piątek, 22 czerwca 2012

Odc. 16


16.
A może? Wszystko przepadło, a ja zagłębiałam się w piekielną otchłań bez dna. Nic nie mogło mi pomóc. Tylko ból mógł przynieść ukojenie.
*
Oliwia nie mogła sobie zdawać sprawy z tego, że zaledwie kilka godzin wcześniej, Harry na ławeczce w parku pomyślał, dokładnie to samo.
*
Czułam jakby cały świat walił mi się na głowę, pod wpływem moich złych decyzji. Tony gruzu próbowały przygnieść mnie do ziemi. Skalne odłamki spadały mi na głowę kalecząc każdą część mojego ciała. Nie chciałam się poddać, ale opuścić to miejsce choćby na chwilę, by potem stanąć do walki z nowym oddechem lub po prostu zdobyć siły na ucieczkę. Wszystko było nie tak, tyle miałam na sumieniu, a nic nie mogło mnie oczyścić na zawsze, tylko na krótką chwilę, moment, doznanie. Zaczełam myśleć, jak ludzie „ młodej Polski” - całkowite zacofanie.
Gdzie był klucz do drzwi? Opuścić tą rozpacz, tylko tyle. Albo aż tyle. Ściany zawirowały. Świat się zatrząsł. Szaleńczy śmiech, niespokojny oddech i przeszywająca tęsknota.
Chwyciłam mocno za ostry język anioła śmierci i wbiłam w jeden martwy punkt. Czerwona łezka zakręciła się na połyskującym ostrzu i spłynęła na moją dłoń. Przyglądałam  się jej z zafascynowaniem. Czułam tylko lekki, ale tępy ból pulsujący w miejscu podniecającego zetknięcia języka z ciałem. Krwawe łzy. W moim wnętrzu poczułam narastającą radość. W końcu dopełniło się spełnienie. Troszkę spokoju. Serce przyspiesza, by po chwili zwolnić, by leniwie bić do końca. Oddech się uspokaja, a ja padam na ziemię. Mam ochotę nie wstawać. To tu się powinnam znajdować. Na granicy. Przede mną droga. Zawrócić, czy iść na przód do wiecznej szczęśliwość, iść za nadzieją do mojego małego Edenu? Opuścić ten świat pełen niesprawiedliwości, niezrozumienia i zła. Albo zostać, zawrócić i spojrzeć w oczy temu jedynemu, który tak bardzo mnie nienawidzi, zobaczyć w jego oczach odrazę. 
Nie chciałam umrzeć. Nie chciałam też żyć. Moje życie nie miało sensu, nic mi nie zostało. Chłopak, którego kochałam odszedł. Miałam go codziennie widzieć i patrzeć na niego, kiedy on mnie dusił, spychał, wbijał mi nóż w pierś i stosował przeróżne tortury, nawet mnie nie dotykając. ”Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym”.* Byłam słaba, uciekałam przed kłopotami. Moje serce zostało wyrwane, podeptane i rzucone psu. Nic już nie czułam. Ból był ułudą, której chciałam się pozbyć. A tylko krew mogła mnie oczyścić.
To co zrobiłam mnie przerażało. Na pozór to wszystko nie było takie straszne, ale w mojej duszy rozbrzmiewały odgłosy prawdziwej bitwy. Chordy rozumu ścierały się z armią serca, która ich miażdżyła. Każdy nawet skrawek moich myśli tłumiony był niewypełnioną tęsknotą, namiętnością i pragnieniem, które miało się nigdy nie ziścić. To miał być koniec, a ja go tak kochałam. Nawet słowo „ kocham” nie było w stanie tego opisać. Zawładnął mną wielki, nieposkromiony potwór żalu, którego tylko tak mogłam zabić.
Nikogo nie miałam. Wszystkich zawiodłam, wszyscy mieli mi coś za złe. Gemm, bo skrzywdziłam jej brata, Liam, bo go nie posłuchałam, a miał rację. Rację, jak cholera. Zayn, ponieważ go odtrąciłam i odtrącałam cały czas. I Harry.. Harry, który miał przeze mnie w oczach tyle bólu. Zdradziłam go. Nie chciał mnie więcej znać, cóż więc mi pozostało?
Zobaczyłam przed sobą śmierć z wielką, ostrą kosą błyszczącą w słońcu, choć byłam w ciemnym pokoju, i już wiedziałam, że podjęłam słuszną decyzję. Czas było opuścić ten świat cierpienia choćby na chwilę. Czekająca śmierć z pustymi oczodołami zwarła szczęki i objęła mnie kościstymi rękami owijając w swój czarny, jak najczarniejsza, bezgwiezdna noc płaszcz. Ogarnął mnie spokój.

