie mnie w domku dla gości z Harrym, nie ma tej całej wojny, nie idę na spacer z Zaynem, Harry nie rzuca butelką, nie wpychamy się do basenu.. Nigdy się ze sobą nie przespaliśmy, Harry. Gemma właśnie niedawno zerwała z Markiem. Są ferie dwa lata temu. Poznajemy się. Mamy białe, czyste karty.
Zaśmiałam się..
- Czujecie to.. Ulgę. Nic się nie zdarzyło..!- wykrzyknęłam. Przez chwilę panowała kompletna cisza, a po minucie każdy po kolei wybuchał..
- Jestem za.- powiedział Liam.- To będzie takie świeże.. I nie będzie niedopowiedzeń.
- To się nigdy nie uda..- zaprotestował Zayn.- Jak mam wszystko zapomnieć. Tak się nie da.. Może właśnie o te niedopowiedzenia chodzi.? Trzeba sobie wszystko wyjaśnić. Moim zdaniem to właśnie jest sposób, by wszystko odkręcić. Poza tym ja bym bardzo chciał wiedzieć, dlaczego nie odzywałaś się do mnie dwa tygodnie..
- I wszystko zepsułeś.- wtrącił Louis.
Harry podniósł się i zaczął kierować do wyjścia.
- Znów wymiękasz?!- krzyknęłam za nim. Obrócił się. – Tylko to potrafisz. Wyjść!
- Wiedziałem, że o to chodzi!- wykrzyknął Zayn.- Czemu się nami bawisz, Liv? Jak możesz uważać, ze wszystko będzie tak jak kiedyś?
-Liv.- odezwał się Niall. – Myślę, ze twój pomysł jest dobry, aczkolwiek ma wady. Myślę, że ja mogę zapomnieć, Gemma może zapomnieć, Mark, przecież to było nic.. Liam i Lou chcą zapomnieć, a wy… Powinnaś bardziej się postarać. To wasza trójka, a właściwie dwójka była źródłem, uruchomiła ciąg przyczynowo skutkowy. Wybieraj..
- Nie mam z czego wybierać.. – powiedziałam wzruszając ramionami.- Nie jestem Bogiem, jak widać, nie mogę cofnąć czasu. Czym to skutkuje? Nie mam czego wybierać.. Oboje mnie nienawidzicie.- zwróciłam się do siedzącego na fotelu Zayna i stojącego w drzwiach Harrego. – Siebie też nienawidzicie. To jest chyba najgorsze.. i wiecie co jeszcze…? Ja nie chciałam się bawić żadnym z was. Przepraszam za wszystko. Harry..- popatrzyłam w zielone tęczówki przy których zawsze miękły mi kolana.
- Jesteś wspaniałym chłopakiem i zasługujesz na kogoś lepszego.. Zresztą ty to już wiesz. Przepraszam za uciekanie, brak wyjaśnień i całą tą sytuację. Mam nadzieje, że to już za nami. Nie kochasz mnie, ja nie kocham ciebie. Przepraszam i wybacz..
- Mam nadzieje, że wiesz co robisz, maleńka. – odezwał się Harry. Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnął się. Może i był to jakiś wymuszony uśmiech, ale mimo wszystko. Odwróciłam się do Zayna.
- Ty Zayn jesteś delikatny, czuły, opiekuńczy. Nie mogłam trafić lepiej..
- Mogłaś..- chrząknął szczerząc się do mnie Harry. Szybko doszedł do siebie. Pokręciłam głową.
- Nie mogłam. Jednak. Myślałam, że to coś więcej, ale czuje się jakby chodziła z bratem.. Zrozum ja tak nie umiem.. Kocham cię jak Marka, czy Karola. I tylko tak. Wybacz, wiem,  że postąpiłam dziecinnie.
Zayn chwilę siedział w milczeniu..
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie długo gniewać, siostro. Napijmy się..!
Gorzka atmosfera opadła. Chociaż na moment.
Zastanawiałam się chwilę, czy wszystko naprawdę można naprawić w jednym momencie, przez jedną rozmowę. I do jakich doszłam wniosków? Że nie. Wszystko było dobrze, owszem. Tylko, że z wierzchu. Mój plan był słaby i sama to czułam. Wszystko było pokręcone. Czułam jak świat wiruje mi przed oczami, a najgorsze było to, że musiałam się z tym wszystkim zmierzyć. Zatrzymać tą rozpędzoną rzeczywistość, która wyrzucała poza to wszystko. I nic mi nie pomagało. Izolacja była złym pomysłem, nic nie rozwiązywała. „Czyste karty”? Kłóciły się z moim sumieniem. A rozmowa bolała. Została tylko sztuczność i ten cały fałszywy stosunek, który nazywaliśmy przyjaźnią. Postanowiłam się napić.
Skupiłam swoje myśli na towarzystwie przy stole. Temat był dość osobliwy.. Dlaczego poruszali go przy mnie? Ach tak, znów byliśmy przyjaciółmi.. To dlaczego to tak bolało?
- No przyznaj się, zatopiłeś czy nie?- darł się Zayn do Harrego.
- Jesteście ohydni!- krzyknęła Gemma. Chłopcy wybuchli śmiechem.
- Cnotka, patrzcie ją..- zadrwił Louis. Gemma udała oburzenie. – Zapytał inaczej… Harry, czy przeżyłeś rozkoszną noc ze swoją nową koleżanką..?
- Jesteś paskudny i bezczelny.. Nie chce tego słyszeć!- wykrzyknęła Ge. Teatralnie zakryła uszy.
- Mussiiszzzz..- wysyczał Lou rzucając się na nią. Zaczęły się dzikie przepychanki.. Aż krzyknęłam, gdy na mnie wpadli. Skutkowało to tym, że Louis sobie o mnie przypomniał. Usiadł i nalał mi kieliszka.
- Twoje zdrowie, Liv. – powiedział i na raz wypiliśmy rozgrzewający płyn. Ściągnęłam sweterek.
- Szykuje nam się striptizz.- poruszał brwiami Lou.- Chodźmy do sypialni…
- Zbereźnik. Rączką, rączką.
- I to.. A!- oburzył się Louis. Wreszcie wrócił do tematu Harrego.- To jak z kasztanowłosą?
- Ge ma rację, jesteś chory..
- Czyli coś było!
Harry się tylko uśmiechnął ukazując te swoje cudowne dołeczki. Popatrzyła na niego smutno i wymusiłam uśmiech. Chciałam stamtąd wyjść, ale byliśmy przyjaciółmi.

