wtorek, 29 maja 2012

Odcinek 13


13.
Nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja umiera ostatnia. Te słowa brzęczały mi w głowie jak rój niespokojnych pszczół. Nie rozumiałem ich, albo nie chciałem.
Chwyciłem ze stołu butelkę z piwem i pociągnąłem łyka. Potem kolejnego, i jeszcze jednego.
- Nie przesadzasz? – zapytała pojawiając się koło mnie Gemma. Pokręciłem głową, milcząc.
- Harry, przestań. Zachowujesz się jak obłąkany, może już nie pij.
- Może jestem obłąkany. Zwyczajny psychopata..- zadrwiłem. Gemma popatrzyła na mnie z troską.
- Chyba nie słyszysz co mówisz. Nie jesteś psychopatą.
- Nie? To patrz. – powiedziałem. Wylałem piwo pod nogi i rzuciłem.

Widziałam jak szybuje. Zielone szkło mieniące się w blasku ogniska. Nie zdążyłabym się odsunąć nawet gdybym chciała. Tylko, że nie musiałam. Butelka po piwie wcale nie leciała we mnie.
Zayn złapał się za ramię i krzyknął. Popatrzyłam w stronę winowajcy. Harry stał niewzruszony. Spiorunowałam go spojrzeniem.
- Naprawdę jesteś takim idiotą?!- krzyknęłam nie mogąc się pohamować.
- A nie widać! – odkrzyknął. – I tak jestem tutaj najnormalniejszy!
- Ale najgłupszy. – podeszłam do niego naprawdę wkurzona. Czy on musiał zawsze wszystko psuć?
- No nie powiedziałbym.. W końcu obracam się w dość osobliwym gronie, w którego skład wchodzi dręczona uczuciami siostra, wszystko wiedzący tata, oddająca się wszystkim porządna dziewczyna.. łapiesz tą zabawę słowami?! I czuwa nad tym wszystkim największy psychopata na świecie.!
- Chcesz nas wszystkich obrazić.?- zapytałam dość spokojnie pokazując wszystkich wokół.  – Pieprzony idiota! Nawet nie wiesz co mówisz. Wszyscy chcą dla ciebie jak najlepiej, a ty zachowujesz się jak ostatni dupek!
- Może dlatego, że jestem dupkiem? Nadętym frajerem. I wiesz, co? Dobrze mi z tym. Wolę być dupkiem niż dziwką. – ostatnie słowo wypluł patrząc mi prosto w twarz. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam pozwolić sobie na łzy. To, że Harry tak o mnie myślał, wcale nie było przyjemnym uczuciem. Przemawiała przeze mnie frustracja. Harry zasłużył na karę za tak gorzkie słowa.
Historia lubi zataczać koło, a obietnice są po to by je łamać. Pchnęłam Harrego mocno w pierś. Tym razem mi się jednak nie udało. Harry straciwszy równowagę pociągnął mnie mocno za sobą. Kątem oka widziałam, jak Zayn wyciąga ręce by mnie pochwycić, ale już jest za późno.
Kąpiel z Harrym w basenie nie była rzeczą, o której marzyłam. Woda była na szczęście ciepła, ale i tak zaczełam szczekać zębami stojąc w niej po pas.
- Idioto!- wrzasnęłam pchając Harrego. Zaczął brodzić w wodzie. – Jesteś z siebie zadowolony?!
Poczułam jak z twarzy spływa mój makijaż. Musiałam wyglądać jak prawdziwy szop pracz.
- To nie ja wepchałem nas do basenu! Znowu!- Harry postawił się i stanął pewnie na dnie. Bez zaskoczenia nie byłam w stanie przesunąć go nawet o cal. Gdy dotykałam jego klatki piersiowej, pod wypływem wzburzenia, czułam tylko jego napinające się mięśnie, które zaczęły po chwili drgać. Harry zaczął się szyderczo śmiać.
- Gdybym nie był sobą, oddał bym ci. – powiedział patrząc na moje ciągle uderzające go ręce.
- No to czekam, bo nie jesteś sobą. – powiedziałam stając całkiem spokojnie z opuszczonymi rękami. Harry popatrzył na mnie wydawało by się, że z odrobiną zaskoczenia, pomieszanego z żalem.
- Jak myślisz, kto mnie zmienił? – zapytał. Delikatnie pokręciłam głową.
- Nie przypisuj mi całej zasługi. Ja wolałam starego Harrego. – powiedziałam i podeszłam do brzegu basenu. Zayn od razu podał mi ręce i wyciągnął mnie z wody, a potem owinął przyniesionym przez Nialla ręcznikiem i przytulił. Gdy odchodziliśmy z miejsca „zbrodni” pozwoliłam sobie na łzy. Przecież nikt oprócz Zayna nie widział, a jemu ufałam.

Stałem jak ten ostatni kretyn w wodzie, która sięgała mi do połowy ud. Kąpiel w basenie niewątpliwie mnie otrzeźwiła, lecz nie sprawiła, że mi ulżyło. Czułem się tak samo, a nawet jeszcze gorzej. Z brzegu basenu strzelało do mnie spojrzeniami pięć osób. Nikt mi nie podał nawet ręki, właściwie czemu mieliby to zrobić? Bardzo dobrze zdawałem sobie sprawę, że to moja wina. To ja sprowokowałem Oliwię, do jej niecodziennego zachowania. Ja ją zawsze prowokowałem, by pokazała mi i całemu światu jakim jestem idiotą. I sprawdzało się. Zastanawiałem się tylko, dlaczego ona daje mi się wciągać w te moje chore gry? Może nie jest ich świadoma, tak jak i ja nie jestem do końca przekonany, że robię to w pełni to rozumiejąc. Czułem, że się zmieniłem i nie chciałem tego. Dobrze mi było ze starym sobą. Co spowodowało tą zmianę? Czy nasza wspólna noc miała w tym aż taki silny wpływ. Pamiętałem ją. Pamiętałem jak mi było dobrze, jak rozkoszowaliśmy się sobą, by potem mieć wyrzutu sumienia. By dręczyły mnie tak, że nie mogłem z siebie wydusić słowa. Patrzyłem jak Oliwi gaśnie tego dnia uśmiech. Ona wtedy nic nie rozumiała, nie wiedziała. A ja teraz nie rozumiem.
- Masz zamiar jeszcze długo tam tak stać?- krzyknął do mnie Liam. Nie był ze mnie zadowolony, potrafiłem to w pełni pojąć. Usta miał wykrzywione w nienaturalnym grymasie, patrzył na mnie ciskając błyskawice. Nie chciałem się jednak z żadnym z nich już kłócić. Wepchnąłem moją dumę i arogancje do kieszeni i niezdarnie wyszedłem z basenu. Usiadłem na trawie tylko po to by po chwili na niej leżeć i patrzeć w gwiazdy całkowicie przemoczony. Gdzieś w oddali zagrzmiało. W powietrzu czuć było burzę.
W jednej chwili ręcznik spadł mi na twarz. Następnie ktoś mocno pociągnął mnie za rękę, bym wstał.
- Nie sądzisz chyba, ze będziesz tu tak leżał? – usłyszałem wściekły glos siostry. Podniosłem się leniwie. Chwyciłem leżący na ziemi czerwony ręcznik, który spadł gdy się podnosiłem, przez co wplotły się w niego nieliczne źdźbła trawy. Westchnąłem gdy Gemma mnie popchnęła, ale posłusznie poszedłem tam, gdzie mi kazała.
Wchodząc do domu oślepiło mnie palące się w kuchni światło. Mogłem też dostrzec poświatę zapalonej w salonie lampki. Unosił się stamtąd cichy, uspokajający głos mojego przyjaciela i pochlipywanie.
- Spokojnie. – usłyszałem. – Nie martw się tym idiotą. Przejdzie mu.
Odwróciłem głowę. Nie chciałem tego słuchać. Na samą  myśl, że wyrządziłem krzywdę Oliwi robiło mi się słabo i miałem ochotę sam siebie kopnąć w tyłek.
Gemma ściągnęła brwi przypatrując mi się i wskazała schody. Wiedziałem co mam zrobić. Podążyłem cicho do mojego pokoju. Za sobą słyszałem kroki mojej siostry. Wszedłem do pokoju, w którym panował nadzwyczajny bałagan. Pokój nie nastrajał do poważnych rozmów, czy kłótni. Podniosłem z  podłogi jakieś ciuchy i rzuciłem je w kąt, by Gemma mogła przejść. To samo zrobiłem z ubraniami z łóżka, na które ciężko opadłem. Splotłem ręce za głowa.  Gemma stanęła przede mną i podparła się pod boczki.
- Nie wiem, jak mam z tobą rozmawiać, Harry. – odezwała się wzdychając ciężko.
- Może nie jak rodzic z nieposłusznym nastolatkiem. – rzuciłem bezczelnie poprawiając grzywkę.
- A może to właśnie jest konieczne? Ostatnio naprawdę zachowujesz się jak totalny imbecyl. Przyprowadzasz do domu jakąś starą kobietę, mówisz, że ci na niej zależy, a wieczorem z nią zrywasz. Doprowadzasz Oliwie do granic wytrzymałości, do płaczu, rzucasz w Zayna butelką, obrażasz przyjaciół. Myślisz, ze to normalne zachowanie?
- Nie, myślę, że jestem psychopatą. – zadrwiłem.
- Nie mów do mnie jak gówniarz. O tym właśnie mówię. Co ci jest, Harry? I nie kręć mi.
- Gemma, matko! Nic mi nie jest. Wymyślacie sobie jakieś chore usprawiedliwienia, a może ja mam po prostu gorszy dzień? Nikt o tym nie pomyślał. – zarzuciłem jej podnosząc się do pozycji siedzącej i splotłem ręce opierając łokcie na kolanach.
- Nie miewasz okresu! Poza tym, mieszkałam z tobą całe życie i wiem, jak się zachowujesz kiedy masz zły dzień. Albo mi powiesz co się dzieje, albo postawię na swoją intuicję i podejmę drastyczne środki. – uśmiechnąłem się gorzko i poklepałem miejsce obok. Zwiesiłem głowę. Co miałem jej powiedzieć, jak sam nie wiedziałem jaka jest prawda?
- Sam nie wiem co się dzieje, Gem. W żadnym stopniu nie rozumiem swoich myśli, które plątają mi się jak kłębek nici. To co zrobiłem z Emily.. To ona postanowiła odejść. Stwierdziła, że za mało się angażuję, dała mi wybór, a ja nie skorzystałem z możliwości podjęcia decyzji. Podjęła ją za mnie. To chyba najlepsze co mogła zrobić. A najgorsze, że miała rację, przynajmniej po części.
- Co? Nic nie rozumiem, Harry. – wyznała. Nie zdziwiłem się. Moja opowieść, była dość chaotyczna, ale prawdziwa. A Gemma chciała prawdy.
- Ja też nie. Zapytaj Liama. On wszystko rozumie, nawet lepiej niż ja sam. – powiedziałem i wstałem. – I nie wahaj się więcej.
Gemma popatrzyła na mnie pytająco, gdy ja już byłem przy drzwiach.
- Masz prawo do szczęścia. Mark nie wróci, a Niall tu jest. – wyjaśniłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Miałem nadzieję, że Gemma przemyśli kilka spraw. Nie byłem głuchy, ani ślepy. Widziałem, że między nią, a Niallem coś się rozwija. Miałem nadzieję, że Gemma będzie miała na tyle siły, by podjąć wyzwanie, którego ja się bałem. 