Wszedłem do domu wisząc na ramieniu Louisa. W głowie miałem tylko jeden obraz. Teraz zamazany ilością wypitego alkoholu. Nawet procenty nie był w stanie mi pomóc, rozmazywały tylko kontury świata, z którego pragnąłem się choć na chwilę wyrwać.
Ledwie uświadomiłem sobie, że kocham tą drobną istotkę, której tak nienawidziłem, a już musiałem ją stracić. Moja nienawiść jednak opadała, teraz był tylko ból. Tępy, zżerający mnie od środka, żrący jak kwas. Ziemia uciekała mi spod nóg. Czy było jakieś wyjście? Oczywiście, ale ja go nie chciałem widzieć. Chciałem porzucić myśli o tej intrygującej dziewczynie, wymazać ją z pamięci, cofnąć się do początków. Ale ona tkwiła. Czemu myślałem, że mnie kocha? Przecież nic takiego mi nie powiedziała.. Pocałowała mnie, ale to nic nie znaczyło. Wcześniej się ze mną przespała. Teraz to nie miało znaczenia. Nie chciałem, żeby miało. Ona mnie nie kochała, zdradziła mnie, w ogóle jej nie zależało. I to tak strasznie bolało. Zwykle to ja tak robiłem, a ona odwróciła role. Sprowadziła na mnie cherubinka miłości, który wyglądał jak sam szatan. I mimo, że się przed tym tak długo broniłem, odpychałem ją,  to ten szarlatan mnie trafił. Nie spudłował i zasiał we mnie nadzieję, lęki i namiętność, kazał mi pożądać tej istoty, która tak mnie skrzywdziła. A on się śmiał.
- Coś ty z nim zrobił?!- wydarła się Gemma do Louisa. Próbowałem coś powiedzieć, ale język mi się plątał. Zacząłem się śmiać.
- Ja go tylko przyniosłem. Sam sobie to zrobił.
- A jak zarzyga mi dywan? Mama mnie zabiję.
- Spokojnie.- odezwał się Lou.- Wymiotował całą drogę. Już będzie tylko lepiej.
- Harry co cię podkusiło?- zadała mi pytanie Gemma. Opadłem ciężko na kanapę. To już jestem w salonie?
-Oddaj mi to co moje.- szepnąłem. Przede mną ukazał się sam cherubin w swej ohydnej postaci.. Zaśmiał się bezzębnymi ustami. – Ty nie jesteś miłym bobaskiem. Pieprzony, Lucyferze!
Cherubin o twarzy dziecka, z krowimi rogami zawijanymi na końcu, ciele staruchy, z przepaską na biodrach zaśmiał się paskudnie. Na głowie miał strąki zamiast włosów. W jednej ręce trzymał starą zardzewiałą siekierę, a w drugiej serce, jeszcze bijące, ale ostatkiem sił.
- Co on marudzi? Harry, ocknij się.- ktoś mną mocno potrząsnął. Stwór z moim sercem zniknął. Na jego miejsce pojawił się obraz zatroskanej Gemmy.
Otrzeźwił mnie krzyk, dobiegający z góry, przerażający krzyk, który nie milknął. Zaczął nawoływać Gemmę. Moja siostra zerwała się błyskawicznie i popędziła na górę. Wstałem chwiejnie i starając się utrzymać jako tako na nogach poszedłem za nią. Dwa razy połknąłem się na schodach, ale ciągle ktoś za mną był i mnie podtrzymywał. Czyżby Louis? Nawet się nie odwróciłem prowadził mnie nie milknący krzyk, który przeraźliwie dzwonił w moich uszach, wprowadzał chaos. I strach.  Dołączył do niego drugi wrzask, tym razem wyższy, ktoś zaczął płakać. Z góry dobiegła mnie modlitwa.
Gdy tylko stanąłem w drzwiach pokoju poczułem jak na głowę wylewa mi się kubeł lodowatej wody. Zimny pot spłynął mi po plecach. Wytrzeźwiałem natychmiast. Stanąłem jak wryty, nie mogłem wypowiedzieć nawet jednego słowa, gwałtownie zabrakło mi powietrza. Nie stać mnie było ani na krzyk, ani na płacz. Wszystko zlało się w ciemność. Jedyne co widziałem to krew. Cały pokój w niej był, a na środku w największej kałuży leżało moje krwawiące serce, nad którym pochylał się ten pieprzony cherubin.
Gemma krzyczała, Zayn krzyczał, ktoś dzwonił po karetkę, a ja patrzyłem na nią oniemiały. Co ona zrobiła?! Wyglądała jakby spała, gdyby nie ta krew, gdyby nie długie szramy biegnące wzdłuż nadgarstków.  Dopadłem do niej w dwóch susach. Ktoś próbował mnie ciągnąc do tyłu. Uderzyłem napastnika z całej siły, nawet nie zwracają uwagi kim jest. Padłem na kolana i głaskałem ją po głowie. Moje ręce w mgnieniu oka całkowicie pokryły się krwią. Byłam twardy, dusiłem w sobie krzyk. Powietrze sprawiało mi ciężar, świat burzył się, trzęsły się jego posady, na ziemie zstępowały chordy ohydnych demonów pragnących odebrać mi wszystko. Wszystko, czego pragnąłem i nie mogłem mieć. Miałem jej krew na swoich rękach. Dosłownie i w przenośni.
- Oliwia, obudź się. Obudź. To sen, tylko sen.. – szeptałem z czułością gładząc ją po głowie. W jej kolanach klęczała Gemma robiąc prowizoryczne opatrunki. Dobrze, że o tym pomyślała. Oddech Oliwi był coraz słabszy, a ja wiedziałem, gdzieś tam w środku, że to przeze mnie. Gdybym tylko mógł dałbym jej ten drogocenny dar, kosztem siebie. Ona nie mogła odejść. Choć serce mi mówiło, że to się nie działo, że to nie było prawdą, to rozum podpowiadał, że moje oczy widzą rzeczywistość. Ona szukała szczęścia, nie obok mnie, a nade mną. Przelewała mi się przez ręce, choć tak ciasno ją trzymałem. Wiedziałem jedno, gdy ona umrze.. Niedługo spotykamy się razem. Jak romantyczni kochankowie.
Ktoś mnie mocno odepchnął, następnie pociągnął do tyłu i wziął w kleszcze. Patrzyłem jak panowie w czerwonych strojach dotkają mojego słoneczka i krzyczałem. Chciałem być przy niej. Ona musiała mnie mieć, wiedzieć, że jestem z nią. Stalowy uścisk jednak nie zelżał. Ktoś coś do mnie mówił, dotykał mnie, ale nic nie czułem. Nic oprócz rozpaczy, wszechogarniającej rozpaczy i pragnienia bycia przy niej. Krzyczałem ile sił w płucach. Wreszcie nadeszła niosąca ukojenie, ale zarazem horror ciemność.
***