Co ja im miałem powiedzieć? To wszystko było takie niezręczne. Cała ta sytuacja. Samo siedzenie w tym pokoju było jakieś takie.. Nie wiedziałem nawet jak to nazwać. Gotowałem się w środku. Siedziałem jak ten ostatni jeleń i musiałem udawać, że wszystko jest okey. Tak jakbyśmy nie mogli rozstać się wszyscy w zgodzie. Tylko, że tego też nie chciałem. Wiedziałem, że będę cierpiał.
I po co to wszystko było? Te wielkie słowa o miłości, ta tragedia, niespokojne noce, płacz, paląca tęsknota i pożądanie. Po co jak na końcu i tak mieliśmy udawać szczęśliwą rodzinę, choć w gruncie rzeczy wszyscy się nienawidzili. Odejść się nie dało i zostać nie było jak. Musiałem stąd wyjść. Inaczej mógłbym zwariować.
- Koteczki.- rzuciłem.- Muszę wyjść na razie. Widzimy się niedługo.
Wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia. Czułem jak śledzą mnie wszystkie oczy.
- Dobrze wiemy gdzie idziesz, Harrs. – wykrzyknął w moją stronę Lou. Uśmiechnąłem się sztucznie. Oh jakby wiedział.
- Powodzenia!- krzyknął Niall nim zamknąłem drzwi nawet się nie obracając.