***

Dobra powoli zaczynam akcję. ;) Mam nadzieje, że wam się chociaż w pewnym stopniu podoba.. ; ))
Następny zapewne po weekendzie..;)

A teraz troszkę odpowiednich pytań.;)
Co się będzie działo z Harrym? Zrozumie coś, a może dalej będzie takim idiotą, co by było wręcz fascynujące.; ) I jak myślicie, czy rozwinie się drugi wątek? A może będzie to tylko epizod? Kto zepsuje sytuację? Kto ją naprawi? Co pozostanie bez zmian?

Dziękuję za wszystkie komentarze, których nie oszukujmy się nie było zbyt wiele. Tym, którzy skomentowali dziękuję.. Reszcie mogę powiedzieć, że jest mi po prostu przykro. Trudno. Dziękuję jeszcze raz.; **

GG do mnie jakby ktoś coś chciał! Jestem dostępna w każdej sprawie.; ))Może akurat, któraś z was czuje silną potrzebę rozmowy;) 43297053
Pozdrawiam.!
~H. 

piątek, 25 maja 2012

Odcinek 12

12.

Chwyciliśmy się za ręce. Mrok się przerzedzał przez stojąca przy drodze latarnie. Staliśmy na jasno oświetlonej ulicy, na której nie panował duży ruch ze względu na późnią porę. Przesunęliśmy się na pobocze stając przy zielonym płocie jakiegoś rozpadającego się, ale zadbanego domku.
- Chodź stańmy tutaj. Chcę cię dobrze widzieć. -  powiedział Zayn prowadząc mnie pod latarnie. Spojrzał mi głęboko w oczy.. Poczułam w środku lekki ucisk. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie paniczny strach przed tym co się miało stać. Przed niewiedzą co dalej.
- Zayn…- wyszeptałam.
-Cii.. – położył mi palec na ustach.
- Wiem, że to szybko.. A ty wiesz czego ja oczekuje.. Mam nadzieje, że nasze oczekiwania się pokryją. – powiedział. W tej chwili miałam strasznie wyrzuty sumienia, że dopuściłam Zayna aż tak blisko. Mogłam być bardziej ostrożna.
- Wiesz.. Boję się, że..
- Nie bój się. – przerwał mi Zayn i delikatnie mnie pocałował. Było to bardzo przyjemne, ale nie było między nami tego „ czegoś”. Pocałunek z Zaynem drastycznie różnił się od pocałunku z Harrym, o którym znów myślałam w nieodpowiednim momencie. Zayn nie wywoływał u mnie motylków w brzuchu. Czułam się tak trochę jakbym całowała własnego brata.
Delikatnie odsunęłam się od mulata. Spojrzał na mnie przenikliwie i spuścił głowę.
- Rozumiem, że jednak nasze oczekiwania się nie pokrywają.
- Głowa do góry, Zayn. Na pewno znajdzie się dziewczyna, która będzie chciała tego co ty, tylko, że..
- To nie jesteś ty.- dokończył. Skinęłam głowa marszcząc brwi. Współczułam chłopakowi, i chciałam mu pomóc, ale nie w taki sposób. Nie poświęcając siebie.
- Dokładnie. Ja do ciebie nic nie czuje. Przepraszam. A raczej czuję, ale coś bardziej jak do brata, przyjaciela, opiekuna. Nie gniewaj się. Mam pewne zobowiązania. – wyjaśniłam myśląc o Kubie, który był gdzieś tam w Polsce i czekał na mnie.
- Nie gniewam się. Nie jestem z tych co łatwo się obrażają. Przyjmuję twoją decyzje. Mam również nadzieję, że ten incydent nie zakłóci naszych dotychczasowych relacji. Bądźmy blisko, ale nie za blisko i bez zobowiązań.
Uśmiechnęłam się. Tego oczekiwałam. Bliskości. Może nie takiej jakiej on chciał, ale takiej na jaką mnie było stać. Zayn miał mi dać jej chociaż posmakować. Miało być tak jak dawniej. Nic nie znaczące muśnięcia, dotyk, trzymanie się za ręce. Wszystko przyprawiające o to poczucie bezpieczeństwa, o poczucie, że się kogoś ma. Potrzebowałam tego w równym stopniu co Zayn. Miał być moim najlepszym przyjacielem, pocieszycielem i oparciem. Nie kryłam się z tym, że bardzo mi to pasowało.

Spowijał nas mrok jak miękka kołderka. Szliśmy bocznymi uliczkami, aż doszliśmy do niewielkiego parku, który teraz był tylko czarną plamą w oddali. Wszedłem do niego bez strachu, doskonale znałem to miejsce. Świeżo w pamięci miałem jak jeszcze kilka lat temu jeździłem tu z chłopakami na desce, piłem piwo jako pryszczaty nastolatek i zabierałem moje pierwsze dziewczyny na randki. Przypominał mi te beztroskie lata, kiedy nie latał za mną tłum nastolatek, nie nazywali mnie bożyszczem, a śpiewałem jedynie na szkolnych przedstawieniach, tanich weselach i pod prysznicem. Nie mogłem uwierzyć, że przez tak krótki okres czasu moje życie tak drastycznie się zmieniło.
Emily zadrżała. Nie było zimno, ale doskonale wiedziałem, że bała się ciemności. Jednak była ze mną, więc czego się bała? Czyżby nie miała do mnie aż takiego zaufania? Może miała rację.
- Stój, Harry. – powiedziała zatrzymując się gwałtownie ledwo po wejściu do miejsca mojego dzieciństwa.
Obróciłem się nie puszczając jej ręki i próbowałem dostrzec jej oczy.
- To nie ma sensu.- wyrzuciła z siebie. Na mój żołądek spadł wielki kamień.
- Jak chcesz możemy się wrócić. Do jaśniejszego miejsca. – powiedziałem przełykając nagromadzoną się w moich ustach ślinę. Emily energicznie pokręciła głową i puściła moją rękę.
- Nie o to chodzi, Harry i nie udawaj głupiego. Chodzi o nas. – podszedłem bliżej i przygarnąłem kobietę do siebie. Emily nie próbowała się wyrywać, ale odchyliła głowę do tyłu.
- Coś jest nie tak? – zapytałem choć doskonale wiedziałem o co jej chodzi. Sam to czułem. Chodziło o mnie. – Przecież się staram.
- Może nie dość? Harry, ja nie jestem ślepa. Polubiłam Oliwie, więc nie chciałabym, jednak..- urwała w połowie zdania, jakby się nad czymś zastanawiała.
- Co tu ma do rzeczy ta egoistka? – zapytałem. Reakcja Emily była dość nieoczekiwana, zaczęła się śmiać.
- Jak już mówiłam nie jestem ślepa, Harry. – odsunęła się ode mnie na odległość ramion. – Nie chciałam tego robić, ale zmuszasz mnie.. Harry, czy chciałbyś dalej walczyć o nasz związek.? Zaangażować się w pełni?
Ten cios spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Zabrakło mi słów. Co miałem jej powiedzieć, jak sam nie wiedziałem czego chcę? Każde zdanie byłoby kłamstwem, a nie chciałem jej już nigdy okłamywać. To ona miała być kobietą o którą miałem walczyć, a stała się tylko.. No właśnie czym? Bałem się nawet pomyśleć, że ciężarem, ale tylko to cisnęło mi się na myśl.
Uszło ze mnie całe powietrze. Zaciągnąłem się nocnym, ale mimo to gorącym powietrzem i milczałem jak ostatni bałwan. Nie byłem zdolny wykrztusić nawet jednego słowa.
- Tak myślałam. – ciszę przerwała Emily, jej słowa wydawały się dwa razy głośniejsze niż w rzeczywistości i rozbrzmiewały tępo w mojej głowie. – Dla niej. – odezwała się kobieta.
Chciałem jakoś jej wytłumaczyć., że to nie tak, że Oliwia nic dla mnie nie znaczy. Zrobić jakiś gest, ale jedyne co byłem w stanie to tępo się w nią wpatrywać przenikając panującą wkoło ciemność.
- Teraz rozumiesz, dlaczego to jest bezsensu. Myślę, że gdy do mnie przyszedłeś, wyznałeś mi prawdę to miałeś czyste intencję, ale coś się zmieniło. Jak tu przyjechałam to już się czuło tą atmosferę. Nienawidzicie się, ale wydaje się to tylko przykrywką. TY ją obserwujesz kątem oka, ona ciebie też.. Nasz związek byłby w tej sytuacji pomyłką. Ja już mam swoje lata, Harry, szukam stabilizacji, a obok ciebie jej nie znajdę. Zdaje się, że mnie kochasz, ale nie tak jak ją, nawet jak jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy. Może się jeszcze kiedyś spotkamy. – powiedziała. Zmarszczyła delikatnie brwi i pocałowała mnie w policzek. Odwróciła się do mnie plecami i odeszła.
- Emily! – krzyknąłem słabo. Usłyszała. Obróciła się z gracją  i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Dziękuję. – powiedziałem z wdzięcznością. – I przepraszam.- dodałem. Wiedziałem, że sprawiłem jej ból, choć stara się tego nie okazać. Jednak nie mogłem tego już cofnąć. Nie chciałem. To był koniec. Koniec czegoś o co tak mocno walczyłem.

Wróciłem do domu w nie najlepszym nastroju. Nie byłem dumny ze swojej reakcji i postawy. Mogłem coś zrobić, powiedzieć, żeby załagodzić sytuację, ale nie zrobiłem nic.
W ogrodzie grała głośna muzyka. Słychać było śmiechy, ogień wesoło trzaskał. Gdy tylko wszedłem w dwóch susach doskoczył do mnie Lou.
- Gdzie Emily?- zapytał jak śledczy rozglądając się po bokach.
- Właśnie wyjeżdża. – odpowiedziałem patrząc na przyjaciela. Louis położył mi dłoń na ramieniu.
- Przykro mi. Wiem, jak o nią walczyłeś.
- To moja wina. – zwierzyłem się. – Za bardzo zwracałem uwagę na coś na co nie powinienem.  Louis pokręcił głową. Wyrzucił z siebie tylko jedno słowo, imię.
- Oliwia.
Uśmiechnąłem się smutno z przekąsem.
- Widziałem. Wszyscy widzą, choć żrecie się jak pies z kotem.
- Nic nie wiesz. – strzepnąłem jego rękę i luźnym krokiem podążyłem w głąb ogrodu. Ona tam była. Stała z Zaynem. On jej coś szeptał do ucha, ona się śmiała. Trzymali się za ręce.  Widziałem, że każdy jej dotyk muska go jak płatek motyla, jak liść spadający z drzewa. Poczułem ukłucie.. zazdrości. Doskonale pamiętałem jej dotyk. Był jak ciepły powiew letniego wiatru, gorący i zachęcający by brać więcej. O czym ty Harry myślisz? Wyparłem gwałtownie te wspomnienia i podszedłem do Liama, który wpatrywał się we mnie przenikliwie, kryjąc to niedbałą postawą. Uniósł butelkę, jakby pił za moje zdrowie.
- Nadzieja umiera ostatnia. – powiedział i przechylił butelkę, biorąc dużego łyka. 

***
Zdaje się, że wąchaliście za dużą intrygę.. Chociaż.. Może Emily jeszcze wróci? A może już da mu spokój? Jak to wpłynie na Harrego? Czy przyzna się przed sobą? A może nie, będzie ciągnął tą wojnę aż do prowadzi do tragedii? Chyba, że coś innego doprowadzi do tragedii? A może nie będzie tragedii, a jedynie smutne pożegnanie? A może chwila szczęścia?...