Hmm.. Wydaje mi się, że tym odcinkiem przysporzyłam wam wielu pytań, gdyż wszystko nie jest powiedziane wprost... Może się mylę, nie wiem, ale na wszelki wypadek podaje gygy..: 43297053 !

Zaskoczenie? A może się spodziewaliście?  Proszę o opinię!

Dziękuję za wszystkie, troszkę wymuszone komentarze.. Mam nadzieje, że i tym razem dacie z siebie wszystko.; ))

Pozdrawiam!
~H.

PS. Przepraszam za jakiekolwiek gapiostwo z mojej strony. Idą wakacje to będę wszytko ogarniała na bieżąco.; ))

sobota, 16 czerwca 2012

Odcinek 15


15.
To było takie cudowne znów móc to poczuć. Posmakować go. Czy on powiedział.. ? Mówił o mnie? Mówił o mnie. Moja pierś rosła. On mnie kocha. Kocha mnie. Jak mógł mnie pokochać? Byłam dla niego taka zła. Nie. Nie. Nie. To nie możliwe, a może? Kocha mnie.! W duchu cała się śmiałam. Teraz nic złego nie mogło się zdarzyć. Mieliśmy umacniać swoja więź, może być razem. Może zdoła mnie wyleczyć, wyciągnąć z tej nicości? Tyle czasu nie mogłam sobie z tym poradzić, a wystarczyła jedna rozmowa. Moment. Czułam za sobą jego kroki, ale bałam się spojrzeć do tyłu. Bałam się co ujrzę. A jak to tylko moje przewidzenia, nadinterpretację? Nie, na pewno nie.
Zbliżaliśmy się do domu. Kto do mnie przyjechał? Czemu tu? Kto wiedział? A może ojciec… Nie. Przerażało mnie to, ale obecność Harrego wszystko łagodziła, ot tak.
Weszliśmy do domu. Panował lekki półmrok i chłód. Atmosfera była napięta, w powietrzu unosił się swąd spalonego humoru i lekkości. Na środku salonu stał chłopak. Wysoki, przystojny brunet, Gdy tylko mnie zobaczył rozpromienił się. Popatrzyłam po zdziwionych przyjaciołach. Tylko Liam siedział głęboko w fotelu ze smutną miną.
- Kuba? Co ty tu robisz?- zapytałam. Chłopak podbiegł do mnie i mocno mnie objął. Usłyszałam jak Harry z sykiem wciąga powietrze. Odsunęłam się od Kuby i popatrzyłam na niego z dystansem. Nic się nie zmienił.., ale co on tutaj robił? Czekałam na wyjaśniania.
- Mówiłaś, że jesteś w Holmes. Przyjechałem do Londynu do kumpla na dwa tygodnie. Postanowiłem do ciebie wpaść.. Wiem, dwa miesiące, ale nie mogłem wytrzymać, myślę, że ciągle mamy szansę. Nie cieszysz się?
- Cieszę się. – powiedziałam machinalnie.- Ale.. Czemu podjąłeś decyzję za mnie? Matko, Kuba. – załamałam ręce. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Zrozumiałam słowa Harrego, które wyrzekł mi przy naszym drugim spotkaniu. Kuba właśnie zepsuł mi życie.
- Ej, zaraz. Kto to jest?- zapytał mnie Harry wskazując na chłopaka. Jako, że ciągle rozmawiałam z Kubą po polsku cały pokój był niewtajemniczony. Tylko Liam wiedział co się dzieje, co tłumaczyło jego ponurą minę.
- Kuba-Harry. – przedstawiłam ich. Obaj spojrzeli na mnie jakoś obco.
- Tylko Kuba?
- Tylko Harry?- powiedzieli obaj w tej samej chwili. Odebrało mi mowę. Nie byłam w stanie myśleć, a co dopiero ubrać to w choćby na pozór logiczne słowa.
- Po co do mnie dzwoniłaś, jak masz innego na boku?! Myślałaś, że jak przyjedziesz do Polski to też nie zostaniesz sama? – zaczął na mnie krzyczeć Kuba. Wiedziałam do czego jest zdolny.
- Dlaczego mnie pocałowałaś, dałaś mi nadzieję, jak wiedziałaś , że w Polsce masz kogoś innego? – zapytał Harry. W jego oczach widziałam prawdziwy ból. Wiedziałam ile poświęcenia kosztowało go wyznanie mi miłości.
- To nie tak…- jęknęłam.- Dzwoniłam zanim się z tobą pogodziłam.. Przecież wiesz, jak było. – zwróciłam się do Harrego.
- Ale kogoś miałaś.. Naprawdę miałem być tylko tymczasowym chłopakiem zastępczym.?
- Nic nie rozumiesz.. Poza tym jakiś czas temu ty potraktowałeś mnie tak samo. – zarzuciłam mu. Ze szklanki się wylało. Harry popatrzyła na mnie groźnie. Widziałam jak w jego oczach wszystko umiera.
- A mi się nie należą żadne wyjaśnienia? Jak do mnie zadzwoniłaś, pomyślałem, że to na poważnie. Dla ciebie rzuciłem najładniejszą laskę w szkole.. Matko, jaki byłem głupi..
- Po tym co mówisz muszę ci przyznać racje.- powiedziałam ostro i zwróciłam się do Harrego patrząc na niego łagodnie.- Harry, zrozum,.. To nie miało być tak..
- Teraz to już nie ważne. Zapomnij.- rzucił Harry.
- Stary, daj jej się chociaż wytłumaczyć..- zainterweniował Liam. On mnie rozumiał. Rozumiał sytuację.
- Ja wiem co ona chce powiedzieć. Przykro mi, Oliwia. – ostatnie spojrzenie przepełnione bólem, cierpieniem i zdradą. Przecież nic złego nie zrobiłam. Boże, ratuj! – Hey, Kuba. Znam dobry bar w Holmes..
- Jasne. Chodź. Bezsensu się tłukłem taki kawał drogi…
Patrzyłam jak dwóch moich, przyszłych, niedoszłych, byłych chłopaków odchodzi zostawiając mnie w totalnym otępieniu. Poczułam się krucha. Wszystko zaprzepaściłam. Co mi pozostało? Miałam ogromną nadzieję na koniec tej piekielnej wojny, a tymczasem rozpętałam nową. Nie rozumiałam czemu Harry się na mnie złościł. Ostatnio postąpił ze mną tak samo. Różnica była tylko jedna. Wtedy mnie nie kochał. Ja go nie kochałam. On nie kochał Emily, a przynajmniej nie całkiem. Tym razem Harry poczuł się zdradzony. Zdradzony przeze mnie. Mogłam tylko płakać. Objęło mnie silne ramię.