Była ładna pogoda, jak na tę porę roku. Słońce właśnie zachodziło. Niestety zimny wiatr smagający lekko po twarzy nie nastrajał na długie spacery. Niestety nie miałem dokąd iść. Nie chciałem siedzieć sam w domu, zamknięty w czterech ścianach. Chciałem przestrzeni. Tego mi brakowało. Tyle czasu. Musiałem pomyśleć. Cofnąć się. Może właśnie na to był czas? Tylko po co? Co zyskam? Może właśnie odwrotnie.. Może czas iść na przód? Zaśmiałem się. Chyba każdego kiedyś nachodzą te myśli. Wszyscy psychologowie mówią „ Idź do przodu. Nie patrz za siebie” . Niestety ja nie widziałem przed sobą przyszłości. Dla mnie ona po prostu nie istniała.
Wszystko to co kiedyś kochałem przepadło. I było tylko jedno pytanie: Czy byłem w stanie znów pokochać?. Czy potrafiłem się zaangażować? Czy chciałem?
Wszystko było takie niejednoznaczne. Potrzebowałem bodźca, który właśnie szedł przede mną.
- Harry.
Uśmiechnąłem się do stojącej przede mną dziewczyny. 

*** 
Witam!
Wreszcie znalazłam czas, by coś dodać. Ostatnie tygodnie były szczególnie dla mnie wyczerpujące, więc przepraszam za wszystko. 
\Co do Liebster Arwards. Dziękuję bardzo za wszystkie nominacje jakie dostałam. Miałam zamiar na to wszytko odpowiedzieć, ale po prostu brak mi czasu. Przepraszam. Zresztą wątpię, jakoby każdy czekał na moje odpowiedzi.Gdyby ktoś chciał mi zadać jakiekolwiek pytanie to zawsze możecie to zrobić na moim gg: 43297053.
W zabawie raczej udziału nie wezmę, choć może.. Jak mi się uda to na pewno odpowiem na wszytko.; )

Odcinek. Moim zdaniem jest beznadziejny. Chyba was troszkę rozczarowuje tą końcówką. Przepraszam, moja wena gdzieś wyparowała. Może to właśnie przez ten brak czasu i życie w pośpiechu nie mogę się właściwie nastroić. Jeszcze DWA! Myślę, że dwa starczą, by to wszystko zakończyć. Przykro mi. 
Na wszystkie pytania dotyczące odcinka i Liebster odpowiadam na gg. 

Co do mojej zagadki.:) Odpowiedź możecie znaleźć w odcinku 14, tak mi się wydaje. W Holmes Chapel , w momencie zgody.; )) Mówi o uczuciach. Mam nadzieje, że sobie poradzicie. Na odpowiedzi czekam na gg, ewentualnie w komentarzach. Ktoś zgadnie? Odpowiedź padnie już w następnym odcinku!

O czymś zapomniałam?  Jak tak to piszcie.; )) Za niedociągnięcia, niedoskonałości i ignorancję przepraszam. 
Pozdrawiam.!
~H.

wtorek, 13 listopada 2012

Odc. 34


Enjoy!
34.

Zapukałam do drzwi.. Nikt nie otwierał. Zapukałam ponownie. I jeszcze raz. Zaczęłam naciskać dzwonek. Byłam strasznie zdeterminowana. Bałam się kto mi otworzy, ale musiałam zaryzykować. Miałam jednak szczęście.
- Oliwia?!- zdziwiła się Gemma.
- Musimy pogadać.- powiedziałam i wpadłam do mieszkania Harrego. Miałam nadzieję, ze drugiego lokatora nie ma, że jest jeszcze na próbie..
- Co się stało?- zapytała..
- jeszcze się pytasz.? Wszystko się stało. Wszystko co najgorsze. Rozpadła się nasza przyjaźń. Nasza, chłopaków, wszystkich. Mam dość, to koniec, trzeba to naprawić. Zakończyć przyzwoicie..
Nie udawaj głupiej, Ge. Wiesz o co mi chodzi. Wybaczam ci. Wybaczam ci wszystko. Chcę, żeby było jak kiedyś. Wiem, że będzie ciężko, ale to jest możliwe. Możliwe..
- Liv.- wyszeptała Ge.
- Nic nie mów. Przytul mnie, lamo..- wpadłyśmy sobie w objęcia i tkwiłyśmy tak przez dłuższą chwilę. Nie obeszło się oczywiście bez łez.
- Jak zamierzasz wszystko naprawić..?
- Bez niedomówień.- powiedziałam.