*

Kocham wasze blogi i obiecuję, że wszystkie wasze odcinki, które zaniedbałam nadgonię. Po prostu w tym tygodniu miałam urwanie głowy i nie dałam rady się zabrać za nic innego niż nauka, a nie chciałabym robić nic na odwal się.. Przepraszam; c 

Dziękuję za komentarze, mimo, że jest ich coraz mniej. Jednak nie chce narzekać, rozumiem. ; ))
Niedługo może założę gygy, żeby każdy kto chce mógł się ze mną swobodnie skontaktować.. Może jest to nie potrzebne, ale może akurat ktoś ma jakieś pytania do opowiadania, czy chciałby pogadać na każdy inny temat. To niebawem.

Pozdrawiam.!
~H

sobota, 19 maja 2012

Odcinek 11


Kto najbardziej czekał na poznanie Emily? Czy ona naprawdę będzie miała aż tak dużą rolę?
Enjoy!
11.

Zeszłam na dół całkowicie ubrana. Weszłam do salonu skąd dobiegały podniesione głosy, podwijając rękawy. Był już późny ranek. Słonce już dawno wstało i rozświetlało wnętrze, jasno urządzonego salonu.
Stanęłam osłupiała mierząc przyjaciół wzrokiem. W powietrzu uniosła się napięta atmosfera, gdy tylko weszłam. Wszystkie spojrzenia wylądowały na mnie. Popatrzyłam na Ge, nie zauważając biegnącej w moim kierunku kobiety.
- Cześć, ty pewnie jesteś Oliwia? – podbiegła do mnie nieznajoma wyciągając dłoń i uśmiechając się promiennie. Rzuciłam okiem na salon. Wszyscy się we mnie wpatrywali. Na twarzy Gemmy widziałam zatroskanie, zmarszczyła nos i patrzyła z zaciekawianiem wtulając się w rękaw Nialla. Harry wstał zdumiony i jakby zezłoszczony.
Kobieta mogła mieć około trzydziestu paru lat. Brązowe włosy miękko opadały jej na szczupłe ramiona okalając wręcz za chudą twarz o mocno wystających kościach policzkowych, szerokich ustach podkreślonych blado różową szminką i przenikliwych, piwnych oczach. Poorana niewielkimi zmarszczkami przypominała moją mamę kilka lat temu. Ubrana była gustownie i elegancko. Żółty żakiet zgrabnie podkreślał jej szczupłą talię. Nie dało się ukryć, że była naprawdę zadbana.
- Ee.. Tak. – wybełkotałam podając jej niepewnie lepką od potu rękę. Cały salon odetchnął z ulga i wszyscy udawali, że wracają do swoich spraw. Tylko Gemma rzucała przez ramie zniecierpliwione i podenerwowane spojrzenia. – A ty…
- Emily. – powiedziała kobieta. – Jestem dziewczyną Harrego, tą która zdradził z tobą.
Zalała mnie fala gorąca. Puściłam dłoń Emily i zrobiłam krok w tył. Czułam się strasznie głupio. Czemu Harry mnie tak upokarzał? Po co przyprowadził swoją.. dziewczynę? Emily jednak nie schodził uśmiech z twarzy. Nabrałam powietrza w płuca spodziewając się ostrej wymiany zdań.
- Wiem to mało komfortowa sytuacja, ale.. Za nic cię nie obwiniam. To tylko i wyłącznie wina, mojego Harrego. To on był w pewnym sensie związany, a ty byłaś elementem jego gry, nie żebyś była brzydka, łatwa, czy coś. Po prostu nieświadoma i wolna, a on.. Bardzo mnie zawiódł. – Emily pokręciła głową patrząc z bólem na Harrego. Chłopak pozostał beznamiętny, ale po chwili się skrzywił i lekko oburzył.
Wypowiedź kobiety bardzo mnie zdziwiła.  Otworzyłam szerzej oczy.
- Kobiety to się zawsze zrozumieją.. – bąknęłam. Emily posłała mi uśmiech. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec. To był mój plan A. Ucieczka, która w tym momencie mogłaby być bardzo źle odebrana.
- Nawet ty jesteś po stronie tej.. jej. – pohamował się Harry krzywiąc się przy ostatnim słowie. Chyba stronił od kąpieli. Czułam bijącą od niego odrazę, którą do mnie żywił.
- Nie zaprzeczajmy, że to ty zachowałeś się niepoważnie i nieodpowiedzialnie, i wiele wody upłynie zanim mój stosunek do ciebie się zmieni. Ona miała prawo, nie była związana i do łóżka ci się nie pchała. – powiedziała ostro kobieta mierząc Styles’a wzrokiem.
Przestąpiłam z nogi na nogę czekając na cios, który nie padł. Emily mnie całkowicie zaskakiwała. I miała rację. Nie mogłam się jednak z tym oswoić. Czemu Emily? Byłam na swój sposób zazdrosna.  Nie znosiłam Harrego w tej chwili, ale.. No właśnie.
- Nie pchała to znaczy, że mam jej zapłacić.? – burknął Harry. Zakuło mnie mocno w piersiach. Nabrałam powietrza i powiedziałam na wydechu:
- Wczorajsza kąpiel ci nie wystarczyła? – zapytałam patrząc na niego z góry. Wyminęłam go szybko.
- Głupia dziwka.- usłyszałam za sobą szept. Zacisnęłam wargi. Czułam się jakby mnie ktoś czymś dźgnął.
- Idiota. – szepnęłam siadając koło Zayna, który natychmiast mnie objął.
- Pójdziemy na spacer?- zapytał mnie cicho bawiąc się moimi włosami. Teraz jednak nie miałam na to ochoty. Unikałam jego spojrzenia i pragnęłam się wyrwać. Potrzebowałam powietrza, spokoju i samotności. Wzdrygnęłam się.
- Przepraszam cię, Zayn, ale może później. – wstałam i tylnymi drzwiami wyszłam na zewnątrz odprowadzona wzrokiem mulata.
 Pogoda była przepiękna. Idealna by się nią zachwycać. Ja jednak nie mogłam. Wszystko skutecznie odwracało moją uwagę od piękna przyrody.
Usiadłam na ławeczce pod domem. Nie umiałam opisać swojego irracjonalnego zachowania. Harry działał mi na nerwy, nie lubiłam go, a jednak coś nie dawało mi spokoju. On nie dawał mi  spokoju. Z całego serca chciałam nienawidzić jego dziewczyny, ale nie mogłam. Musiałam przyznać, że Emily była całkiem w porządku. A to obracało wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Już usunęłam się w cień teraz pozostało mi tylko bardziej się w niego zagłębiać. Porzucić gdzieś ledwo tlące się we mnie nadzieję, zacisnąć zęby i przejść na nowy tor. Odnaleźć własną drogę. Może powrócić do starej, którą pod wpływem impulsu rzuciłam dla nie mojego świata.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Może to był nierozważny ruch, ale jedyny jaki mogłam wykonać, by ratować „coś”. Mogłam wybierać, które to miało być „coś” . I zdecydowałam.
- Cześć, Kuba. Przepraszam, że cię niepokoje. Chciałam tylko.. Chciałam bardzo cię przeprosić, za mój wybuch. To było bardzo irracjonalne, nieuzasadnione. Wiem, że to głupie wytłumaczenie.. Proszę nie przerywaj mi.. Teraz jestem u Gemmy, a potem jadę do Londynu, więc.. Mamy czas na odpoczynek. A za dwa miesiące będę w Polsce, może uda nam się spotkać, porozmawiać..
- Bardzo się cieszę, że to zrozumiałaś.. Dwa miesiące, oky. Później zobaczymy, może uda nam się wrócić..- usłyszałam w słuchawce. Na moich ustach pojawił się lekki, blady uśmiech nie obejmujący oczu. Czy to miało być szczęście, czy tylko alternatywa?
- Dziękuję, za.. za wszystko. Za drugą szansę. W takim razie do zobaczenia. Odezwij się czasem. – rozłączyłam się.
Czy to była dobra decyzja.? Nie miałam pojęcia. Miałam dwa miesiące, żeby się przekonać. Czy czułam coś do Kuby? Obawiałam się, że moja fascynacja nim już dawno odeszła, ale było mi z nim wygodnie. Zapewniał bezpieczeństwo. Zero trosk. Nie musiałam się angażować, bym mogła choć po części być szczęśliwa.
- Myślisz, że to był dobry pomysł dzwonić do byłego?
Automatycznie obróciłam głowę i spojrzałam w oczy Liama.
- Czy ty zawsze musisz wszędzie być i wszystko wiedzieć? – zapytałam klepiąc koło siebie miejsce. Liam przyjął ten gest z wdzięcznością i usiadł obok.
- Jestem tu po to by ratować zagubione dziewczynki. – odpowiedział uśmiechając się półgębkiem. Odpowiedziałam uśmiechem przerzucając w rękach telefon.
- To co mi doradzisz, mistrzu? Nie znając sytuacji. Czysto hipotetycznie.
- Oliwia, ja dużo widzę. Nawet więcej, niż może ci się wydawać. A hipotetycznie… Sądzę, , że telefon do tego chłopaka, był aktem desperacji. Zależy ci na Harrym, a on ma Emily. – zaśmiałam się gorzko.
- Wydaje ci się. – zaprzeczyłam. – Nie zależy mi na Harrym, a Emily jest całkiem fajna. Życzę szczęścia temu idiocie.
- Jasne. Sama sobie w jakimś sensie zaprzeczasz. Bronisz się przed nieuchronnym, przed bólem i cierpieniem odsuwając od siebie Harrego.
- Liam, daj spokój. Wciskasz mi jakieś swoje prawdy. Jakieś bzdury. Harry mnie bardzo źle potraktował, upokorzył, więc czemu miałabym do niego coś czuć..? Ja go nawet porządnie nie znam, nic o nim nie wiem. A Kuba? Kuba, to Kuba, ja chcę z nim być. Chcę być szczęśliwa. – powiedziałam sfrustrowana. Telefon z hukiem upadł na ziemię.
- Miłość to nie kochanie za coś, to po prostu chemia. Kochanie człowieka bierze się z .. Nawet sam nie wiem z czego. Ot tak po prostu. Dobrze się dogadywałaś z Harrym, prawda? Podobał ci się  inaczej byś nie zrobiła sama wiesz czego. Jednak jeśli nie chcesz.. Nie upieram się. Ty wiesz lepiej. W końcu każdy dąży do szczęścia. Tylko nie pomyl swojego.
I odszedł tak po prostu zostawiając mnie z mnóstwem niedopowiedzeń. Głowa mi pękała. Liam po części miał rację. Harry miał Emily, ja miałam.. Ja nic nie miałam. Miałam tylko mrzonki, żeby kogoś mieć. Kogoś ciepłego, bliskiego, kogoś kto się o mnie zatroszczy. Musiałam jednak z tego zrezygnować i zacząć zbliżać się do możliwego. Może miało się udać osiągnąć chociaż pierwszy poziom tymczasowego szczęścia?