Nie mogłem patrzeć jak ona się tak męczy. Sprawiało mi to jakiś niewysłowiony, niefizyczny ból, jakby ktoś otwartą ranę posypywał solą. Chciałem być przy niej, zaopiekować się nią. Była taka bezbronna. Wiedziałem, że czasem opowiadam się nie po tej stronnie co powinienem, ale nie mogłem inaczej. Ona miała w sobie jakiś magnes, który kazał mi się nią opiekować, jak szczeniak, który wymaga stałej ochrony i patrzy swoimi oczkami, posługuje się swoją słodkością.
Objąłem ją ramieniem i mocno przytuliłem do piersi. Oliwia zachlipała i wtuliła się w moją bluzę.
- Cicho, będzie dobrze. – szeptałem, choć wiedziałem, ze wcale nie będzie. Rzadko wszystko jest w porządku., więc czemu teraz miałoby być inaczej. Mogłem być dla niej tylko wsparciem, nic innego nie byłem w stanie uczynić.
Od dawna patrzyłem jak Oliwia zbliża się do Harrego i wiedziałem, że będą kłopoty. Harry rzadko kochał, czym sprawiał dziewczynom niewysłowiony ból. A jak już się zakochał to kazał im piekielnie cierpieć przez swoją głupotę. Tym razem jednak było inaczej.
Nie rozumiałem zachowania Harrego. Widziałem w jego oczach cierpienie. Wiedziałem, że cierpi z powodu Oliwi. Role się odwróciły. Zdawało się, ze dopiero dzisiaj on sam sobie to wszystko uświadomił, a Oliwia pokroiła mu serce z szyderczym uśmiechem. Wszystko się posypało jak cienka szyba trafiona kamieniem, miliony szklanych odłamków boleśnie wbijały się i w niego, i w nią. Ale to jej było mi szkoda. Przypominała mi trochę ptaka ze złamanym skrzydłem, drastycznie zniżyła loty i ktoś musiał się nią zaopiekować, by rana się zagoiła, a nie zaogniła. Nie mogłem jej narażać na żadne niepotrzebne zachwiana nastroju. Miałem być oparciem i jej bodygardem, którym się być zobowiązałem. Wiedziałem, że Oliwia już jest na granicy wytrzymałości. Ostatnio było coraz gorzej, jej grób był coraz głębszy. Byłem idiotą pozwalając jej w ogóle się do niego zbliżyć, przecież wiedziałem jak to się skończy, przynajmniej po części. Mogłem ją przed tym uchronić, a wepchnąłem ją w szpony śmierci.
Zaprowadziłem Oliwie na kanapę. Przytuliła się do mnie i szlochała. Robiła sobie ze mnie poduszkę, ale mi to nie przeszkadzało.
Z drugiej strony usiadła Gemma i głaskała ją po głowie.
- Przejdzie mu. – szepnęła. Oliwia się zerwała i popatrzyła na siostrę Harrego.
- Ty nie widziałaś…. Kochać to niszczyć. – powiedziała i zapłakała jeszcze głośniej. Nikt z nas nie wiedział jak przebiegała ich rozmowa w domku dla gości. Co takiego sobie powiedzieli. Wiedzieliśmy jedynie, że miało być dobrze. Gdyby nie Kuba.
- Czemu nie dałaś sobie z nim spokoju? – zapytała Gemma i spojrzała na mnie. – Miałaś Zayna. On by cię nie skrzywdził.
Uśmiechnąłem się do niej nic nie mówiąc. Oliwia pociągnęła nosem.
- Czemu nie dałaś sobie spokoju z Markiem? Miałaś Nialla. – powiedziała.
- Nie miałam. – wyszeptała Gemma. Oliwia spojrzała na przyjaciółkę inaczej, nie umiałem powiedzieć na czym to polega. Ach, te kobiece spojrzenia.
Spojrzałem na Nialla. Zrobił się czerwony.
- I dałam sobie spokój z Markiem. Chyba go nie kochałam. – dokończyła Gemma patrząc na coraz bardziej czerwonego Nialla.
- A ja Harrego kocham. – wyznała Oliwia. – Kocham, jak cholera.
Wszystkich wmurowało. Jeszcze niedawno wyzywali się od najgorszych, i wpychali do basenu. Ja nie byłam zaskoczony. Popatrzyłem po twarzach przyjaciół i mogłem stwierdzić, że jednak nikt nie był zdziwiony. Wszyscy widzieli to co ja.
-  Idę po Harrego. Trzeba to skończyć. – powiedział Louis. Na niego zawsze można było liczyć. Kilka słów i brał się za działanie, a ja mocno trzymałem kciuki.
***

Jednak mieliście racje.. To Kuba. Owszem mogłam to jakoś zmienić, ale to właśnie on mi był potrzebny, żeby przyspieszyć akcję; ) Mam nadzieje, że się nie gniewacie, i że mimo to coś z tego odcinka jest.;) Może być?

Dzisiaj pozostawiam was wolnych od wszelkich pytań z mojej strony.. Mam tylko jedno.. Jak to się skończy, czy się skończy i co będzie dalej? Jedno, ale rozbudowane, ogólne.; ))

Z całego serca dziękuję za tyle komentarzy, zabiliście mnie po prostu i teraz leżę pod stołem. Kocham was i mam nadzieje, że i tym razem mnie nie zawiedziecie. Im szybciej 20 tym szybciej następny, a mówię wam, że warto, bo ja wiem co w następnym się bd działo.xD

Jeszcze raz dziękuję i czekam na wasze opinie. 
Pozdrawiam.!
~H.