-Nie wchodź tam!
-Nie otwieraj drzwi!
- Otworzył!- krzyknęłyśmy razem i zaczęłyśmy się panicznie śmiać, gdy jakiś cień zżerał jednego z głównych bohaterów jakiegoś psychodelicznego horroru.
-Jesteś naprawdę głupia. – powiedziała Gemma i rzuciła we mnie popcornem.
- Taki już mój urok…- uśmiechnęłam się przesadnie.  W tej chwili zadzwonił telefon Ge.
- Nie dadzą mi żyć..- westchnęła i odebrała.- Co jest Harry?- usłyszałam.
- Nie mogę oglądam film.. Nie, nie wpadniesz.. Daj spokój. Jutro. Z Alex? Nie, raczej nie. A rób co chcesz… po co właściwie dzwonisz, braciszku? Hm? No właśnie, tak myślałam..- słuchałam jak Gemma rozmawia z bratem i rozłącza się bez słowa pożegnania..
- On jest jakiś nienormalny.. Nic nie rozumie…- wyrzuciła Gemma wymachując rękami.
- Jak ma rozumieć, jak my same jeszcze nie rozumiemy?- Ge zaczęła się śmiać, a ja poszłam w jej ślady.
- Trzeba urządzić parapetówę. – powiedziała chwytając stojącą na ławie butelkę piwa.
- No to trwa, mało ci.. I tak nikt nas nie znajdzie! Miejsce ninja.
- A może już czas?
- Ale na co? Masz jakąś idee?- zapytałam.
- Nie, dajmy sobie może jeszcze czas, Liv.- zaśmiałam się.
Już dwa tygodnie mieszkałam z Gemmą w niedrogim, wynajmowanym przez nas mieszkaniu na obrzeżach Londynu. A najśmieszniejsze było to, że nikt nie wiedział gdzie mieszkamy. To było jakieś takie dziecinne, ale świetnie się przy tym bawiłyśmy. Dwa tygodnie temu, gdy stwierdziłyśmy, że trzeba wszystko naprawić, nie miałyśmy tak naprawdę żadnego pomysłu, ani narzędzi, żeby to zrobić. Zamieszkałyśmy razem, a jedynymi osobami jakie znały nasz adres to był mój ojciec i Marie. No i Mark analogicznie, ale choć ostatnio troszkę mnie zawiódł to nadal mu ufałam. Nawet Harry nie dostał od nas żadnych informacji, choć tak bardzo chciał je wyciągnąć od Ge. Na przykład przed chwilą. Mój ojciec, mimo, że wiedział gdzie jesteśmy to prędzej, by skoczył z okna niż wyjawił to któremuś z 1D, a zwłaszcza Harremu.
Właśnie taką miałyśmy z Ge umową. Chowamy się i myślimy jak wszystko doprowadzić do względnego porządku co nam dość opornie szło. Ja do Zayna nie odzywałam się już dwa tygodnie, a telefon miałam cały czas wyłączony. Bałam się, że złapie mnie na ulicy, czy na zajęciach, ale Londyn to naprawdę duże miasto.. A może mu nie zależało.. Nie ważne. Nie chciałam się na razie z nim widzieć.. Chyba się już domyślił, że to koniec. A najgorsze było to, że czułam z tego powodu jakaś ulgę. Było mi naprawdę dobrze..
Harry spotykał się z inną dziewczyną.. Przynajmniej tak mi się zdawało i było to dla mnie strasznym ciosem, ale czy ja nie postępowałam tak samo. Nic już na to nie mogłam poradzić, nie chciałam drugi raz trafić do Kanady, więc dałam sobie spokój z chłopakami. Samej naprawdę było mi dobrze.. I w głębi serca znów bałam się konfrontacji.. Chyba nikt nie miał tyle talentu do mieszania co ja.