*

Kolejny upalny dzień. Miałem już tego dość. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Zepchnąłem kołdrę z łóżka. Było mi gorąco i lepiłem się od potu. Gdybym zdecydował się spędzić dzisiejszą noc w domku dla gości z chłopakami, pewnie nie byłoby tak parno. W pokoju byłem sam. Ściągnąłem wiszące na oparciu krzesła ubranie i poszedłem wziąć prysznic. Musiałem zmyć z siebie ten smród, ciężar, trochę się odświeżyć, by jako tako pokazać się na dole.
Prysznic nie zajął mi dużo czasu, zaledwie kilka minut. Przeczesałem ręką splątane włosy i słabo uśmiechnąłem się do siebie w lustrze. Byłem blady i zmizerowany. Całkiem jak nie ja. Jakbym niósł jakiś niewidzialny krzyż. Wyprostowałem się i strzepnąłem z rękawa prawie niewidoczny paproszek. Wysiliłem się na swój normalny, swobodny uśmiech, który przychodził mi ostatnio z coraz większym trudem.
Ostatnio wszystko się skomplikowało. Miałem jasno określony cel. Dążyłam do niego i gdy go prawie chwyciłem, wyrwał mi się z rąk, a ja go wcale nie łapałem. Mój cel krążył nade mną i tylko czekał kiedy pochwycę go w swoje ręce. Tylko, że wszystko się zmieniło. Wahałem się.  Sam już nie wiedziałem, czego chciałem. Prowadziłem ze sobą podwójną grę. Nikomu tego nie pokazując, nawet Louisowi, który krążył nade mną jak sęp, czekający na moje potknięcie. Ja jednak się pilnowałem na zewnątrz, kiedy walka toczyła się w moim umyśle, mojej duszy. Czego pragnąłem? Przecież miałem wszystko. Wystarczyło sobie wziąć. Bałem się tylko, że to czego teraz najbardziej potrzebuję, chcę, jest już dla mnie niedostępne.
Zszedłem na dół potykając się na ostatnim schodku. Z impetem wpadłem do kuchni i przystanąłem. Powiodłem po zgromadzonych wzrokiem.
Niall rozmawiał z Gemmą mocno się śmiejąc i zajadając tosty z dżemem. Liam czekał aż zagotuje mu się woda bębniąc palcami w blat. Przy blacie stał Zayn, obok niego machając nogami w powietrzu siedziała Oliwia. Jedli piernik. Coś mnie ścisnęło w żołądku. Jakaś niesprawiedliwość. Przecież to był nasz sposób na rozmowę. Nasz? No właśnie czego ja wymagałem? Przecież to co było dawno się skończyło. Oliwia mnie nienawidziła. Teoretycznie z wzajemnością. Jednak tylko teoretycznie. Praktycznie sam nie wiedziałem co myśleć. Irytowała mnie. Zepsuła mi życie, choć faktycznie wina leżała po dwóch stronach. I czy na pewno zepsuła? Tak mi się wydawało. Kiedyś, a teraz? Teraz ten incydent wydawał mi się przełomem. Czy ja naprawdę tak bardzo pragnąłem tej pięknej, doświadczonej kobiety. Boże, ratuj mnie przed zatraceniem.
- Co tak stoisz, słoneczko? Dzień dobry. – przywitała się podchodząc Emily. Cmoknąłem ją lekko w ustach. Już nie sprawiało mi to takiej przyjemności jak kiedyś. Teraz wszystko zalewała fala obojętności.
Wziąłem ją za rękę i usiadłem przy stole. Jednak nie czułem się sobą. Co chwilkę zerkałem w stronę, w którą nie powinienem. Ale mnie tak strasznie korciło, kusiło by jeszcze raz spojrzeć. I jeszcze jeden. Oliwia zaniosła się perlistym śmiechem, obróciłem się momentalnie. Zayn pocałował lekko dziewczynę, ona zachichotała. Odwróciłem głowę. Czułem się nieswojo. Poczułem na sobie wzrok Emily. Skrzywiłem się momentalnie, jakby na tą scene, ale moja twarz była doprawiona bólem. Miałem nadzieję, że Emily tego nie dostrzeże.
- Zjesz coś, Harry?- usłyszałem pytanie Gemmy. Obróciłem się i spojrzałem na roześmianą siostrę. Pokręciłem głową.
- Nie jestem głodny. – usłyszałem własne słowa. Gem popatrzyła na mnie zmartwiona. Nic nie mogłem poradzić na przeczucia siostry, choć bardzo chciałbym ją od nich uwolnić.
Podparłem ręką brodę. Badawcze spojrzenie Emily trzymało mnie w pętach.
Byłem zły na świat, byłem zły na siebie. Za co? Za niemoc, bezsilność, niezdecydowanie w istotnych sprawach, niezrozumienie siebie. Czekałem na przełom, który miał mi pokazać, że podjąłem dobrą decyzję.


- Wziąć to też? – zapytałam Gemmy podnosząc do góry półmisek z sałatką. Ge kiwnęła głową, trzymając w jednej ręce trzy szklanki, a w drugiej bochen chleba.
Na dworze było dość parno, duszno. Wszystko zapowiadało burzę w najbliższym czasie, ale jeszcze nie teraz. Na nocnym niebie nie widać było żadnej chmurki, całe niebo usiane było cynowymi kropeczkami. Górował jednak księżyc w pełni, jedyny stały element.
Postawiłam sałatkę na stole. Ognisko już płonęło. Nad ogniskiem wisiała krata, na której już położono różne przysmaki.
Usiadłam na jednym z drewnianych krzeseł stojącym najbliżej.  Chwyciłam piwo i zaczełam obracać butelkę w ręce.
- Otworzyć?- zaproponował Zayn. Uśmiechnęłam się do niego i podałam mu butelkę. Po chwili kapsel z charakterystycznym odgłosem syczenia odpadł od butelki i wylądował na dłoni Zayna. Pociągnęłam łyk. Zimne piwo podziałało na mnie kojąco. Zayn bez słowa przysiadł koło mnie. On zawsze był koło mnie. Jak wierny przyjaciel, bałam się porównania, jak pies.
Rozejrzałam się za Gemmą. W nikłym blasku dwóch lamp dostrzegłam przyjaciółkę lekko na lewo ode mnie. Głośno się śmiała z żartów Nailla…
Jak mógł mi uciec taki szczegół? Jaka byłam mało spostrzegawcza. Zapatrzona w siebie. Egoistka, która tylko sobą się martwi. Gemma dostrzegała moje problemy, a ja nie byłam na tyle spostrzegawcza, by zauważyć jej szczęście. Może dlatego, że cały czas miałam przed oczami Gemmę i Marka. Ale Marka tu już długo nie było. A Niall był.
Gemma dostrzegła moje spojrzenie. Podeszła do mnie i przykucnęła.
- Stało się coś? – zapytała.
- Najwyraźniej. – wstałam i odciągnęłam ją lekko na bok.
- Jak bardzo lubisz Nialla? – zapytałam. Zauważyłam w padającym z ogniska blasku, jak Ge oblewa się rumieńcem.
- Lubię go. Ma świetne poczucie humoru. – uśmiechnęłam się.
-Widzę. Przepraszam, że wcześniej nie zauważyłam. – powiedziałam.
- Nie było czego zauważać. – rzuciła lekko. Przynajmniej tak mogłoby się zdawać. – Niall jest kumplem mojego brata, więc i moim.
- I ty się tym przejmujesz? To wasze decyzję. – powtórzyłam jej słowa. – Nie bądź miękka. Lubisz go. Zrób coś z tym!
- Jak bardzo lubisz Zayna? – zapytała. Uśmiechnęłam się.
- Lubię go, ale.. On chce się tylko zabawić. Nie kryje się z tym.
- A ty? Czego ty chcesz? Jesteś młoda.
- Potraktuję to jak podpowiedź. – zaśmiałam się perliście. – Myślisz, że…
- Co ci szkodzi? Zayn jest naprawdę fajny, a rozrywki nigdy dość.. Może z tego będzie coś więcej? A jeżeli nawet nie, to co?
Pokiwałam głową. Miała rację. Jednakże.. Co z Kubą? Jeżeli myślałam o nim poważnie nie powinnam. Ale przynajmniej zobaczyłam bym reakcje Harrego. Na pewno byłby wściekły… Zaraz cofnęłam, wymazałam te myśl. Nie mogłam tak myśleć. Czemu wplątałam w to Harrego? Przecież on nie ma tu nic do rzeczy. Nie miałam zamiaru też ranić Zayna. I KUBY, który chciał mi dać drugą szansę. Musiałam się na razie wstrzymać. Musiałam?

Dziewczyna rozmawiała z Gemmą. Siedziałem trzymając Emily za rękę i wpatrywałem się w martwy punkt jakim była rozmowa dwóch dziewczyn. Emily prowadząca swobodną konwersację z nieustannie obserwującym mnie Louisem nie była niczego świadoma. Przynajmniej tak mi się wydawało. Kurcze, czemu ta dziewczyna była taka intrygująca. Taka gorąca. Przecież miała być tylko poprawną kandydatką do przedstawienia rodzicom. Co się zmieniło? Czy nasza wspólna noc miała na to wpływ? Niewątpliwie. Na początku owszem żałowałem swojej decyzji, podjętej niewątpliwie zbyt pochopnie. A teraz? Teraz sam nie wiedziałem.. Czułem jedynie, że miało to większe konsekwencje niż mi się wydawało. Poniosłem dotkliwe skutki w swoim myśleniu, poczuciu wartości, ideach, czy choćby celach.
Emily podążyła wzrokiem za moim spojrzeniem. Skrzywiła się lekko przez uśmiech. Louis przyglądał się temu z nieskrywaną ciekawością.
- Harry, możemy porozmawiać? – zapytała Emily kiwając głową w bok.
- Spacer? – zaproponowałem. Emily się uśmiechnęła. Wstałem i podałem jej rękę. Chwyciła ją z wdzięcznością i ufnie poszła za mną w mrok. 

***

Kilka słów ode mnie. Niech wam się lekko czyta. Dzisiaj trochę dłuższy, bo znów połączyłam dwa. Trudno im szybciej skończymy tym może lepiej. 
Co tu się dzieje, jak myślicie? Jakie będą konsekwencje ich decyzji, jakie będą ich następne kroki? Czy rozwinie się drugi wątek? Jaki? A może to będzie tylko epizod? 

Dzisiaj uważam,że odcinek dalej jest nieciekawy, aczkolwiek lepszy niż kilka ostatnich. Może to za sprawą narracji Harrego? Naprawdę lubię pisać przebieg akcji jego oczami, chyba bardziej się z nim zżyłam niż z Oliwią, która jest jakaś bezbarwna? No może nie bezbarwna, ale miękka, bojaźliwa, uciekająca od wszystkiego i słabego charakteru, co jeszcze potem dokładnie wyjdzie na wierzch. Spoilerem może być tylko to, że chyba pobawię się psychiką Harrego. Chyba. Oj, żebyście wiedzieli ile ja już wam dałam tych spoilerów.!
Nieważne. Podoba wam się? Czy znów zepsułam? Wiem, ostatnio trapi mnie niemoc twórcza, co pokazujecie mi w komentarzach...
...

I tak dziękuję za te kilka komentarzy. Dziękuję, że mimo wszytko to czytacie. 
Proszę o opinie! Z góry dziękuję!

Pozdrawiam.!
H. 

PS. Przepraszam, jak ostatnio lekko zaniedbałam wasze blogi, ale jak mówiłam wcześniej, skłoniły mnie do tego przykre sprawy osobiste. Miałam bym też taką prośbę: Każda z was, która doda komentarz i ma bloga, mogłaby pod opinią zostawić linka? Szczególnie proszę, o to te osoby, których opowiadań nie mam w obserwowanych. Chętnie bym poodwiedzała wasze blogi. Oczywiście proszę o linka pod opinią, a nie zwykły spam!! Dziękuję.

środa, 16 maja 2012

Odcinek 10


10.