PS. Kibicujmy naszym! Polska wygra mecz! Trzymajmy za nich kciuki.;))





wtorek, 5 czerwca 2012

Odcinek 14


Powodzenia! 

14.

Wszystko mnie bolało, a dalej spadałam. Dół stał się niebezpiecznie bliski. Zaczełam krzyczeć. Na dole stał Harry, ale wiedziałam, że mnie nie złapie. Czarny asfalt już nie był tylko niewyraźną czarną plamą. Mogłam dostrzec co większe dziury, które wyglądały jak małe kratery. Brakowało tylko wrzącej lawy. Odległość malała, a mój krzyk był coraz wyższy, aż dźwięczał mi w uszach, tak jakbym to nie ja krzyczała. Czekałam aż pojawi się mój wybawca. Zawsze się pojawiał, ale tym razem nie przybył. Nigdzie nie widziałam błysku stali.
Ogromny ból kręgosłupa, przyprawiał mnie o mdłości. Pęd powietrza rozwierał powieki i kazał mi patrzeć na moją śmierć. Próbowałam je zamknąć co spowodowało tylko piekący ból, a krew zalała mi oczy. Wszystko postrzegałam przez pryzmat krwi, śmierci, bólu i cierpienia. A Harry stał. Spojrzał na mnie. W jego oczach ujrzałam żal, współczujcie i bezradność. Nie śmiał się. Był dogłębnie przerażony, jakby nie mógł wykonać żadnego ruchu. Czemu on? Co go tu sprowadzało? W twej chwili to nie było ważne. Już chciałam upaść. Mieć to za sobą, nie czuć nic oprócz zaślepiającego bólu, który mnie sparaliżuje i wyłączy mi świadomość. To już było blisko. Ostatnie spojrzenie w górę. Zayn stał na dachu i patrzył jak lecę, z lodową powagą. Zaskoczenie. Ziemia, strach, ból.. Nie!
Spadłam. Otworzyłam szeroko oczy. Czułam pulsujący ból w łokciu, ale bałam się poruszyć. Czy w ogóle mogłam. Nad sobą zobaczyłam wystraszoną twarz Zayna. Rozejrzałam się. Obok mnie zobaczyłam drewnianą nogę, która niewątpliwie należała do szklanego stolika stojącego obok, który pchnęłam. Leżało na mnie kilka czasopism, które niewątpliwie jeszcze przed chwilą leżały na szklanej ławie. Zrzuciłam je z siebie płynnym ruchem i chciałam wstać. Zayn wyciągnął do mnie rękę. Miał suchą i zimną dłoń, szorstką. Siadłam na białej kanapie i roztarłam łokieć, na który niewątpliwe upadłam. Zayn podniósł z ziemi pled i położył go koło mnie.
- Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś. – wyszeptał zbliżając się do mojej twarzy. Oparł się czołem o moje czoło.
- Miałam zły sen. – powiedziałam równie cicho. Zimny pot spływał mi po karku. Zayn zaczął gładzić mnie po ręce. Za wiele jak dla mnie było tego dotyku, ale pozwoliłam mu na to. Dawał mi tę odrobinę bezpieczeństwa. Tylko dlaczego nie przyszedł mi  z ratunkiem? Czemu spadałam? Kto mnie pchnął? W tej chwili przeszło mi przez myśl, że Zayn. Sny to przecież tylko lęki, pragnienia, sygnały, które wysyła nam nasza podświadomość. Jak mogłam to interpretować? Czy Zayn naprawdę pchał mnie w objęcia śmierci? Czy Harry był naprawdę tak bezradny? Czy moje życie miało się zmienić w pasmo dramatycznych zwrotów wydarzeń? Nie. Nie. Nie. Tak strasznie się bałam. Wkoło miałam tylu ludzi, ale czułam się tak strasznie samotna. Ostatnio wszystko się tak diametralnie zmieniało. Stawałam się jakaś inna. I zdawałam sobie z tego sprawę. Znałam przyczynę.
- Która godzina?- zapytałam szukając rozbieganym wzrokiem zegarka.
- Zaraz będzie świtać. – odpowiedział Zayn wyglądając przez okno. Faktycznie za oknami zaczełam malować się różowa łuna zwiastująca budzące się do życia słońce. Wiedziałam, że już nie zasnę. Za dużo myśli, za dużo niewypowiedzianych słów. I ta przejmująca ciemność, w środku. Ciemność otulająca moje wszystkie organy, mój umysł. Sprowadzająca spokój przed burzą i strach. Paraliżujący strach przed nowym. „Chyba zwariowałam” to myśl pojawiała się i znikała zagłuszana wyrzutami sumienia i grzmotami.