-Dostałeś?- zapytała mnie zwalając się na kanapę Louis. Na chwilę straciłem koncentrację i nie miałem pojęcia o co właściwe chodzi, ale szybko załapałem.
- Tak, Lou. – odpowiedziałem wpatrzony w telewizor.
- I? Niall?- obróciłem się twarzą do niego..
- Jeszcze nie wiem..

Przystanąłem wczytując się w treść SMSa i zmarszczyłem brwi.
- Harry? Stało się coś?- usłyszałem szept Alex i poczułem jej dodającą otuchy dłoń na ramieniu.
- Chyba nie.- odpowiedziałem wahając się.- Ale chyba z naszych dzisiejszych planów nici.
-Czy to ona?- zapytałam ta wspaniała dziewczyna o kasztanowych włosach.
- Też. –odrzekłem.
- Sam sobie jesteś winny. Rób jak chcesz.. Idź.- powiedziała jakby wiedząc o co chodzi. Nie miałem nawet ochoty za nią krzyczeć. Patrzyłem chwilę na plecy dziewczyny, z którą ostatnio się umawiałem, by po chwili jeszcze kilka razy przeczytać SMSa.

-Nie wierzę..- usłyszałem szept Zayna.
- Idź. Przekonaj się..
- Liam! To nie jest takie proste.
- Ależ tak. Pójdę z tobą.

- Mark! Co ty tutaj robisz?!- krzyknęłam na widok przyszywanego brata.
- Przyszedłem na parapetówkę.- odpowiedział wymachując butelką wina. – Powinno by być ci wstyd, że sam muszę się wpraszać. Oczekiwałem zaproszenia tydzień temu, a nie dostałem go wcale.
- Przepraszam..- jęknęłam wciągając Marka do środka.- Raczej nie oblewałyśmy naszego nowego mieszkania w większym gronie. I nie będziemy.
- Czemu?- zapytał i sam sobie odpowiedział. – Wiem czemu. Boisz się. I wracamy do punktu wyjścia. Znów się boisz..
- To wszystko jest strasznie zagmatwane. Nie ważne, jak już tu jesteś to chodź. Opijemy nasze lokum.
Weszliśmy do salonu. Gemma podniosła na nas wzrok, nie zatrzymując go na dłużej na żadnym z nas. Popatrzyła na trzymaną przez Marka butelkę.
- Za co pijemy?- zapytała
- Za was. Za mieszkanie. Za lepsze życie.
- Czyli uświnimy się jak świnie. – podsunęła Gemma odbierając mi butelkę.
- Dawno tego nie robiliśmy.. I myślę, że dziś też będzie z umiarem.
Zaśmiałam się.
- Ty nie myśl, tylko siadaj.
Mark spoczął na wyciągnięcie ramion od Gemmy. Widziałam, że między nimi tworzy się jakaś niewidzialna bariera, ale już się przyzwyczaiłam. Przynajmniej zachowywali się nienagannie. Bez zbędnych wyrzutów, czy czegokolwiek. Jak zwykli długoletni przyjaciele, którym coś kiedyś nie wyszło. Zazdrościłam im tego, ale z drugiej strony może to właśnie było ich przekleństwem.?
Usłyszałam dzwonek do drzwi zanim jeszcze dobrze usiadłam. Popatrzyłam na Marka z wyrzutem. Czego zapomniał, że Marie aż tutaj się fatygowała?
Poszłam otworzyć, a gdy tylko drzwi się uchyliły stanęłam skamieniała.
- Co wy tu robicie? Skąd macie adres?- zapytałam stojących za drzwiami Zayna i Liama.
- Ty nam go wysłałaś. Podobno robisz parapetówkę. – odpowiedział Liam pokazując trzymaną w rękach półlitrówkę.
- Co?!- wykrzyknęłam. Za moimi plecami pojawiła się Gemma i Mark.
- Kto jeszcze wie?- zapytała Ge jakby przeczuwając.
- Nic wam nie wysyłałam. Poza tym mój telefon jest wyłączony i leży w sypialni…
Nie zdążyłam dokończyć zdania, gdy za plecami moich gości pojawiły się jeszcze trzy postacie.
- Chyba sobie jaja robicie..- wyszeptałam i zamknęłam drzwi.