- Liam? Co ty tutaj robisz?- zapytałam chłopaka, który już siadał kolo mnie.
- Musiałem iść oczyścić umysł. I zadzwonić do Danielle. – powiedział i uśmiechnął się do swoich myśli, które nie były trudne do odgadnięcia.
Wytarłam twarz rękawem, który teraz pokryty był czarnym tuszem. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, każde zatopione w swoim małym, naiwnym świecie. Nie wykraczaliśmy poza granice dobrego wychowania. Przerwałam to.
- Skąd wiedziałeś..? – zaczełam, ale Liam mi przerwał.
- Że płaczesz? Że przespałaś się z Harrym w lutym? O co pytasz? Może o wszystko? Ja nie jestem ślepy, Oliwia. Poza tym nie trudno było usłyszeć. – powiedział wskazując kierunek, z którego przyszłam. Pokiwałam głową i jeszcze raz wytarłam nos. Skrzywiłam się na widok mojego brudnego, usmarkanego rękawa.
- Co się działo w życiu Harrego zanim.. no wiesz.. Czuję, że zrobiłam coś.. Nie wiedziałam.-próbowałam się tłumaczyć, ale dawało to przeciwne rezultaty. Wiedziałam, że się usprawiedliwiam. Ponownie wybuchłam płaczem tym razem bardziej kontrolowanym. Liam objął mnie delikatnie ramieniem w geście pocieszenia i zaczął cicho tłumaczyć.
- Harry chyba się zakochał. Przynajmniej wszyscy tak myśleli, ale to nie mogła być prawda, przecież przespał się z tobą. Tak, czy inaczej bardzo starał się, by z powrotem odnowić więź ze swoją była dziewczyną, by zyskać jej zaufanie. I wtedy zjawiłaś się ty.
- Wiedział co robi. Pocieszył się mną. – parsknęłam przez łzy. Wszystko się we mnie dusiło. – Jak ona się dowiedziała? Przecież tylko ty wiedziałeś. Właściwie domyślałeś się.
- Harry jej powiedział. Chciał być z nią szczery, co wyszło raczej na opak.
- I dlatego obwinia o wszystko mnie?! Pieprzony egoista, szukający wymówki i usprawiedliwienia.! Jak ja go nienawidzę.
- Nie mów tak. – ostrzegł mnie Liam.- Możesz tego żałować.
- Żałuję tylko tego, że miałam z nim doczynienia. Nie zapomnę mu tego. I on mówi, ze ja go wykorzystałam, a tymczasem to on potraktował mnie jak zabawkę, przytulankę.
Kręciłam głową. Ostatni raz otarłam twarz i poprawiłam włosy.
- Oliwia, nie rób tego. – powiedziała Liam, gdy wstałam.
- Czego?- zapytałam i odeszłam. Byłam zdeterminowana. Harry postąpił bardzo nieładnie. Chciał zrzucić całą winę na mnie. I prawie mu się udało. Prawie. Byłam pewna, że nie zdawał sobie sprawy, że właśnie wypowiedział mi wojnę.

Weszłam do domu z całkiem innym nastawieniem. Przepełniała mnie chęć zemsty. Byłam zbuntowana przeciw wszystkiemu i dumna. Nie dałam po sobie poznać, że jakakolwiek negatywna rozmowa z Harrym miała miejsce.
- Już wróciłaś? Gdzie Harry? Co dobrego kupiłaś? – spadł na mnie gard pytań Gemmy.
- Nic, przeszła mi na wszystko ochota po drodze i nie doszłam nawet do sklepu. A Harry? Pewnie zaraz wróci. Gdzieś mi zniknął. – gdy kłamałam Gemmie prosto w twarz przemawiało przeze mnie czyste wyrachowanie, którego miałam żałować.
- Dziwne.. No cóż, nie zgubi się. Mam nadzieję tylko, że za dużo paparazzich go nie złapie. Chodź przebierz się w strój.. Nie ma to jak pływanie po ciemku. – Gemma poruszyła teatralnie brwiami. Uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę by przebrać się w moje brązowo-złote bikini.

- Oj słoneczko, jak ty sexy wyglądasz. – podbiegł do mnie Zayn i objął mnie w pasie, gdy tylko wyszłam za dom. Basen był jasno oświetlony, kiedy cały ogród tonął w mroku. Popatrzyłam się na niego uwodzicielsko.
- Specjalnie dla ciebie. – powiedziałam, na co w odpowiedzi Zayn się do mnie uśmiechnął ukazując swoje całe uzębienie.
Trzasnęły drzwi wejściowe, a potem wyszli z drugiej strony domu do nas Liam i Harry. Z całych sił próbowałam się nie skrzywić tkwiąc w ramionach Zayna.
- Widzę nowy cel.- powiedział Harry patrząc na mnie i na Zayna. Wiedziałam, jednak, ze te słowa skierował do mnie.
- Zazdrościsz? – zapytał mulat uśmiechając się promienie i zerkając na mnie.
- Jakoś niespecjalnie. Przechodni towar. – burknął cicho Harry. Zdenerwowałam się. Nie musiał być od razu taki wredny. Wyswobodziłam się z objęć Zayna z pretekstem, że przyniosę nam coś do picia.
- Mokry towar.- powiedziałam przechodząc koło Harrego. Mocno, z zaskoczenia go pchnęłam. Harry z głośnym pluskiem w ubraniu wpadł do wody głośno klnąc.
Uniosłam głowę i spojrzałam na wstrząśnięte twarze przyjaciół.
- Oliwia, chyba musimy pogadać. – powiedziała Gem ciągnąc mnie za rękę do góry, do swojego pokoju.
Nie bałam się tej rozmowy byłam calkowice obojętna. Tak, jakbym pozbyła się wszelkich uczuć. Byłam jak bezwładna masa ciągnięta przez Gemmę.
Moja przyjaciółka głośno zatrzasnęła drzwi i pchnęła mnie na łóżko.
- Co ty wyrabiasz?! – krzyknęła.- Wepchnęłaś Harrego do basenu i to na pewno nie z powodu tego docinka. Zresztą on też obrażając cię.. Musiało się coś stać. Mów jak na spowiedzi!
- Co mam ci powiedzieć?! Że zrobiłam coś o czym wstydzę się nawet pomyśleć? Tak, zrobiłam! – krzyknęłam wstając. Nie mogłam usiedzieć na łóżku. Roznosiło mnie. Byłam zdenerwowana i zawstydzona co przeradzało się w czystą frustrację. Miałam ochotę się rozpłakać. Ludzie zwykle płaczą z frustracji i bezsilności. Nie byłam wyjątkiem.
Gemma uśmiechnęła się do mnie kojąco. Złapała mnie za rękę i posadziła obok siebie na łóżku. Położyła mi dłoń na ramieniu.
- Mi możesz wszystko powiedzieć. – zapewniła.
- Wstydzę się. Boję się.. Sama nie wiem, wszystko na raz. – powiedziałam. Westchnęłam. Gemma była moją przyjaciółką, czemu miałam jej nie zaufać. – Przespałam się w lutym z twoim bratem. – wyszeptałam speszona, zawstydzona, z poczuciem winy.
- Wiem. – usłyszałam szept Gemmy tuż nad uchem. Spojrzałam na nią przenikliwie. Patrzyła się na mnie współczująco i pocieszająco zarazem. Posłałam jej nieme pytanie, które bez trudu rozszyfrowała.
- Harry mi powiedział, a raczej wyżalił. Chciałam po postu, żebyś sama mi to powiedziała.
- Komu on nie powiedział?- zapytałam retorycznie z nutką drwiny. – I jeszcze ze mną rozmawiasz? To przecież nie do przyjęcia.
- Co nie do przyjęcia? To twoje życie i Harrego. Wasze decyzje. Ja was mogę tylko wspierać. Oboje. Owszem, czasem trudno się postawić po którejś ze stron, ale staram się być obiektywna. Kocham was oboje i nie mam zamiaru interweniować. Musicie sobie sami z tym poradzić. Musicie. – podkreśliła ostatnie słowo.
- Co to znaczy?- zapytałam jak głupia jednakowoż z nadzieją.
- Nie chcę, żeby w domu panowało jakieś napięcie. Macie się pogodzić i naprawdę nie obchodzi mnie jak to zrobicie. Możecie się nawet pobić, byle potem było oky– zachichotała Ge.
- Nie wiem, czy potrafię Ge. Mogę ci jedynie obiecać, że postaram się więcej Harrego nie wpychać do basenu.
- Tak myślałam. – westchnęła Gemma. – Jakbyś chciała pogadać jestem zawsze do twojej dyspozycji. Zawsze wysłucham i będę to samo radziła. Wybaczyć.
- A to jest najtrudniejsze. – szepnęłam bawiąc się własnymi placami.
- Wiem. Wiem. – przytaknęła przyjaciółka i mocno mnie przytuliła.
W głowie miałam tysiące myśli, których w żaden sposób nie mogłam zagłuszyć. Po części nie chciałam tu być. Mogłam wyjechać, ale nie chciałam zostawiać tych nikłych chwil z Gemmą. Jak się miała potoczyć moja Historia? Nie miałam pojęcia. Bałam się najbliższej przyszłości, tych kilku dni, tygodni. Miałam toczyć walkę ze sobą i z Harrym, co strasznie mi się kłóciło. Nie chciałam się z nim kłócić, naprawdę go kiedyś lubiłam. Teraz czułam do niego odrazę, która przemieszana z uczuciami, których nie powinnam do niego żywić wywoływała ból. Straszliwy, paraliżujący ból maskowany wyrachowaniem. Byłam świadoma tego, że wepchanie Harrego do basenu nie było najlepszym pomysłem, ale działałam instynktownie. Wiedziałam, że będę musiała za to prędzej czy później zapłacić. A cena miała być wysoka.
***
Dzisiaj miało nie być odcinka, czasami trzeba przełożyć sprawy osobiste nad wszytko inne. Na szczęście ten czas już minął, więc postarałam się wygrzebać te kilka minut. 
Nie jestem w żaden sposób zadowolona z tego odcinka. Jest taki banalny. I wszystkie do, chyba 15, są banalne, niezaskakujące, nudne.. buu..Czasem mam ochotę wam już opowiedzieć końcówkę i miejmy to za sobą. Ale poprzedzają to chwile wahania, więc powstrzymuję się. Beznadzieja.
Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, na więcej takich nie liczę. Te opowiadanie, to jakiś chłam. Kompletnie nie udany eksperyment, nie tak pomysłowy jak mi się wydawało na początku, może się rozwinie, może.. Ale nie mnie to oceniać.No trudno. Mam jednak nadzieje, że nie wypłynie to nijak na was. 
Pozdrawiam.!
H.

PS. Przepraszam za te jęki, zawodzenia i wgl żal do świata, ale nie mam najlepszych dni.

podrugiej-stronie-lustra.blogspot.com  -- Nowy odcinek! Zapraszam.

piątek, 11 maja 2012

Odcinek 9


9.

Nie poddałam się tak łatwo. Walczyłam do krwi i kości, by tylko postawić na swoim. Po dwóch dniach naprzemiennych awantur i milczenia wreszcie udało mi się sprawić, by moja mama dała mi wolną rękę. Udało mi się to, czego tak bardzo pragnęłam, a jednocześnie gdzieś w środku czułam przejmujący mnie strach.