Zayn siedział przy mnie do późna, potem przysnął. Nie ruszałam się pozwalając mu na tą chwilę odpoczynku dopóki w kuchni nie zaczął się ruch jak na niemieckiej autostradzie. Zaburczało mi w brzuchu. Jak długo nic nie jadłam? Chciałam się już przestać przejmować, moimi psychicznymi problemikami. Musiałam zacząć żyć, a do tego potrzebna była pełnowartościowa strawa. Odsunęłam od siebie delikatnie chłopaka, który cos zamruczał i zrzucił rękę z kanapy. Przykryłam go kocem. Miał ciężką noc, doskonale zdawałam sobie sprawę, że to moja wina.
- Jak noc?- zapytał Liam, gdy tylko wleciałam do kuchni niesiona zapachem naleśników, jak w reklamie kawy.
- Paskudna. – burknęłam nastawiając ekspres i opierając się o blat.
- Moja też nie najlepsza. – powiedziała Gemma wchodząc do kuchni w puchatych kapciach i różowych spodniach od piżamy. Wyglądała śmiesznie, a jednak uroczo.
- Rozmawiałaś z Harrym?- zapytał Liam. Wytężyłam słuch, ale starałam się tego nie okazywać. Nalałam kawy do kubków i jeden podałam Gemmie.
- Z nim się nie da rozmawiać. Nic nie rozumiem z jego bełkotu. W ogóle widział go ktoś od wczoraj?
Oboje z Liamem pokręciliśmy głowami.