*** 
Brak zaskoczenia? Może, ale pamiętajcie, że doprowadzamy to do końca.. ;)) 
Jak bd wyglądało ich naprawa wszystkiego? A może rozpęta się III wojna światowa? Co myślicie, jak to się skończy biorąc pod uwagę ich charaktery i zachowania, w niektórych sytuacjach..? Piszcie..;))

I zagadka, co ja wam już powiedziałam..? Cytat, tak. Emocje, uczucia? Tak. Teraz coś bardziej.. Cytat pojawia się w odcinkach, gdy wszyscy są zdrowi.. Jeśli nie macie pojęcia co do cytatu, nie czytaliście książki to szukajcie sentencji, lub po prostu ładnej wypowiedzi.. W następnym ostatnia podpowiedź.. Powiem, kto to mówi.; )) 

Pozdrawiam. 
Proszę o linki w komentarzach.. KOMENTARZACH, czyli bez spamu, gdzie mam zajrzeć. 
~H.

niedziela, 4 listopada 2012

Odc. 33


33.

Wpadłam do domu zdyszana po porannym joggingu.. Wbiegłam do kuchni i chwyciłam butelkę z wodą wypijając wszystko do dna.
- Bieganie.. uff.- rzucił wchodzący do kuchni Mark. Po tonie jego głosu mogłam się zorientować, że sport nie jest tym co lubi.
- To rozładowuje.- powiedziałam i poszłam do pokoju, by wziąć prysznic i się przebrać. Tego co zastałam na dole po pobieżnej kosmetyce, nigdy miałam nie zapomnieć. W moim własnym salonie siedziała dziewczyna, którą bardzo dobrze znałam.
- Oliwia, ktoś do ciebie.- powiedział mój ojciec, który niedawno wrócił do domu stojąc koło kanapy. Z jego miny nie mogłam wywnioskować czy był zadowolony czy wręcz przeciwnie. Tym razem nie zdradzał żadnych emocji. Nie tak jak wtedy, kiedy dowiedział się, że odnowiłam kontakt z OneDi i do tego jestem z Zaynem. Nie miał jednak nic do powiedzenia na temat mojego związku z Zaynem. Były tylko dwa wyjścia, albo wszystko akceptował, bo to moje życie, albo się wyprowadzałam. Podjął tą pierwszą opcję.
- Emma?!- krzyknęłam rzucając się w ramiona przyjaciółki.- Co ty tu robisz, piękna?
- Wyszłam!
- O matko! Strasznie się cieszę.. Chodź idziemy na miasto. Pogadamy na spokojnie.
Kilka minut później siedziałyśmy pod oknem w pechowej dla mnie kawiarni. Na szczęście ja nie wierzyłam w przesądy ani przeznaczenie.. A może wierzyłam?
- Co się z tobą działo po moim wyjściu?- zapytałam mieszając swoją kawę.
- To samo co zawsze.. Tylko teraz bardziej się starałam. Może życie nie jest jednak aż tak bezsensowne.? Zresztą lepiej mów co u ciebie?!- zakrzyknęła lekko. Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiele. Naprawdę wiele..
- No to mów!
- Wznowiłam kontakty z Gemmą i całym One Direction..
- Liv..
- Nic nie mów. To było dobre, przekonałam się.. Wcale nie zmarnowałam terapii. Teraz jestem szczęśliwa..
- Ale nie do końca?- popatrzyła na mnie Emma jakby czuła, że troszkę zatajam prawdę.
- Nie jestem z Harry. – uprzedziłam.
- Wcale tego nie sugeruje. Zresztą dobrze.. Moim zdaniem w ogóle nie powinnaś się z nimi spotykać.
- Nie martw się o mnie aż tak. Z Gemmą ostatnio mam słabszy kontakt.. Z Harrym nie mam wcale i nie zamierzam, chyba sobie znalazł inna laskę.. Tylko z Zaynem się widuje..- powiedziałam, a Emma zrobiła dziubek wyrażający jej zniesmaczenie.
- Co za różnica ten czy inny? Dałabyś sobie spokój z tą całą bandą.. Teraz masz mnie.- zakomunikowała. Zdziwiłam się.
- Jak to.?
- Wynajęłam mieszkanie w Londynie. Znalazłam też prace..
- O matko, to fantastycznie! Ale mimo wszystko.. Nie bądź jak Gemma, proszę o wsparcie, a nie o nachalne wtykanie palców między drzwi.
Emma się tylko uśmiechnęła.