Wysiadałam przed małym znajomym domkiem i zatrzasnęłam za sobą drzwi czarnego, dużego samochodu.
- Cieszę się, że tu wróciłam. – szepnęłam. Moja najlepsza przyjaciółka popatrzyła na mnie z czułością. – Opłacała się ta walka z rodzicami.
- Teraz jeszcze tego nie możesz stwierdzić, ale mam nadzieję, że cię miło zaskoczę. Czyli jednak do ojca jedziesz w drugim miesiącu. ?
- Niestety. – mruknęłam wyciągając moją walizkę z bagażnika. – Twojej mamy nie ma?- zapytałam zauważając, że brak drugiego samochodu na podjeździe.
- Nie ma. Znów wyjechała do naszego letniego domku w Hiszpanii, gdzie ma ją odwiedzić Harry. Te jej ciągłe wyjazdy są już po prostu nudne. Nie żebym narzekała, w końcu starych nie ma w domu, będzie bal. – uśmiechnęłam się. Ja już wiedziałam co to znaczy „bal” w rozumowaniu Gemmy.
Gdy tylko weszłam do domu poczułam coś na kształt spagetii gotowanego na męskich perfumach. Dom był urządzony identycznie jak pół roku temu. Nic się nie zmieniło. Wszystkie wnętrza w stylu chłodnej elegancji, sterylnie posprzątane. W środku panował przyjemny chłód kontrastujący z gorącym powietrzem na zewnątrz.
- Oliwia! – rzucił się na mnie Louis. Stanęłam jak wryta, lekko klepiąc Lou po placach. Posłałam Gemmie pytające spojrzenie. Co on tu, do cholery robił?
- Czyżbym zapomniała ci powiedzieć, że mój ulubiony zespół mnie odwiedził? Niespodzianka! – krzyknęła Ge uradowana. Uśmiechnęłam się sztucznie.
- Chyba ci wypadło. – stwierdziłam przytulana przez Nialla.
- Słoneczko! – krzyknął na mój widok Zayn. – Gdzieś ty się podziewała? Wyjechać tak bez pożegnania? – przytulił mnie mocno i szepnął do ucha:
- Tęskniłem.
Nie powiem w tym momencie zaczełam spazmatycznie oddychać. Miałam ochotę uciec naprawdę daleko. Na drugi koniec świata. A to przecież nie było najgorsze. Czekało mnie jeszcze jedno spotkanie, którego się cholernie bałam. Zrobiłam krok do tyłu i przybrałam fałszywą maskę. Serce zaczęło mi bić trzy razy szybciej, a oddech stawał się nierówny. Moje nogi bardzo chciały uciekać i tylko moja silna wola je przed tym powstrzymywała. Musiałam się uspokoić, ale nie wiedziałam jak. Byłam całkowicie przerażona, strach mnie paraliżował. Niestety to musiało się zdarzyć. Stanęłam oko w oko z moimi koszmarami.
- Cześć, Oliwia. – powiedział Harry. Podszedł do mnie i objął mnie ramieniem prawie nie dotykając. Wiedziałam, że wszystko jest czysto pod publiczkę.

Cały dzień chodziłam napięta jak struna. Oczywiście grałam szczęśliwą, ale w środku aż dygotałam. Siadałam jak najdalej od Harrego, skradałam się korytarzami by go tylko nie spotkać i nie zjadłam obiadu, nic nie mogłam nawet przełknąć. Wieczorem to całe ukrywanie się dało o sobie znać. Byłam wykończona, a nawet na chwilę nie mogłam odetchnąć. Tylko jedno mogło mi pomóc.
- Gemma?- zapytałam wchodząc do salonu, gdzie siedzieli chyba wszyscy. Tylko Liama nigdzie nie dostrzegałam. Gemma właśnie przedrzeźniała się Niallem. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Ale szybko mi przeszło wbiłam wzrok w moje stopy, by po chwili rozważnie przenieść go na przyjaciółkę.
- Nie potrzebujesz czegoś ze sklepu? Ja idę się przejść. Może złapię zasięg. – powiedziałam. Zerknęłam lekko w bok na uśmiechniętego Nialla. Ge też na niego spojrzała.
- Nie, nie. Iść z tobą?- zaproponowała, ale tak świetnie się bawiła. Nie chciałam jej odrywać od tej chwili radości.  Pokręciłam przecząco głową, może zbyt energicznie. Gemma zadała mi nieme pytanie, które zignorowałam.
- Ja z nią pójdę. Żadne zbóje jej nie napadną. – zaoferował się Harry. Przełknęłam ślinę. Tylko nie to.
- Tak jakby w Holmes po ulicy biegali zbiegli więźniowie. – zaśmiał się Zayn, ale nie ruszył się. Harry wzruszył ramionami i popatrzył na mnie pytająco. Szczerze, bałam się odezwać. Obróciłam się i ruszyłam do drzwi. Czułam ciężki oddech brata mojej przyjaciółki na karku. Coraz cięższy.

- Może chciałabyś mi coś powiedzieć?- zapytał Harry, gdy tylko oddaliliśmy się od domu na kilka kroków. Splotłam ręce i potarłam przedramiona. Wiedziałam, ze to się prędzej czy później stanie, że to pytanie padnie, ale wolałabym, żeby zdarzyło się to później.
- Przepraszam. – powiedziałam w pewnym sensie pytając. Harry przystanął rozkładając ręce. Jego włosy lśniły w blasku latarni.
- Za to, że się ze mną przespałaś? Za to, że mnie wykorzystałaś? Bo tak się czuję. Czy może za to, że wyjechałaś bez pożegnania i głupiego słowa „cześć”?! – z każdym kolejnym pytaniem podnosił głos o co najmniej ton. Zrobiło mi się strasznie głupio. Zacisnęłam powieki.
- Za wszystko i za nic.- odpowiedziałam. – Myślałam, że się już więcej nie spotkamy. Poza tym, to ty się do mnie przystawiałeś.
- No nie, księżniczko. Czy myślisz, że to wszystko wyjaśnia? I nie udawaj, że jesteś bez winy. Pijana nie byłaś, koteczku.
- Może już skończ z tym sarkazmem, co?! – uniosłam się.
- Nie! Nie rozumiem twojego zachowania. Nie rozumiem też swojego tamtej nocy, ale mogłaś chociaż stawić temu czoła. A ty schowałaś głowę w piasek, po tym jak spieprzyłaś mi życie!
- Uważaj trochę na słowa! Dobrze wiedziałeś, że wyjeżdżam, mogłeś się zainteresować.! Ja ci spieprzyłam życie? Sam powiedziałeś, że do tanga trzeba dwojga. Trzeba było nie pchać tego co nie trzeba w miejsca, w których nie chce się znaleźć, więc o swoje życie troszcz się sam.!
- Łatwo powiedzieć.! – Harry krzyknął. Widziałam, że był silnie wzburzony, ale na pewno nie mniej niż ja. Ruszyłam do przodu, nie zatrzymując się.
- Stój! – krzyknął za mną szarpiąc mnie za rękę. – Chyba jeszcze nie skończyliśmy?
- Myślę, że tak. Powiem ci coś, wielka gwiazdo. Od teraz nie obchodzi mnie twoje życie, sam sobie narobiłeś kłopotów, a ja się w to jak ostatnia kretynka dałam wciągnąć. Czy to brzmi egoistycznie? Mam nadzieję. Gdybym tylko mogła cofnąć czas na pewno bym to zrobiła. Wiedz jedno. Żałuję, żałuję jak cholera.
Wyrwałam mu się jednym szarpnięciem i żwawym krokiem popędziłam przed siebie. Nie odwróciłam się, ale instynktownie czułam, że Harry został z tyłu. W oczach zakręciły mi się łzy. Nie chciałam sobie pozwolić na płacz, ale nic nie mogłam poradzić na spływające po moim policzku łzy.
Skręciłam w bok, do pogrążonego w ciemnościach parku. Przysiadłam na pierwszej lepszej ławce i wylewałam tony łez. Zaczełam szlochać. Nie byłam w stanie określić co czułam. Upokorzenie, pogardę, nienawiść do samej siebie. Przecież wiedziałam, że tak to się skończy. Czego ja oczekiwałam, że rzuci mi się na szyje i będziemy razem do śmierci? Nie. Tego spodziewałabym się w ostatniej kolejności. Jednakże zarzutu o zepsucie życia, też nie stawiałam na szczycie mojej listy. Czym sobie na to zasłużyłam? Co działo się w życiu Harrego w momencie naszej wpadki, naszego zapomnienia? Nie miałam pojęcia i za pewne nie miałam się tego dowiedzieć. Moje stosunki z Harrym nie miały teraz należeć do normalnych, a co dopiero myśleć o powrocie do wcześniejszych.
- Może trzeba było pohamować rządze?- usłyszałam z boku. Przestraszona odwróciłam głowę w stronę głosu. No tak. Mogłam się spodziewać.

***

Na weekend! Co do treści to nie dajcie się zwieść... Nie będzie tak słodko, nie będzie potem niekończącej się przyjaźni, a potem delikatniej, słodkiej miłości.. O nie, nie.. Taki spoiler. Teraz stawiam na gwałtowność. Jak ona się objawi, to zobaczycie.. ;)

Już wiecie, że Londyn nie był po to, żeby teraz do niego wracać.Ale będzie miał jakieś znaczenie. Później. Już wiecie, że pojawi się tajemnicza Emily.Tutaj żadna postać nie jest przypadkowa, niektóre tylko mają niewielką rolę. Kto będzie miał tu znaczenie? Kurcze, rozwinęłam mnóstwo wątków, na których zakończenie musicie troszkę poczekać. Wytrwałości!

Dziękuję za tak liczne komentarze. To, że was kocham to już wiecie, więc nie widzę sensu tego powtarzać, aczkolwiek życie jest czasem bezsensu, więc.. Kocham was za to!

Pozdrawiam.!
H.

PS. Zapraszam do komentowania.!

podrugiej-stronie-lustra.blogspot.com  - niedługo nowy odciek. !
wspolnykierunek.blogspot.com  - dla tych co jeszcze nie widzieli, a chcieliby.. Nowy jednopart!

poniedziałek, 7 maja 2012

Odcinek 8


8.