Całą noc przesiedziałem w ciemnym parku, na starej ławce. Cisza i spokój tego potrzebowałem, by zrozumieć co dzieje się w mojej duszy. Nic to jednak nie dało. Czegoś brakowało. Mogłem to mieć, ale bałem się. I tak już postąpiłem jak debil. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość niszczy. Całkowicie się z tym zgadzałem. Moje wszystkie rozterki, problemy zawdzięczałem właśnie temu. Miłości, do której nawet nie śmiałem się przyznać. Jak można pokochać osobę, którą się nienawidzi? Nie miałem zielonego pojęcia i żadne filozofowanie miało tego nie zmienić. Siła wyższa. Najgorszy był jednak brak wzajemności. To mnie tak strasznie przytłaczało i sprawiało niewysłowiony ból. Starałem się, żeby wszyscy widzieli jakim jestem pacanem. Potrzebowałem tego, żeby właśnie tak o mnie myślano. Tak jak ja sam siebie widziałem. Jako skończonego, nieobliczalnego dupka, który nie wykorzystał nadarzającej się okazji, szansy. Ale o czym ja właściwie myślałem? O niej, czy o sobie? Przecież nie o nas.. Nas nie było. I nie miało być. Musiałem utrzymać te pozory wojny. Tylko ból  mógł przynieść ukojenie.
Było już całkiem jasno. Czas wracać. Wiedziałem, że Gemma będzie się martwić, a nie chciałem jej zasypywać swoimi śmieciami, miała własne rozterki. Miałem nadzieję, że choć trochę jej pomogłem. Mimo wszystko. Teraz jej życie było w jej rękach.
Podniosłem się leniwie i szurając nogami zacząłem człapać się do domu, który przecież doskonale znałem, choć w tej chwili kompletnie nie poznawałem. Wszedłem do domu i ściągnąłem buty. Zajrzałem do kuchni. Bezpiecznie.
- Nie wiem, gdzie całą noc byłeś, ale.. Martwiłam się Harry.. Do tego, Niall. –powiedziała Gemma wstając. Zmarszczyłem brwi.
- Niall? Co z nim.? – zapytałem. Liam, który siedział przy stole rzucił mi wrogie, ale jednocześnie pełne zrozumienia spojrzenie i się odezwał.
- Jest w domku dla gości. Siedział tam całą noc. Nikt nie może się z nim dogadać. Mógłbyś..?
Pokiwałem głową. Nie bawiłem się w zakładanie butów. Przeszedłem w białych skarpetkach betonową drużką i wszedłem do domku dla gości, który wyglądał po prostu jak duża altana.  Na pierwszy rzut oka w środku nikogo nie było. 
Była taka drobna. Stała przy oknie trzymając rękę przy ustach w głębokiej zadumie. Chyba nawet mnie nie zauważyła, kiedy wszedłem.
- Musicie sobie parę spraw wyjaśnić. – usłyszałem głos Gemmy, gdy zatrzaskała drzwi. Obróciłem się szybko i pchnąłem, ale było za późno. Zamknięte. Oliwia patrzyła na mnie przerażona.
- Miał tu przyjść Niall. – szepnęła. Odwróciłem głowę i zaśmiałem się ponuro.
- Tobie też to powiedzieli?
- Poszli. – powiedziała patrząc przez okno i całkowicie ignorując moje słowa. Wszyscy jak jeden mąż poszli zostawiając nas samych, na nieokreśloną ilość czasu.
- Idioci!- krzyknąłem.
- Przestań. To nasi przyjaciele. – zaoponowała gwałtownie się odwracając.
- Przyjaciele nie ranią przyjaciół. A moi mnie zranili.
- Zamykając cię tu? Przykro mi to słyszeć. Przykro mi, że mnie nienawidzisz. Przykro mi, że rozwaliłam ci życie. Nie planowałam tego.