- No chodź ze mną- nalegał Zayn.
- Wiesz, że to nie jest dobry pomysł.. W obecnej sytuacji..- wyjąkałam..- Może lepiej zadzwonię do Emmy na pewno będzie chciała się, ze mną wybrać do jakiegoś kina czy coś.
- Daj spokój, maleńka. Nie chcesz ze mną spędzić trochę czasu.
Westchnęłam. Miałam naprawdę duże obiekcje. Ostatnio sytuacja między mną, a zespołem 1D była napięta. Zayn też narzekał, że się od niego odsuwają. Sam miał trudno, a co dopiero ze mną. Nie chciałam, żeby przeze mnie miał przykrości. No i jeszcze moje egoistycznie pobudki. Nie chciałam znów stanąć oko w oko z Harrym i jego nową laską, którą swoją drogą szybko się pocieszył. Byłam na niego naprawdę zła, choć zrobiłam to samo tylko w możliwie najgorszy sposób. Wszystko było inaczej niż chciałam. Było mi z Zaynem naprawdę dobrze, ale ciągle bałam się, że to nie to, że zaraz coś się skończy lub coś innego zaskoczy. Życie w tym ciągłym strachu stawiało barierę do mojego szczęścia.
- No dobrze, ale nie chcę żebyś źle się czuł..
- Z tobą? Nigdy. Chodź. Nic się nie stanie, przecież jesteśmy przyjaciółmi.. wszyscy.
- Ostatnio mam co do tego wątpliwości..- rzuciłam cicho. Zayn udał, że nie słyszy i z uśmiechem na ustach pociągnął mnie za rękę.
Po kilku minutach otwieraliśmy drzwi, za którymi znajdowało się całe One Direction. Mało kto miał takie szczęście, żeby oglądać ich próby.
- Siema,Liv.- podbiegł do mnie Liam i przybił mi piatkę. Chyba on jeden tylko nie był na mnie zły za tą całą sytuację. Gdy tylko weszłam do Sali poczułam na sobie wielki ciężar. Ratowałam się sztucznymi uśmiechami.
Chłopcy weszli na scenę. Był to dla mnie kulminacyjny moment. Siedziałam sama w praktycznie pustej Sali, nie licząc menadżera i zespołu i czułam jakby to co śpiewali przepływało swobodnie obok nie zatrzymując się na mnie nawet na moment. Wiedziałam, ze Zayn śpiewa tylko do mnie. Patrzy na mnie i myśli o mnie. Był taki prawdziwy. Taki jedyny prawdziwy.
Niall był nieobecny , a ja wiedziałam czym jest to spowodowane, choć tak dawno nie rozmawiałam z Ge. Louis ciągle spoglądał to na Harrego to na Niall i ze zmartwienia marszczył brwi. Tylko Liam był w jako takim humorze, albo nic po sobie nie pokazywał. W powietrzu można było wyczuć jakieś niezdrowe napięcie pomiędzy kiedyś wspaniałymi przyjaciółmi., Dzisiaj łączyła ich tylko praca. Harry spojrzał na mnie, a w oczach miał coś czego nie umiałam nazwać. Dotarło do mnie w jednej chwili, że to wszystko ja zepsułam. To ja byłam jedną wielką winną. Zepsułam tą braterską więź przez głupią grę i samolubstwo, zabiłam priorytety Gemmy. Byłam czarna owcą nie godną tej znajomości.
Nie zastanawiałam się długo. Wstałam i w jednej chwili wybiegłam ze studia. Przed budynkiem wyciągnęłam telefon i nie zatrzymując się nawet zadzwoniłam do Emmy.
- Musimy się spotkać. Proszę.. Teraz.
- Gdzie.?
Gdy tylko się rozłączyłam, wyłączyłam telefon na głucho. Wiedziałam, że Zayn się będzie do mnie dobijał.