Delikatnie usunęłam się w cień. Czarne chmury kłębiące się nad moją głową ciskały niebiańskie, groźne błyskawice. To odzwierciedlało całkowicie mój ponury nastrój.
Wysunęłam się spod kołdry tak delikatnie i tak cicho jak jeszcze nigdy. Wzięłam w palce lok chłopaka leżącego na łóżku. Chwila zastanowienia, spojrzenie. Był naprawdę śliczny, ale nie dla mnie. Nie wiem co mnie podkusiło.  Zaczełam zbierać z podłogi moje ubrania i wyszłam z pokoju na palcach.
Zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i westchnęłam. Stałam na korytarzu w samej bieliźnie z ciuchami w rękach i myślałam. A raczej obwiniałam się za głupotę.
- Oliwia?- obróciłam głowę w prawo z szybkością błyskawicy. Zakryłam usta ręką, ale szybko się opanowałam. W ciemnościach, które przełamywał brzask słońca dostrzegłam dwoje wpatrujących się we mnie oczu.
- Chyba już wiem gdzie byłaś cały wieczór. – odezwał się chłopak.
- O mój Boże, Liam co ty tu robisz? –zapytałam zdezorientowana i zawstydzona. Dojrzę stałam przed nim w bieliźnie to jeszcze miałam świadomość, że on wie, albo się domyśla. Głupi nie był. Zacisnęłam kurczowo dłonie na trzymanych w rękach ciuchach.
- Stoję i myślę co ty tu robisz. Chociaż chyba już wiem, po co wymykałaś się z Harrym, Zayn byłby niepocieszony.
- Liam przestań, tak w ogóle mówić. Obiecaj mi, że nikomu nie powiesz…
- No nie wiem. – wahał się chłopak. Zrobiłam się blada, po prostu to wiedziałam, nie musiałam nawet patrzeć w lustro.
- Proszę..- błagałam I tak już miałam przechlapane.
- Dobrze, Oliwia. To twoja sprawa, ale nie sądzisz, że należy mu się choćby pożegnanie? Przecież wiem, że za chwilę..
Przerwałam mu.
- Wiem, ale nie mogę. Muszę sobie z tym sama poradzić. Dziękuję, Liam..- zawahałam się przez moment ruszając z miejsca, by po chwili obrócić się twarzą do chłopaka i wyszeptać - i żegnaj.
I odeszłam zostawiając chłopaka kiwającego głowa. Rozumiał mnie. Rozumiał mnie choć wcześniej z nim nie rozmawiałam. Miał po prostu w sobie tą szczyptę empatii. 
Zaledwie chwilę zajęło mi przedostanie się do pokoju mojej przyjaciółki. Wchodząc poczułam męskie perfumy, w powietrzu rozchodziło się ciche chrapanie i oddech niewątpliwie dwóch osób. Na łóżku na moim miejscu spał Niall przytulając lekko Gemmę. Może przytulając to duże słowo, obejmował ją jedną ręką, drugą miał zaplątaną w jej włosy, ale to mógł być tylko przypadek. Uśmiechnęłam się. Spali w ubraniach, więc nie bałam się wchodzić. Tak słodko razem wyglądali. Gdyby nie to chrapanie.
Ubrałam się szybko, nieporadnie wciągając spodnie, przy czym prawie wylądowałam na podłodze. Na szczęście dała o sobie dać moja, rzadko się przejawiająca gracja. Nie mogłam nie budzić Ge. Musiałam się czymś dostać na lotnisko, a ona była tym kimś, który miał mnie zawieźć.
- Ge..?- szturchnęłam delikatnie przyjaciółkę.
- Ge.. ? Przepraszam cię, ale musisz mnie zawieźć na samolot. – powiedziałam ciągnąc ją za przedramię. Gemma rozbudziła się i usiadła nie budząc śpiącego jak kamień Nialla. Przetarła oczy i chwyciła z szafki nocnej telefon.
- Może obudzę Harrego, co? – zapytała. Pokręciłam głową.
- Nie ma czasu jest już późno. Zaspałam. Szybko. – Ge zerwała się i poprawiła wygniecione ubranie, w którym spała.
- Gdzie ty byłaś?- zapytała mnie patrząc podejrzliwie.
- Zagadałam się z Harrym, a potem zasnęliśmy. – skłamałam spuszczając wzrok. Ge pokiwała głową ze zrozumieniem i wzięła z biurka kluczyki do samochodu.
- To chodź. – rzuciła i wyszła brzęcząc pękiem kluczy. Chwyciłam walizkę i podążyłam do swojego starego życia.

Zostałam sama. Po ckliwym pożegnaniu z najlepszą przyjaciółka zostałam sama wśród ludzi. To było takie paradoksalne, że aż chciało mi się śmiać. Siedziałam w samolocie i patrząc w szybę walczyłam sama ze sobą. Co ja najlepszego zrobiłam? Czułam się jak dziwka. Czy tak zawsze musiało być? Mądry Polak po szkodzie. Westchnęłam i założyłam słuchawki. Nieziemski głos Billego Joe Amstronga wyrywał mnie z zamyślenia. Śpiewając w myślach „Closing Time” próbowałam zapomnieć o wszystkim co mnie spotkało, ale to wszystko tak strasznie napierało na mój umysł. Wdzierało się każdą stroną.


Closing time, open all the doors and let you out into the world 
Closing time, turn all the lights on over boy and every girl 
Closing time, one last call for alcohol, so finish your whiskey or beer 
Closing time, you don't have to go home, but you can't stay here

Otworzyłam wszystkie drzwi. Otworzyłam się na świat. Nie pogardziłam niczym I jak to się dla mnie skończyło? W pewnym sensie tragicznie. Na szczęście nie miałam tam wrócić, a piosenka była tylko przypadkową piosenką, której nie musiałam słuchać.  Przełączyłam i zatopiłam się w jakiś innych brzmieniach, których właściwie nie słuchałam. Słyszałam, że coś leci, a gdy mój mózg przyswajał poszczególne słowa okazywały się wyjątkowo trafne, jak nigdy. Zdenerwowałam się tylko i wyciągnęłam słuchawki z uszu,. Wkurzała mnie już ta lasująca mózg sieczka. Kochałam Green Day’a  i rocka, lubiłam też pop ( czasami), ale dzisiaj wszystko mi przypominało na złość o moim „ problemie”. Uderzyłam pięścią w ścianę samolotu. Przygryzłam wargę. Siedząca obok kobieta spojrzała na mnie krzywo. Już nawet sobie uderzyć nie wolno. Przewróciłam oczami. Po prostu nie mogłam usiedzieć na miejscu. Całą mnie nosiło.
Jak jedna niewłaściwa decyzja może zmienić życie. A najgorsze było to, że nie żałowałam. Żałowałam, ale nie pod tym kątem. Musiałam się przyznać sama przed sobą, ze seks był fantastyczny.
Teraz miałam wrócić do mojego miasta, przejmować się jeszcze tylko kilka dni, a potem.. może zapomnieć. Tylko czy coś tak niezwykłego da się w ogóle zapomnieć? Miałam nadzieję, że tak. Przynajmniej mogłam zapomnieć. Mogłam?
Właściwie sama gubiłam się w myślach. Raz chciałam zapominać, raz nie. Sama nie wiedziałam czego chciałam. Wiecznie niezdecydowana. To był jakiś koszmar. Pozostało mi tylko czkać. Przyznać się do błędu, zacisnąć zęby i czekać.

*

Przetarłam zaspane oczy. Tak bardzo mi się nie chciało. Po prostu wszystko domawiało mi posłuszeństwa. Oczy mi się nie chciały rozkleić, a ręce wykonywać najprostszych poleceń. Kto wymyślił szkołę na rano? Jakiś kompletny idiota. Już byłam wyczerpana, choć dzisiaj miał być dopiero pierwszy dzień po feriach. Westchnęłam i niechętnie wstałam. Wyciągnęłam z szafki pierwsze lepsze ubranie, przez co nie wyglądałam najlepiej, ale miałam to gdzieś i tak byłam niewidoczna, szarą myszką, a czasami jeszcze bardziej. Nawet nie przeglądając się w lustrze zeszłam na dół po drewnianych schodach w wyświechtanej starej bluzie i porwanych jeansach, w które zwykle chodzę tylko w domu poszłam do kuchni na śniadanie.
W przestronnej, jasnej kuchni w błękicie stała moja mama z kubkiem w ręce.
- Oliwia! W coś ty się ubrała? Nie idziesz przecież grzebać w śmietniku, tylko do szkoły! – wyjęczała moja matka. Siedzący już przy stole mój brat – skowronek zaczął się śmiać.
- Faktycznie, siostra wyglądasz jak bezdomna. – stwierdził jedząc kanapkę z serem.
Skrzywiłam się i usiadłam. Nikt nie miał prawa oceniać mojego stylu. No dobra, na co dzień tak się nie ubierałam. Lubiłam być elegancka, ale dzisiaj nie chciałam jakoś specjalnie zwracać na siebie uwagi. Miałam już dość zainteresowania moją osobą.
- Idź się przebrać! – krzyknęła moja matka. Nabrałam powietrza. – Bez dyskusji.
- Już nie zdążę. – powiedziałam gryząc jabłko i szybko wstając. Na zegarku była siódma trzydzieści. Miałam zaledwie pół godziny i kawałek drogi do przejścia.
- Pojedziesz tramwajem. – rzuciła moja matka stojąc w drzwiach. Westchnęłam. No oczywiście wszystko przeciwko mnie. Już nic nie mogę zrobić tak jak bym chciała. Powlokłam się ciężko na górę i przebrałam w rzeczy zdatne do użytku. Teraz wyglądałam zwyczajnie. Dla mnie zwyczajnie, a że miałam duże niebieskie oczy, blond włosy i bardzo dziewczęce rysy twarzy przypominałam porcelanową laleczkę, na którą zawsze, od dzieciństwa stroiła mnie moja mama. Nie lubiłam się za to. Gdyby nie moje przekonania i starca poglądowe z większością ludzi mogłabym uchodzić za popularną tylko ze względu na swój wygląd. Każda dziewczyna byłaby zdolna zabić dla takich oczu, takich rysów, takiej figury, dla czegoś czego ja nienawidziłam.
Przeglądnęłam się ostatni raz i wybiegłam z domu na tramwaj z nadzieją, że zdążę.

Pchnęłam ciężkie drewniane drzwi, a potem czekałam chwilę, aż pani pracująca na portierni wykona swoja jakże ciężką pracę i naciśnie guziczek dający jej moc wpuszczenia mnie do szkoły. Gdy tylko moja zbawicielka, zwykle bardzo nieprzyjemna, starsza, koścista kobieta z burzą rudych włosów na głowie, udostępniła mi wejście do szkoły weszłam do dużego holu wypełnionego mnóstwem znajomych z widzenia twarzy, które jak nigdy obsypały mnie gradem spojrzeń. Nie wiedziałam gdzie podziać wzrok, więc  uciekłam szybko do szatni, w której jak codziennie rano czekała na mnie moja szkolna przyjaciółka Marta.
Marta była jak najbardziej przeciętną osobą. Szare oczy zawsze podkreślała bezbarwnymi ubraniami w kolorach burzowego nieba, długie nogi nigdy nie widziały spódnicy, a jej brązowe włosy rzadko chodziły na randkę z grzebieniem, przez co zawsze przypominały zafarbowanego mopa do podłogi. Marta jednak miała wrodzoną grację i charyzmę, której używała jak bata. Ja jednak kochałam ją za jej poglądy, niezależność i chłodną analizę każdego szczegółu.
- Kurde, co tu się dzieje? Wszyscy się  na mnie patrzą jakbym im ojca harmonią zabiła. Chyba, że mam jakieś przewidzenia. – powiedziałam przytulając Martę.
- Na pewno ci się tylko zdaje. Ci na dole się na wszystkich gapią. Popularni, najlepsi, nie do opisania.. – zadrwiła Marta. Zaśmiałam się perliście. Miała rację. Ludzie siedzący w holu byli zazwyczaj bardzo popularni. Wszyscy ich znali tylko oni nikogo oprócz siebie nawzajem. Każdy chciałby być jednym z nich, tylko nikt nie mógł. Popularność była zarezerwowana tylko dla wybrańców.
Wyszłyśmy do holu razem. Podeszłam do wiszących na ścianie zastępstw. Ktoś mnie mocno szarpnął.
- Co?! – krzyknęłam na przyjaciółkę.
- Naprawdę wszyscy się na ciebie patrzą. – szepnęła. – Nawet on!
Marta zapiszczała mi do ucha. Zatkałam je lekko i obróciłam się dyskretnie. Miała rację. Najprzystojniejszy według mnie chłopak w szkole, wysoki brunet, dobrze ubrany o postawie niegrzecznego chłopca, o zgrabnym imieniu Kuba wpatrywał się we mnie i tylko we mnie.
- Co robiłaś takiego w ferie? – zapytała Marta i wtedy mnie oświeciło. Ale nie.. Przecież to jest niemożliwe, żeby… A może jednak. Może to wszystko nie było błędem i mogę na tym skorzystać. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Zrywamy się z pierwszej lekcji. – powiedziałam. – Muszę skoczyć do sklepu.