Przysiadłem na łóżku. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Byłem miękki.
- Mi też. Nie nienawidzę cię, Oliwia. Po prostu z pewnymi sprawami nie mogę sobie poradzić.- wyznałem. Poczułem jak siada koło mnie. Widziałem jak jej ręka się porusza, jakby chciała mnie objąć, pocieszyć, a następnie zawisła w powietrzu, by opaść na jej kolana.
- Rozumiem. Też mam mętlik. Chyba powoli wariuję. – powiedziała i zamilkła. Siedzieliśmy w krępującej ciszy przez kilka minut. Nie byłem na tyle silny, by ją przełamać, by wszystko wyznać jak na spowiedzi. By się otworzyć.
-Śniłeś mi się. – powiedziała. Zaskoczony spojrzałem w jej niebieskie oczy. Była taka urocza, dziewczęca, niewinna.
- Wbijałem ci nóż w pierś? – zapytałem sarkastycznie.
- Pośrednio. Tak jak codziennie. Cierpiałeś.
- Cierpię. Codziennie. Gdy cię ranie. – wyrzucałem z siebie z trudnością wymawiając każde słowo.
- To nie rań. – powiedziała. Och, gdyby to było takie proste.
- Kochać to niszczyć.
Popatrzyła na mnie przenikliwie. Była taka cudowna, a ja jej sprawiałem taki ból. To przeze mnie płakała. Nic mnie nie usprawiedliwiało. Dziwiłem się jak ona na mnie może jeszcze patrzeć. Sam nie mogłem spojrzeć w lustro. I wtedy mnie najbardziej zaskoczyła. Dała mi nadzieję, a to chyba najgorsze co mogła zrobić. Dać cienką nić nadziei, która mogła się zerwać w każdej chwili i zostawić większą dziurę niż była na początku.
Jej miękkie, zmysłowe usta spoczęły na moich. Była taka słodka. Nie wiedziałem, co się dzieje, myślałem tylko o niej, tylko o tym by jej dotknąć, by smakować. A ona się nie broniła. Jakby czytała mi w myślach. Nasze pocałunki były jak trzepot skrzydeł motyla, jak babie lato, jak lot małych pilotów z przekwitniętego mlecza. Chwila, ulotne wrażenie, moment, doznanie, emocje. Kwiat nadziei, który dała tylko mnie.
- Przepraszam, że wam przerywam, ale.. Oliwia ktoś do ciebie. Czeka w domu. – powiedziała Gemma. Zawstydziłem się, ale byłem z siebie dumny. Nie usłyszałem nawet przekręcania klucza w drzwiach. Popatrzyłem na Oliwie. Dziewczyna była przerażona, zaskoczona, zdziwiona. Wstała lekko się chwiejąc i wyszła za Gemmą. Czego się bała? A może to ja? Może znów miała wyrzuty sumienia? Czy ja coś zrobiłem? Może to znów ja ją do tego nakłoniłem, zwabiłem? Przecież nie powiedziała mi, że mnie kocha. Powrócił strach.

***

Chyba nie trudno się domyśleć kto przyjechał? 
Czy to już wszystko kończy? Czy wszytko będzie dobrze.? Przynajmniej między nimi? Co z Niallem? A może on tu jest nieistotny? A Zayn? Odegra większą rolę? Czy Emily odeszła na zawsze, a jak nie to kiedy powróci? Czy Oliwia znów się odgrodzi? Zachowa się tak samo jak wcześniej? Wyjdzie naprzeciw? A może nie wytrzyma presji i ugnie się pod ciężarem własnych myśli i przewidywań? Hmmm.. Ja to wiem, sialalala..;))

Odcinek zdaje mi się nie najgorszy.. Oczywiście mógłby być lepszy, ale ciull.. wyszedł taki.;) Mam nadzieje, że przebrniecie.; ))
Dziękuję za opinie. ;) Miło, że tu czasem wracacie.;p 
Proszę o zostawianie po sobie śladu!!
Z góry dziękuję!

Pozdrawiam.!
~H.