Po kwadransie byłam w parku i przytulałam Emme.
- Skończ to. Mówiłam ci. Skończ to. Oni mają na ciebie zły wpływ, słoneczko.
- Ja nie wiem.. Nie wiem.. Rozwaliłam ich relacje. Rozbiłam przyjaźń. Ja wszystko niszczę. – szlochałam.
- Nie prawda. To ich wina.. Niszczą sami siebie.. każdy z nich postępuje nie tak jak powinien, a przecież to było takie proste.. Sami sobie życzyli tego, żebyś im skomplikowała. Mają za swoje.. Nie płacz nie przejmuj się. Masz mnie..
- Ale jak długo, jak długo Emma. Ty też masz swoje życie.. Nie możesz być wiecznie przy mnie. Dopiero wyszłaś nie chcesz się ustatkować, znaleźć kogoś, zacząć żyć na nowo?
- Moje życie to ty, i nie wyobrażam sobie go bez ciebie. Kocham cię, Liv. Powiedziałaś, że zawsze ze mną będziesz..- powiedziała Emma, a ja zaczęłam się bać. Naprawdę bać. I słusznie. W tej chwili Emma mnie pocałowała. Byłam tak zaskoczona, że przez pierwsze sekundy stałam jak kamień i nie mogłam się ruszyć.
- Co ty wyprawiasz?!- krzyknęłam odpychając ją mocno, gdy tylko odzyskałam sprawność.
- Nie mów, ze tego nie chcesz..?
-Nie chcę! Kocham cię jak siostrę, a nie jak… To jest chore..!
- Co jest chore? Możemy być razem naprawdę szczęśliwe.. Faceci nie dadzą ci tyle szczęścia..- powiedziała chwytając mnie za rękę. Wyrwałam się gwałtownie.
-AA! Emma co ty wyprawiasz?! To po to było to wszystko? Odsuwanie mnie od przyjaciół..
- Oni cię niszczą, myszko..! Nie daj się, ja ci nigdy tego nie zrobię!
- Przestań! Przestań! To brzmi jak jakiś żart, pieprzony komizm.. Daj sobie spokój! Ja kocham..
- No właśnie kogo kochasz?- syknęła moja była przyjaciółka..- Kogo?! No! Zayna, czy Harrego? Sama nie wiesz co?! – wybuchła głośnym śmiechem.- To twoja ostatnia szansa! Wybieraj! Albo idź, ale wtedy więcej do mnie nie wracaj z płaczem!
- Jesteś szalona..- wyszeptałam.
- Nie na darmo byłam zamknięta w psychiatryku…- zaśmiała się..
- wyjedź stąd.. Wyjedź jak najszybciej..- powiedziałam i zaczęłam biec przed siebie zostawiając Emme daleko w tyle.. wpadłam w najbliższe krzaki i zwymiotowałam. Usiadłam na chłodnej ziemi i zaczęłam płakać. To wszystko mnie przerażało i przytłaczało.. Miałam dość.. Nie wiedziałam jak sobie mam poradzić.. Musiałam wszystko naprawić, wziąć się w garść. Wstałam i włączyłam telefon. To był ten czas, kiedy trzeba sobie wszystko uświadomić i zacząć naprawiać własne błędy.
 ***

Pozdrawiam, H.