Nie udało nam się nawet wyjść ze szkoły. Zanim doszłyśmy do drzwi podbiegła do nas wchodząca Paulina. Dziewczyna od początku zakochana w Harrym i One Direction. Zaczęła piszczeć i skakać. Byłam przerażona.
- Uspokój się! Uspokój..j się. – powiedziałam łapiąc ją ze ramiona i ściągając na ziemie. Nie miałam pojęcia na co tak reagowała, domyślałam się, aczkolwiek jej zachowanie było znaczną przesadą.
- Przepraszam, ale to prawda? Poznałaś Harrego Styles’a?! – ponownie zaczęła piszczeć. Teraz wodzące za nami spojrzenia miały sens. Teraz wszyscy dwa razy bardziej śledzili mnie wzrokiem. Paulina skutecznie przyciągała uwagę.
- Paulina, na początek uspokój się, oky? Poznałam go, ale skąd to wiesz?
- To ty nie wiesz? Było w gazecie. Pierwsza Polka, która była tak blisko Harrego Styles’a. Myślałaś, że się nie rozniesie?
Zdziwiłam się. Nie widziałam w Holmes Chapel nigdzie prasy.
- Zrobili ci zdjęcie  z nim na jakiejś dyskotece. – powiedziała Paulina wyjaśniając zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać. Jakby czytała mi w myślach.
To wszystko tłumaczyło. Chester. Tłumaczyło, ale zarazem komplikowało, zmieniało, mieszało. Czy naprawdę teraz moje życie miało się tak diametralnie zmienić tylko dlatego, że poznałam wielką sławę.? Zaczynało mnie to coraz bardziej przerażać. Przygryzłam wargi i usiadłam na pierwszej lepszej pobliskiej ławce obok jakiegoś chłopaka, który kompletnie mnie nie obchodził. Paulina odciągnięta przez Martę, która doskonale rozumiała, że potrzebuję chwile dla siebie, trajkotała jak najęta. Zaczełam trochę współczuć przyjaciółce.Teraz miałam tylko jedno w głowie. Skandal. Może nie jakiś wielki na masową skale, ale mój osobisty. Przespałam się z Harrym i to już było straszne, a teraz cały świat wiedział, że poznałam Harrego Styles’a. Miałam nadzieję, że bezczelni dziennikarze niczego innego nie wywęszą. Właściwie nie było na to szans. Przecież cały czas byliśmy w Holmes. Ale czy na pewno? Tak czy inaczej wszystko miało zostać wielką tajemnicą. Może wszyscy zapomną o mnie za jakiś czas? Może.
- Cześć. – odezwał się do mnie chłopak siedzący obok, na którego nie zwracałam uwagi. Obróciłam się i w pierwszej chwili obrzuciłam go drwiącym spojrzeniem, lecz szybko się poprawiłam. Przede mną siedziało moje marzenie. I mówiło do mnie. A teraz czekało na odpowiedź.
- E? Cześć? Czemu do mnie coś mówisz?- zapytałam trochę naiwnie. Chłopak zaczął się śmiać, choć przecież nic śmiesznego nie powiedziałam. Skrzywiłam się lekko, ale postanowiłam wykorzystać sytuację jaka mi się nadarzyła. Drugiej okazji może nie być.
- Spodobałaś mi się. Kojarzę cię już od dłuższego czasu i chciałbym się z tobą umówić.
Wiedziałam dlaczego to mówił. Teraz byłam popularna i naprawdę miałam świadomość, że nie powinnam się z nim spotykać, ale co zrobiłaby na moim miejscu każda inna dziewczyna, gdyby zaprosił ją na randkę chłopak, o którym śniła cały rok? Teraz jego motywy były całkiem błahe. Może pozna prawdziwą mnie i się we mnie zakocha? Mogę to tłumaczyć moją naiwnością, ale zawsze jest szansa. W końcu jestem osobą, w której się można zakochać. Jestem? Nawet jak nie jestem to może on dostrzeże to „ coś”. Warto spróbować, zaryzykować. Może się uda. Inaczej na pewno nie.
- Jasne. Czemu nie?

I tak zaczęła się moja popularność, po tym jak popełniłam drugi raz ten sam błąd, jednak bez zbliżenia. Zyskałam wspaniałego chłopaka, cudownych znajomych i niesamowite życie. Tylko czy to było szczere? Nawet po dwóch miesiącach nie byłam tego do końca pewna. Moi starzy znajomi przestali dzwonić, nowi zasypywali mnie smsami, chłopak porywał na kręgle. Byłam w centrum życia towarzyskiego. Jednak czegoś mi brakowało, a najgorsze było to, że umiałam to zdefiniować. Brakowało mi akceptacji. Mimo, że miałam tylu „przyjaciół” i należałam do ich grona, oni kompletnie mnie nie rozumieli. Nawet mój chłopak, Kuba był całkiem inny niż ja. Na innej planecie. Należał do innego świata.
Czekałam. Czekałam długi czas, aż coś się zmieni, ale ile można czekać. Wszystko zaczynało mnie przytłaczać. Nie miałam ochoty wychodzić z domu i straciłam zapał by chodzić na wszelkie imprezy. Kuba zamęczał mnie całymi dniami bym gdzieś się z nim wybrała, pokazała światu, ale ja nie miałam ochoty. I mimo, że całe halo na mój temat dawno minęło on nie miał dość.
I tak nadeszła wiosna, a później przyszły matury. Ostatni czas szkoły. Miałam się wyrwać z mojej rzeczywistości, by odnaleźć nową. Złożyć podanie na studia i znaleźć nowe otoczenie. Wejść w ten banalny system, w którym wszyscy dążą do sukcesu i wziąć udział w niekończącym się wyścigu szczurów. Porzucić marzenia dzieciństwa i zderzyć się z betonową ścianą realizmu, za którą czeka mnóstwo nieżyczliwych osób gotowych w każdej chwili kopiąc mnie w tyłek.
- Oliwia? Jesteś tu ze mną?- zapytał Kuba pocierając moją dłoń.
- Nie do końca. – odpowiedziałam sama do końca nie wiedząc co mówię. Kuba chyba poczuł się urażony,
- To jaki to ma sens? To już nie pierwszy raz. Jesteśmy ze sobą niecałe trzy miesiące, a ostatnio zachowujesz się jak znudzona. Chcę, żebyś wiedziała, że mi to przeszkadza.
- To co tu jeszcze robisz?- zapytałam wytrącona z równowagi. Przeżyłam z nim cudowne chwile, ale wszystko wydawało się, jakby działo się poza mną. Na początku cieszyłam się, że taki chłopak jak on się mną zainteresował, ale potem zaczełam się zastanawiać ile z tego było naprawdę.
- Chcesz ze mną zerwać?- zapytał puszczając mnie i cofając się kilka kroków, wstrząśnięty.
- Nie, ale czemu jesteś taki zdziwiony. Z tobą to nie można? Teraz w sumie to już nie wiem. Jesteśmy po maturach, praktycznie zaczęły się wakacje widzisz dla nas przyszłość? Jesteś ze mną nieszczery i spotykamy się.. Sama nie wiem dlaczego, co ty we mnie widzisz? Jestem laską i spotkałam Harrego Styles’a ? Takie argumenty to sobie możesz wsadzić.! – wyrzuciłam z siebie wszystko mocno gestykulując. Faktycznie tego dnia nawet przez chwilę nie byłam sobą.
- Co ty w ogóle mówisz?! Masz jakieś chore kompleksy. Jestem z tobą, bo jesteś super, a właściwe byłaś. Teraz jesteś tylko zakompleksioną laską bujającą w obłokach! A wsadzić to mogę tobie, tylko, że ty mi nie dajesz..!
Sama nie zauważyłam kiedy moja ręka wystrzeliła i chłopak dostał z całej siły, jaką posiadałam, w twarz. Załapał się za zaczerwieniony policzek w kompletnym szoku.
- Chciałeś ratować nasz związek, to mogłeś być choć troszkę delikatniejszy!- wykrzyczałam mu w twarz.
- Przyjaciółmi to my raczej nie zostaniemy.- syknął ciągle masując swój policzek.
- Raczej nie. Nie zbliżaj się do mnie nawet na dwa kroki. Znajdź sobie może taką, której będziesz mógł wsadzić cokolwiek tylko chcesz. Radzę poszukać w domu publicznym.- powiedziałam i bez większych ceregieli odeszłam. Słyszałam jak chłopak zaczął kląć i poszedł w swoją stronę. Westchnąłem. To miał być koniec. Opadło ze mnie całe napięcie. Poczułam się wolna. Szły wakacje, a ja mogłam wszystko. Miałam, jako maturzystka cztery miesiące, które teraz mogłam wykorzystać jak tylko chciałam nie przejmując się osobami, na których mi nie zależało. A może zależało? Czułam coś do Kuby, ale na początku. Teraz byłam wolna. Pierwsze co to musiałam odświeżyć moje stare, podupadłe znajomości, które przez niego straciłam.
Związek z tak popularnym, przystojnym chłopakiem, był bardzo ciekawym doświadczeniem, ale nie miał przyszłości. Po bolesnym uświadomieniu sobie tego, miałam zamiar wziąć życie we własne ręce i nie puszczać. To był mój czas.

Do domu wróciłam późno w świetnym humorze, który polepszył mi list od Gemmy na facebook’u. Uśmiechnęłam się szeroko do siebie i poszłam do matki by poinformować ją o moich planach.
- Mamo, jadę w pierwszym miesiącu wakacji to Gemmy do Holmes Chapel. – powiedziałam szczerząc się jak głupi do sera. Siedzący przed telewizorem Karol podniósł zaciekawiony głowę i uśmiechnął się tajemniczo.
- Chyba coś ci się pomyliło, koteńku.. W pierwszym miesiącu jedziesz do ojca do Londynu. Bez dyskusji. Nie widział was już tak długo i ma prawo.
- A Gemma? Też się z nią długo nie widziałam. – zaprotestowałam.
- Ojciec powinien być twoim priorytetem. Wiesz co masz zrobić. – powiedziała i wyszła. Przysiadłam na fotelu.
- Przykro mi, siostra. Tak trzeba. – rzucił Karol.
I tak mój dobry humor odszedł w siną w dal. Analizując wszystko na chłodno to moje życie runęło. Zerwałam z chłopakiem, straciłam znajomych, nie spotkam się z Gemmą. Ciężar moich błędnych decyzji zaczął mnie przytłaczać. Miałam ochotę schować głowę w piasek, ale wiedziałam, że to nie jest najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze nie pożyłabym długo, a po drugie nie mogłam uciekać przed wszystkimi problemami. Nie były one w końcu tak wielkie. Musiałam się zacząć przygotowywać, że problemy dorosłości są jeszcze gorsze i kiedyś również z nimi będę musiała sobie poradzić. Musiałam, wiec odrzucić to co chciałam i wykonać to do czego mnie zmuszali. Przyjemności później.
Och, gdybym wiedziała, że przyjemności zmienią się w nieprzyjemności. 

***
Miałam to podzielić na dwie części, ale stwierdziłam, że raz dłuższe może być. Nie chciałam was też katować brakiem akcji. W następnym już będzie, a potem mam nadzieję, też nie będziecie usypiać z nudy, bo szykuję coś.. coś. Powiem tylko, że tym razem postaram się moją główną dramatyczną cechę rozmnożyć dwa razy, więc.. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Już wprowadziłam pewne zmiany, które się dopiero ukażą za jakiś czas, bo mam kilka odcinków do przodu. ; ) Mam nadzieję, że mój nowy pomysł, który ewoluuje z każdym dniem będzie dla was zaskoczeniem, i że się spodoba. Postanowiłam w to włożyć całą siebie, jak mówiłam to raczej moje ostatnie tego typu opowiadanie. Potem zobaczymy. 

DZIĘKUJE!!! Dziękuję, za tyle komentarzy, o matko wiecie jak mi dorobić skrzydła.! Kocham was!
Teraz wiem, że was na dużo stać, więc błagam o więcej. Komentujcie! Enjoy!

Pozdrawiam.!
H. 

PS. podrugiej-stronie-lustra.blogspot.com ZAPRASZAM! Na razie się rozkręca, ale obiecuję, że bd lepiej.; ))